rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
39 obserwujących
50 notek
176k odsłon
6578 odsłon

Diabły i Anioły. Prawdziwa historia śledztwa ws. Jeffreya Epsteina.

Wykop Skomentuj21

Zamieszkiwana przez elity, otoczona lazurowym morzem wyspa Palm Beach, usiana tysiącami kokosowych palm jest swoistym rezerwatem przyrody, pełniącym rolę domu dla 9 tysięcy najbogatszych Amerykanów. Bramy łączącego ją z lądem mostu jawić się mogą niby jako wrota raju, ale to tylko pozory. Nie obce są temu „niebu dla krezusów” sprawy nie tylko całkowicie przyziemne, ale często także kryminalne. Mordowano tu dziedziczki i dziedziców fortun, gwałcono kobiety i organizowano imprezy, na których gęsto było od narkotyków - słowem: była to i jest bogata dzielnica, lecz majętność wszakże nie oznacza wolności od przestępstw. Doskonale wiedział o tym młody, lecz już doświadczony 35-letni detektyw Joseph Recarey, od 1991 roku pełniący służbę w miejscowej jednostce policji. Epstein wielokrotnie przechwalał się swoim ofiarom, iż ma „całą policję Palm Beach w kieszeni”. Mylił się, bo co najmniej dwóch funkcjonariuszy tam nie było.

- Tak naprawdę były tylko dwie osoby, które zaryzykowały swoją karierę, by ścigać Epsteina: szef policji w Palm Beach, Michael Reiter i detektyw Joseph Recarey. - pisze Julie K. Brown z poczytnego "Miami Herald"

Prywatnie byli najbliższymi przyjaciółmi, połączonymi prawdziwą i głęboką więzią oraz wyznającymi te same zasady. Spędzali razem święta, zapraszali się wzajemnie na rodzinne uroczystości, grillowali i chodzili wspólnie ze swoimi synami na mecze. Na komisariacie koledzy śmiali się, iż komendant Reiter i detektyw Recarey to prawdziwe „papużki-nierozłączki”, a stworzony przez nich spokojno-szalony duet to prawdziwa mieszanka wybuchowa niebezpieczna dla przestępców. 


Mężczyźni różnili się niemal wszystkim – Reiter był wychowanym w małym miasteczku, starszym, wyważonym i spokojnym policjantem, a do tego raczej typem milczka i zamyślonego samotnika zagłębionego w papierach i materiałach dowodowych. W 1991 roku, gdy Joseph Recarey po raz pierwszy przekroczył próg komisariatu w Palm Beach, Reiter był już doświadczonym gliniarzem z ponad dziesięcioletnim stażem i wieloma sukcesami. Nowy, dużo młodszy kolega początkowo niezbyt przypadł mu do gustu – „świeżak” był wesołą, pełną energii gadułą, której wszędzie było pełno i w dodatku reprezentował typowy dla Nowojorczyka z Queens styl komunikacji z innymi, objawiający się m.in. tym, iż całkowicie spoufalał się z przełożonymi, co formalistycznego weterana wprawiało w osłupienie i konsternację. Dla regulaminowego, ale świetnego policjanta, zachowanie nowoprzybyłego, zaledwie dwudziestojednoletniego współpracownika było czymś wręcz szokującym. Jednakże jako jeden z pierwszych dostrzegł on też, iż za maską żartownisia kryje się wspaniały materiał na detektywa – chłopak był odważny, inteligentny, pracowity i nade wszystko – uczciwy, a sprawom przez siebie prowadzonym poświęcał się całkowicie i bez reszty. 


- Był jednym z najlepszych policjantów, z którymi miałem przyjemność pracować – wspomina jego były przełożony Kirk Blouin, a Dan Szerszewski, dawny szef Recareya z działu przestępczości zorganizowanej dorzuca – Kiedyś, pracując w biurze zgromadził tyle godzin, że inni funkcjonariusze kazali mu wziąć tydzień wolnego. Poszedł. I na następny dzień wrócił do pracy, bo otrzymał telefon od świadka. 


Awans na detektywa w przypadku tego zdolnego oficera był całkowicie naturalną koleją rzeczy. W 1994 roku, mając zaledwie dwadzieścia cztery lata, został on najmłodszym śledczym w historii wydziału antynarkotykowego policji w Palm Beach. Szybko okazał się także jednym z najlepszych oficerów operacyjnych tegoż pionu i w ciągu kilku lat stał się na jego prawdziwą legendą, a jego sława zaczęła znacznie wykraczać poza jednostkę w której służył, siejąc postrach wśród wszelkiego rodzaju kryminalistów Florydy. Zawsze na pierwszej linii frontu wojny z przestępczością, odznaczał się znakomitą kondycją, przenikliwym umysłem i niekonwencjonalnymi metodami działań, co pozwoliło mu w krótkim czasie stać się najczęściej odznaczanym funkcjonariuszem na Florydzie.

 - On był stworzony do tej roboty – mówi jeden z jego kolegów i przeglądając akta spraw, które Recarey doprowadził do końca, trudno mu odmówić racji – znajdujemy tam spektakularne aresztowania bossów mafii, rozbijanie gangów narkotykowych i śledztwa w sprawie najpotężniejszych dilerów stanu. 

Wszystko to nie byłoby jednak możliwe, gdyby nie drugi z funkcjonariuszy – jego przełożony Michael Reiter. Trudno powiedzieć w jaki sposób ta całkiem odmienna dwójka mężczyzn nawiązała bliską przyjaźń, ale faktem jest, iż wzorowa współpraca między nimi zaowocowała ogromnymi sukcesami dochodzeniowymi. Połączenie twardego i bezkompromisowego charakteru temperamentnego Recareya ze spokojem i opanowaniem flegmatycznego Reitera dało w Palm Beach naprawdę piękne plony – miasto pod opieką prowadzonego przez nich zespołu uczciwych gliniarzy stało się miejscem znacznie bardziej bezpiecznym i przyjaznym. Niestety – wkrótce miała też nadejść bardzo gorzka pigułka.


Spokojno-wybuchowy duet na tropie zbrodni.


Sprawa zainteresowań seksualnych Epsteina na ukierunkowanych na zbyt młode kobiety, czy jak się okazało z czasem - nawet na dzieci, wypłynęła na światło dzienne ponownie 14 marca 2005 roku. Wtedy to właśnie na lokalną linię alarmową zatelefonowała kobieta zaniepokojona informacjami jakie uzyskała od swojej czternastoletniej pasierbicy.

- Halo? - udostępnione przez policję nagranie rozpoczyna się głosem kobiety.

- Dzień dobry - odpowiada głos dyspozytorki po drugiej stronie słuchawki - Oddzwaniam do Pani. Nie wiem w jakiej sprawie Pani dzwoniła. 

- Chodzi o zdarzenie sprzed około trzech tygodni z udziałem mojej pasierbicy. Pobiła się w szkole i miała przy sobie trzysta dolarów. Okazało się, że były w domu pewnego Pana w Palm Beach. Zaczęły robić mu masaż. Płaci im. Jeżeli mu się spodobają, każe im robić inne rzeczy. Nie wiedziałam, czy jest jakieś dochodzenie w tej sprawie.

- Pierwszy raz o tym słyszę - informuje ją policjantka i dodaje - Potrzebuje więcej szczegółów. Czy Pani pasierbica może przyjść i o tym opowiedzieć? 

Dziewczynka stawiła się na komisariacie i złożyła zeznania, które z czasem stały się punktem zwrotnym w całej tejże historii. Michael Reiter, w tym czasie będący już komendanten policji w Palm Beach, uznał świadectwo nastolatki za wiarygodne i natychmiastowo zarządził wszczęcie śledztwa. Bogacz nie wydawał mu się wówczas nikim więcej niż kolejnym majętnym dupkiem, zamieszkującym w wypasionej willi na odgrodzonym od świata terytorium Palm Beach. Nie rzucał się w oczy, wiodąc swoje życie gdzieś tam na uboczu, wśród hermetycznego środowiska lokalnej społeczności miliarderów i milionerów. Szybko okazało się jak bardzo fałszywy był to obraz, gdy policja zaczęła dzięki znakomitej pracy Recareya, któremu przydzielono to śledztwo, docierać do kolejnych poszkodowanych. Już po pierwszych przesłuchaniach śledczy zorientowali się, iż mają tutaj do czynienia z bardzo delikatną i bardzo trudną sprawą, którą postanowili prowadzić w ścisłej tajemnicy.


- Każda ofiara opowiadała tę samą historię. Myślały, że zrobią mu masaż, tak mówiono większości z nich. W ten sposób zwabiał je tam za niewielkie sumy - opowiada Reiter - Zależało nam, by nie skrzywdził kolejnych osób. Dlatego od razu zaczęliśmy obserwację. Obserwowaliśmy lotnisko i dom. Znalezione ofiary mówiły nam o kolejnych, tamte o jeszcze innych i liczba poszkodowanych ciągle rosła. Po dwóch, trzech miesiącach obawialiśmy się, że w grę wchodzi ogromna liczba pokrzywdzonych.


Jedną z nich była Michelle Licata. 32-latka do dziś nie otrząsnęła się z dramatu jaki ją spotkał. Była po prostu normalną nastolatką, która chciała zarobić pieniądze na święta by móc kupić prezenty swoim najbliższym. Nie spodziewała się, że zaproponowana przez koleżankę propozycja „masowania starucha” zrujnuje jej życie na zawsze. O swoich przeżyciach opowiada z ogromnym trudem, wyraźnie starając się pohamować emocje.


- Jechaliśmy tam jakieś 45 minut i zatrzymałyśmy się w dużej, drogiej posiadłości. Przed wyjściem z auta powiedziała: „Gdyby ktoś pytał, masz ukończone 18 lat, ale raczej nie zapytają.”. Byłam tam przez jakąś minutę, kiedy on wszedł i położył się na brzuchu, po czym powiedział: „Tam są balsamy. Zacznij od wymasowania stóp i nóg”, a następnie odwrócił się i zaczął komplementować mój wygląd. Mówił, że jestem piękna. W liceum nie uważałam się za ładną, nosiłam aparat na zęby. A on zwrócił na mnie uwagę i prawił mi komplementy. Nigdy tak o sobie nie myślałam. Potem zaczął łapać mnie za biodro i tak nim manewrować, by mógł na mnie spojrzeć. Kazał zdjąć mi koszulę i spodnie, twierdząc, że mogę zostać w samej bieliźnie. Zastanawiałam się, czy jeśli spróbuje uciec albo mu odmówię to jak mam wyjść? Czy nie ma tu gdzieś ukrytej broni? Wyjmie ją? Zaczął się masturbować i mnie pocierać. I wtedy naprawdę zaczęłam panikować. Pomyślałam sobie: „Dobra. Czy możemy mieć już to z głowy? To się nie dzieje naprawdę”. Wyglądał jak przerażający zboczeniec. W moich myślach wyglądał jak…wciąż mam wizję jego twarzy. Gdy skończył owinął się ręcznikiem i powiedział: „Masz tu dwie stówy. Chciałbym ponownie Cię zobaczyć”. Odparłam: „Okej”, ale pomyślałam: „Już nigdy więcej tu nie wrócę”. Zeszłam na dół i czułam się strasznie wykorzystana, jakbym była kimś bardzo brudnym.”.


O swoim koszmarze Michelle nie opowiedziała nikomu, aż do 13 grudnia 2005 roku, gdy do drzwi jej domu zapukała policja. Detektywowi Recareyowi udało się ją nakłonić do zeznań, bo jak wspomina dziewczyna, wydał jej się człowiekiem godnym zaufania. Zapewnił ją, iż Jeffrey Epstein poniesie konsekwencje swoich przestępstw. Uwierzyła mu. Tak jak i dziesiątki innych dziewczyn do których dotarł. Niestety, wkrótce okazało się, że spełnienie złożonych przez niego obietnic może być bardzo trudne. Miliarder nie zamierzał tak łatwo się bowiem poddać. 


- Byłem zaskoczony, jak szybko to się potoczyło. Myślałem, że w pewnym momencie będzie ostatni przesłuchanie, ale następna ofiara dostarczała mi jeszcze trzech lub czterech nazwisk, a następna miała kolejne trzy lub cztery nazwiska i po prostu stawało się to coraz większe - wspominał później Recarey.


20 października 2005 roku policja dysponuje już tak tak dużą ilością znaczących dowodów i zeznań, iż decyduje się na dokonanie nalotu na dom bogacza w Palm Beach. To co tam znajdują jest szokujące - na ścianach gęsto jest od rozbieranych zdjęć dzieci w erotycznych pozach. "Trzymał je nawet w szafie z ubraniami" - przypomina sobie Recarey. Detektywi odkrywają na miejscu też dziwaczną łaźnie parową oraz opisywany przez ofiary gabinet masażu. Układ domu, rozkład pomieszczeń i ich wygląd, a także ogólny opis budynku zgadzają się z tym co zeznały skrzywdzone dziewczynki. To bardzo mocny dowód. Ale wielu rzeczy brakuje.


- Kable wisiały na biurku obok pustego miejsca, ale nie było komputera. Stało się dla nas jasne, że Epstein wie o śledztwie. Ktoś dał mu cynk - stwierdza Reiter, po czym dodaje - Po rewizji byliśmy rozczarowani, że dom Epsteina został wysprzątany. Wiele rzeczy usunięto. Ale zostały inne dowody - najważniejsze było odkrycie, że zeznania ofiar, ich szczegółowe opisy domu, położenia pokoi i układu domu pokrywały się ze stanem rzeczywistym. Przechwyciliśmy też notatki z telefonów zawierające dane kontaktowe niektórych pokrzywdzonych oraz dorosłych kobiet, które wykorzystywano do identyfikowania i werbowania ofiar. To też nam się przydało. 


Po latach okazało się, iż Epstein o śledztwie wiedział niemalże od samego początku i monitorował je, z uwagą obserwując postępy śledczych i kierunek w jakim zmierzają. Znał ich ruchy i próbował uprzedzać je, by wciąż wymykać się pościgowi. Zacierał za sobą ślady i usiłował manipulować dochodzeniem. Ale tym razem mu się nie udawało. Główną przyczyną jego niepowodzeń był prowadzący śledztwo Joseph Recarey. Wkrótce po rewizji bogacz dotarł do niego za pomocą jednego ze swoich ludzi. Policjant wydawał mu się łatwym do skorumpowania celem - miał czwórkę małych dzieci, a w jego domu z pieniędzmi się nie przelewało, więc Epstein nie sądził, iż odmówi przyjęcia potężnego „datku”. Mawiał, że każdy człowiek ma swoją cenę i w myśl tej tej zasady w zawoalowany sposób zaoferował mu ogromną sumę w zamian za „zostawienie go w spokoju”. I wtedy po raz pierwszy w życiu się naprawdę sparzył, bo śledczy łapówki nie tylko nie przyjął, ale wręcz w wyniku tej propozycji jeszcze mocniej zintensyfikował dochodzenie. To właśnie wtedy dla Epsteina stało się jasne, że nad jego głowę nadciągają poważne problemy. Zrozumiał, iż musi działać.


- Powiedział:„ Zaczynajmy, to jest dorosły mężczyzna po pięćdziesiątce, który miał kontakty seksualne z dziećmi. To łatwa sprawa. Posadzimy go na resztę życia - wspomina swoje spotkanie z prokuratorem Barrym Kisherem, Michael Reiter. Dawniej byli długoletnimi i najlepszymi przyjaciółmi, ale dziś były komendant wspomina starego kompana z wyraźną niechęcią. I ma ku temu solidne podstawy, bo jest to jedna z osób na których - jak mówi - najbardziej się w życiu zawiódł. To jeden z silnie negatywnych bohaterów tej opowieści. Ale nie jedyny.

- W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że był to w zasadzie sposób na życie Epsteina - powiedział Reiter. I nie trwało długo, zanim zrozumieliśmy, że wiele osób było w to zamieszanych ... To był bardzo płodny drapieżnik seksualny


Adwokat Diabła.


 - Praktycznie wszyscy moi klienci byli winni - przyznaje bez ogródek znany adwokat, Alan Dershowitz, w swoich pamiętnikach zatytułowanych "Najlepsza Obrona" - Ale kiedy już zdecyduję się zająć sprawą, to mam tylko jeden cel: chcę wygrać. Postaram się, wszelkimi sprawiedliwymi i prawnymi sposobami, uwolnić klienta - bez względu na konsekwencje i prawdę.

12 czerwca 1994 roku, Steven Schwab, wyszedł ze swoim psem na cowieczorny spacer. Idąc około godziny 22:55 wzdłuż Bundy Drive zauważył błąkającego się dużego psa rasy Akita z zakrwawionymi łapami.

- Wył w każdym mijanym domu. Zatrzymywał się i szczekał w dół ścieżki - zeznawał później mężczyzna. Zwierzak był przerażony i mocno zdezorientowany, ale znalazca sądził, iż czworonóg po prostu się komuś zgubił i pokaleczył, więc odstawił go do swoich sąsiadów z prośbą by go przenocowali, a następnie miał zamiar odnaleźć właściciela. Sukru Boztepe do którego "Kato" - jak nazywała się suczka - została przyprowadzona wspomina, iż nie mógł uspokoić zwierzęcia, a gdy tylko otworzył drzwi pies wystrzelił jak z procy i pędził przed siebie niczym opętany, aż do domu numer 875, gdzie małżeństwo, które pobiegło za nim, odnalazło ciało martwej kobiety pokryte dużą ilością krwi. Ofiara została dosłownie zmasakrowana, na jej głowie, twarzy i szyi odnaleziono szereg śladów po ciosach zadanych nożem. Nieopodal leżało też 25-letniego Ronalda Goldmana, kelnera z pobliskiej restauracji, który - wbrew powszechnemu mniemaniu - wcale nie był kochankiem zamordowanej, 35-letniej Nicole Brown Simpson, lecz jedynie przypadkową ofiarą, która zginęła na skutek nieszczęśliwego zrządzenia losu. Goldman był pracownikiem "Mezzaluna", gdzie rodzina ofiary jadła tego dnia rodzinny obiad. Matka kobiety zostawiła na stoliku okulary, a zaprzyjaźniony z Brown mężczyzna postanowił jej je odwieźć po pracy. Na skutek tegoż fatalnego zbiegu okoliczności stał się on mimowolnym świadkiem morderstwa i zabójca postanowił pozbawić życia także i jego. 

Na winę byłego męża kobiety, OJ Simpsona, wskazywało niemal wszystko - spóźnił się piętnaście minut na limuzynę, która miała zawieźć go na lotnisko, jego Ford Bronco był widziany przez świadków tuż po czasie w którym - według ustaleń policji - doszło do zabójstwa, sam Simpson uciekał autostradą z dziwaczną prędkością 55 km/h przez policyjnymi śmigłowcami i radiowozami, jego dłonie były zakrwawione i pokaleczone, a w aucie znaleziono ślady krwi i włosy, które zidentyfikowano jako należące do jego byłej żony. Zabójca nieopodal miejsca zbrodni zgubił skórzaną rękawiczkę - identyczną, tylko jedną, odnaleziono w okolicach jego domu. W aktach Państwa Simpson śledczy odnaleźli liczne zgłoszenia na tle przemocy domowej, jakiej słynny sportowiec i aktor miał się dopuszczać na swojej rodzinie, a jedno ze zgłoszeń dotyczyło nawet ciężkiego pobicia po którym kobieta wylądowała w szpitalu.

Słowem: Simpson zdawał się być winny jak cholera i groziło mu nie tyle nawet dożywocie, ale kara śmierci za podwójne morderstwo, w tym jedno ze szczególnym okrucieństwem. Historia ulubieńca Ameryki wstrząsnęła całym krajem, a jego proces stał się jednym z najbardziej medialnych wydarzeń dekady i był śledzony przez całe społeczeństwo oraz relacjonowany szeroko przez wszystkie media.

Prawników kusiła perspektywa "obrony niemożliwej do wygrania" i szansa na zdobycie medialnej sławy. Jednym z mózgów "Dream Teamu" - jak nazwano zespół adwokatów Simpsona - został Alan Dershowitz, znany już wówczas w środowisku palestry jako zwycięzca nieprawdopodobnych przypadków. Był wówczas szanowanym profesorem Uniwersytetu Harwarda, ale także człowiekiem bliżej nieznanym społeczeństwu. Sprawa Simpsona miała to zmienić. I tak też się stało.

Uniewinnienie gwiazdora wywołało w Ameryce głęboki szok. Obrona wytknęła policji i prokuraturze wszystkie popełnione błędy i udowodniła, iż w świetle niepoprawnie zebranych dowodów i zaniechań oraz szeregu niedociągnięć, nie da się jednoznacznie ustalić winy Simpsona lub jej braku. Sędzia Lance Ito nie miał innego wyjścia jak tylko orzec wyrok uniewinniający i znalazł się pod ostrzałem prasy, co w krótkim czasie doprowadziło do tego, iż został wycofany z orzekania, choć nie z pracy w sądzie.

- Przecież to jasne, że to zrobił - wspomina słowa Johnniego Cochrana jakie padły poza kamerą, Jeffrey Tobin, były dziennikarz ABC News.

Ale prawda i sprawiedliwość nie mają dla adwokatów znaczenia - Zadaniem obrońcy jest kwestionowanie wiarygodności świadków. Nie patrzymy na dobro ofiar, tylko na etyczne, moralne i prawne dobro naszego klienta - mówi Dershowitz.

"Zlecenie" na poznanie słynnego już wówczas prawnika Epstein miał dostać od samego Leslie Wexnera, odzieżowego potentata, będącego pod olbrzymim wrażeniem kunsztu zespołu prawnego, który doprowadził do uniewinnienia OJ Simpsona.

- Byłem intelektualnym prezentem [urodzinowym - przyp. autor] od Epsteina dla Wexnera - mówi adwokat, wcale nie wypierający się znajomości z Epsteinem i tego, iż bardzo lubił miliardera i jeszcze dziś nazywa go "genialnym człowiekiem". Mężczyźni poznali się w 1996 roku, a ich znajomość ewoluowała na tyle szybko, że jeszcze w tym samym roku dał się zaprosić Epsteinowi na urodzinowe przyjęcie Lesliego Wexnera.

- Moje relacje z Epsteinem miały charakter naukowy i zawodowy - opowiada - Ale były bliskie. Gdy pisałem książki wysyłałem je tylko garstce ludzi. Był jednym z nich, bo czytał każde moje słowo i zawsze miał do nich uwagi. 

Alan Dershowitz to prawdziwy "adwokat diabłów". Bronił m.in. Mike Tysona, Clausa von Bulowa, Leone Helmsey, Patricię Hearst i oczywiście OJ Simpsona. 13 z 15 spraw wygrał.

- Urodziłem się by być adwokatem prawa karnego. Obrońca nie może się martwić co o nim myślą - stwierdza jednoznacznie. 

I to właśnie do niego Epstein zatelefonował, gdy zorientował się, iż nad jego głowę nadciągają kłopoty, z pytaniem czy mógłby bo reprezentować. Dershowitz odparł, iż nie jest członkiem palestry na Florydzie i bezpośrednio nie może mu pomóc, ale zaoferował, że udzieli mu wsparcia przy kompletowaniu przez niego zespołu prawników, którzy będą go wspierać. I tak do drużyny Epsteina trafili m.in. Kenneth Star, słynny z procesu impeachmentu Clintona, Jay Lefkovitz, wykładowca prawa w Columbia Law School i były bliski współpracownik Georga Busha jr z czasów jego prezydentury, Gerald Lefcourt, były przewodniczący Zgromadzenia Stanu Nowy Jork i obrońca w głośnych procesach tj. sprawa miliardera Michaela Milkena, oskarżonego o pranie brudnych pieniędzy i wymuszenia, czy Harrego Brakmanna Helmsley, właściciela sieci hoteli, który został - wespół z żoną - uznany winnym uchylania się od płacenia podatków, ale ze względu na wiek uniknął więzienia i wkrótce zmarł. Do zespołu ściągnął także Roya Black słynny ze skutecznej obrony Williama Kennedyego Smitha, Guya A. Lewisa, byłego prokuratora stanowego, i mniej znanego, ale równie skutecznego Jacka Goldbergera. Tym istnym "Dream Teamem" dowodził - do pewnego momentu nieoficjalnie - Alan Dershowitz.

I wtedy, w dotychczas wzorowo prowadzonym śledztwie, wszystko zaczęło się sypać, a dochodzenie zaczynało przybierać nieoczekiwany obrót. To właśnie wówczas współpracująca z policją prokuratura nagle zaczęła utrudniać postępowanie. Prokuratorzy odmawiali współpracy w zatwierdzaniu krytycznych technik śledczych, co znacznie spowolniło dochodzenie. Zaczęli też kwestionować wiarygodność zeznań i świadków.  

- Rozmawiałem z Panem Kisherem w trakcie śledztwa. W prokuraturze zaczęli mówić, że te ofiary nie będą dobrymi świadkami - mówi Reiter i dodaje - Tak, większość ofiar otrzymało wynagrodzenie za kontakty seksualne z Panem Epsteinem, ale dziecko przecież nie może wyrazić zgody na seks z dorosłym. Nie byliśmy w stanie przekonać prokuratury, że to bez znaczenia.

Reiter i Recarey znaleźli się też pod ścisłą obserwacją Epsteina. Wynajęci przez niego prywatni detektywi przetrząsali im śmieci przed domem, śledzili rodziny i badali kariery, starając się wyszukać informacje, które mogłyby posłużyć do skompromitowania ich. Gdy to zawiodło zaczęły pojawiać się głuche telefony, groźby śmierci i całodobowy „monitoring” - zatrudnieni przez miliardera ludzie wystawali pod domami policjantów nawet w środku nocy, zaś żonę detektywa Recareya - zapewne jako ostrzeżenie - próbowano zepchnąć z drogi na autostradzie.

- „W pewnym momencie stało się to jak gra w kotka i myszkę. Zatrzymałbym się na czerwonym świetle i poszedł. Wiedziałbym, że tam są i oni wiedzieliby, że ja tam jestem. Martwiłem się o moje dzieci, ponieważ nie wiedziałem, czy to ktoś, kogo wynajęli tuż po wyjściu z więzienia, by skrzywdził mnie lub moją rodzinę ” - opowiadał później Recarey - podążałem różnymi drogami do pracy i z pracy, a nawet zamieniałem pojazdy, ponieważ wiedziałem, że jestem na stałym ogonie".

Ani Michael Reiter ani Joseph Recarey nie mieli wątpliwości, iż za tym wszystkim stał Alan Dershowitz.

- Kiedy Dershowitz się zaangażował ton i treść rozmów w tej sprawie z panem Krischerem zmieniły się całkowicie - utrzymuje Reiter - To on zlecił też swoim przyjaciołom zbadanie mojej przeszłości. Dotarli nawet do moich nauczycieli ze szkoły podstawowej. - mówi, a Joseph Recarey podzielał ten sam pogląd w innym wywiadzie - Alan Dershowitz przyleciał i spotkał się prywatnie z Krischerem. I nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek widział lub słyszałem o podobnych oszustwach, jakie wówczas zaczęły mieć miejsce.

- To wszystko kłamstwo! - burzy się i ucina krótko Dershowitz, nie wdając się w szczególne dyskusję, po czym dodaje już spokojniej - Nie jestem śledczym. Moim jedynym zadaniem było negocjowanie i rozpatrywanie sprawy, jeśli chodzi o proces - kończy. Dokumentalista pokazuje owo teatralne wzburzenie Michaelowi Reiterowi, a on wzdycha tylko i smutno kręci głową milcząc. 

Wkrótce śledczy przeżyli jeszcze większy szok, gdy stało się jasne, że cały zgromadzony przez nich materiał dowodowy trafił do rąk obrońców Epsteina. Zakwestionowali wszystko. Nawet to o czym nie mieli prawa wiedzieć.

- Uważaliśmy, że treść naszego oświadczenia jakie przygotowaliśmy do prawdopodobnej sprawy, jakiś czas po przedstawieniu go w biurze prokuratora stanowego, ostatecznie trafiła do obrońców” - mówi Reiter. „Ponieważ drobne szczegóły, o których nikt inny nie wiedział, że znajdują się w tych dokumentach, były przez nich obalane, a obrona podawała sprzeczne informacje ze śledztwa. To nigdy wcześniej nie zdarzyło się w przeciągu całej mojej kariery”.


"Dzieci ze śmietnika" i "dowody" z MySpace.


Zszokowany Recarey usłyszał też od Lanny Belohlavek, prokurator ds. przestępstw seksualnych, że "w tej sprawie nie ma ofiar" [cytat dosłowny] - "Miałem wrażenie, że próbowała zamieść tą sprawę pod dywan" - zeznawał później przed sądem. Piorunujące są także akta sprawy do których udało się dotrzeć dziennikarzom "The Post". Wśród 2800 stron większość zajmują "skany z MySpace", gdzie dziewczęta umieszczały swoje posty na podstawie, których prokuratura uznała je za świadków niewiarygodnych. Są tam zdjęcia nastolatek pijących piwo, wstawiających posty o marihuanie, czy zdjęcia w bikini lub też komentarze, gdzie jedna z dziewczynek w żartobliwym tonie nazywa się "sokiem alfonsa". I choć post jest karykaturalny, to dla prokuratury stanowił na tyle istotny dowód, iż zdecydowano się go włączyć do sprawy. Do tej samej, nieujawnionej, dziewczynki dotarli prywatni śledczy wynajęci przez Epsteina. Należy nadmienić, iż nie mieli prawa znać jej tożsamości, gdyż były to tajne materiały ze śledztwa. W aktach znajdują się też "brudy" jakie prywatni detektywi Epsteina zebrali na policję.


AH - takie inicjały przypisano dziewczynce w dokumentach z przesłuchań - miała ledwie szesnaście lat, gdy znajoma powiedziała jej, iż może szybko zarobić dwieście dolarów. Dziewczynce zależało na wycieczce do Maine, więc zgodziła się udać pod wskazany przez koleżankę adres. Szybko stała się ulubienicą Epsteina - często fotografował ją nago i to właśnie jej zdjęcia zdobiły ściany jego rezydencji, choć oczywiście nie tylko. To właśnie ta dziewczynka widnieje jako adresatka kwiatów od niego, które otrzymać miała po szkolnym przedstawieniu, a które zostały odnotowane w notatkach odnalezionych przez policję podczas przeszukania. AH i Epstein mieli umowę, iż nie dojdzie między nimi nigdy do stosunków płciowych, ale pewnego dnia miliarder złamał swoją obietnicę i zgwałcił ją. Mimo to dziewczynka wciąż wracała do niego, gdyż obiecał jej pomoc w dostaniu się na wymarzone studia i opłacenie ich. Prywatni śledczy Dershowitza dotarli do niej, a Alan Dershowitz (lub jak utrzymuje prawnik - ktoś z jego biura, ale nie on) wysłał do detektywa Recareya list w którym ośmieszał ofiarę i próbował ją zdyskredytować kreśląc ilustrację jej rzekomo "kłopotliwej postaci", mającej "tendencje do konfabulacji", będącej "utalentowaną studentką teatru, która może próbować wprowadzić ich [prywatnych detektywów Epsteina - przyp. red] w błąd równie skutecznie, jak wprowadziła w błąd innych [w domyśle Recareya i Reitera - przyp. red]”. Śledczych, których wysłał, miała rzekomo przytłoczyć "nieprzerwana fala przekleństw. . . z czegoś, co początkowo wydawało się tylko młodą kobietą o drobnej budowie i miękkiej postawie ”. W korespondencji dołączył także, iż "Ona sama wybrała pseudonim„ sok z alfonsa ”, a witryna zawiera szczegółowe informacje, w tym zdjęcia, jej widoczną fascynację marihuaną”. 


- Jego prawnicy pokazali nam stronę MySpace, na której jedna z dziewcząt trzymała w ręku piwo i powiedzieli: „O popatrz, niepełnoletnia pije piwo” - wspominał Recarey - Cóż, powiedz mi, czego nie robi nastolatek? Czy to znaczy, że nie jest ofiarą, bo wypiła piwo? Zasadniczo mówisz mi w takim razie, że jedyną ofiarą molestowania seksualnego może być zakonnica.


AH była jedną z "idealnych ofiar" - była to dziewczynka nie mająca wsparcia w rodzinie, biedna, zagubiona i samotna. To właśnie taki profil "łowów" obrał Jeffrey Epstein. Nie, on nie polował na zwyczajne dzieci i kobiety, choć zdarzało się, iż i na takie - jak wspomniane wcześniej Michelle Licata i Maria i Anna Farmer - trafiał. Interesowały go głównie sieroty, "dzieci niechciane" z domów dziecka, bezdomne, z rozbitych rodzin, z rodzin alkoholików czy takie z silnymi problemami osobistymi lub prawnymi. Słabe, złamane, pokiereszowane przez życie i los. Oraz młode - "Im młodsza, tym lepsza, tak mówił" - czytamy w zeznaniach jednej z ofiar. Manipulował nimi psychologicznie i obiecywał lepszą przyszłość w zamian za lojalność i oddanie oraz werbowanie nowych ofiar.  Epstein molestował "dzieci ze śmietnika" - jak to ujął jeden z komentatorów - czy to rodzinnego czy dosłownego. Krzywdził jeszcze bardziej dzieci, które już i tak bardzo mocno skrzywdzono. 


- I tak stworzył piramidę molestowania - podsumowuje Brad Edwards, prywatny detektyw wynajęty przez ofiary i współpracujący z policją oraz FBI.


Po weryfikacji "dowodów z My Space" i pokrewnych (w postaci np. piwa trzymanego przez nastolatkę na zdjęciu - taka fotografia naprawdę została uznana jako istotna przesłanka i została zamieszczona w aktach prokuratury) Barry Kishner powiedział Reiterowi, że prokuratura zamierza postawić Epsteinowi jedynie zarzut nakłaniania osoby nieletniej do prostytucji, bo zebrani przez detektywów świadkowie nie są wiarygodni. Co istotne - w dokumentach prokuratury nie ma zeznań dziewczynek, bo, jak utrzymuje Reiter, prokuratura w ogóle się tym nie zajęła. Śledczy był tak sfrustrowany i zszokowany tą sytuacją, iż wniósł wniosek o usunięcie prokuratora stanowego ze sprawy i publicznie oskarżył go o sprzyjanie miliarderowi, po czym osobiście poskarżył się władzom federalnym i samodzielnie przekazał materiał dowodowy do FBI, które na tej podstawie rozpoczęło śledztwo w lipcu 2006 roku.


- To było wspólne dochodzenie FBI i prokuratury federalnej. Oficjalnie w nim nie uczestniczyliśmy, ale informowali nas o swoich postępach. Przedstawiliśmy im znane nam ofiary i przekazaliśmy wszystkie informacje jakie udało się nam zgromadzić. Detale, między wierszami, choć nie ma tego w raporcie - twierdzi Reiter.  


Sprawa została przydzielona agentce specjalnej Nesbitt Kuyrkendall. Ofiary zostały ponownie przesłuchane przez FBI. Podobnie jak wcześniej Reiter i Recarey uznali oni, iż są one dziewczynki są wiarygodnymi świadkami. Kuyrkendall skontaktowała się z też z Vicky Ward i pod lupę śledczych powróciła sprawa Marii i Anny Farmer. Agentka uzupełniła policyjną wiedzę o nowe ofiary i dotarła do kolejnych informacji o miliarderze. Na podstawie jej śledztwa powstał 53-stronicowy akt oskarżenia. W myśl sformułowanych tam zarzutów Epsteinowi groziło dożywocie. I gdy już wydawało się, że sprawa zmierza do sprawiedliwego finału - dochodzenie FBI zostało wstrzymane.


- To były trudne negocjacje - mówi Alan Dershowitz - Acosta siedział na końcu stołu i zadawał trudne pytania. Chodziło o to czy rząd federalny może przedstawić sprawę w oparciu o dowody popełnienia przestępstwa federalnego. Moją robotą było przekonanie ich, że nie mogą tego zrobić. W końcu zdecydowali, że lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu i zgodzili się, by przyznał się do winy i dostał wyrok oraz wypłacił ogromną rekompensatę domniemanym ofiarom. 


- Prokurator Acosta spotkał się z prawnikami Jeffreya Epsteina i wkrótce nie tylko oskarżenie zniknęło, ale nawet wstrzymano śledztwo w FBI. Agenci byli wstrząśnięci i zaczęli wyrażać swój sprzeciw wobec takiego obrotu sprawy. - opowiada Mike Fisten, jeden z prywatnych detektywów, zatrudnionych przed agencję detektywistyczną Brada Edwardsa, która właśnie wtedy została zaangażowana w sprawę przez rodziny ofiar i prowadziła własne działania równolegle z FBI - Skontaktowałem się z Kuyrkendall. Płakała. Płakała podczas rozmowy przez telefon. Tak bardzo współczuła ofiarom. Obiecała im, że wsadzi go do więzienia. Nikt nie wiedział dlaczego prokurator Acosta zamknął wtedy sprawę. Dla mnie to był jakiś ponury żart.


- Czułem się tak, jakby ktoś mi napluł w twarz. To było coś niewiarygodnego - Reiter wspomina moment, gdy dowiedział się o zawarciu przez Acoste porozumienia z Epsteinem. Po sześciu miesiącach od ugody zdecydował się na odejście ze służby, której poświęcił dwadzieścia osiem lat życia - Nie chciałem już po tym wszystkim pracować w policji.

Michael Reiter, nie mogąc pogodzić się z wyrokiem, napisał list do ofiar i ich najbliższych, gdzie stwierdził, iż głęboko nie zgadza się z zaistniałą sytuacją. W imieniu swoim i innych pracowników wymiaru sprawiedliwości - przeprosił za to, że wymiar sprawiedliwości ich zawiódł.

Na mocy zawartej ugody miliarder przyznał się do zarzutu nakłaniania osoby nieletniej do prostytucji i został skazany na 13 miesięcy więzienia o złagodzonym rygorze. Karę odbywał w prywatnym skrzydle więzienia okręgowego, przebywając w ekskluzywnej, jednoosobowej i w pełni wyposażonej celi, jednakże tylko w nocy. Za dnia transportowano go do jego prywatnego biura, gdzie przez sześć dni w tygodniu zupełnie normalnie pracował. Pozwalano mu „dla zachowania zdrowia” na poranną przebieżkę po plaży, a także spacer po parkach celem „dotleniania się”. Odwiedziny gości mogły odbywać się, zarówno w celi jak i biurze - bez żadnych ograniczeń i nadzoru.


- Zdradzę wam coś ciekawego - mówi Dershowitz - Zdaniem Jeffreya to była kiepska ugoda. Był na nas wściekły, bo uważał, że można było to załatwić lepiej. 


Taśmy, których nie ma.


Oficjalnie śledztwo zakończyło się, ale nie dla wszystkich - detektyw Joseph Recarey nie pogodził się z takim obrotem spraw i od 2009 roku, wobec oficjalnego zamknięcia sprawy, potajemnie kontynuował dochodzenie. Jego ustalenia pozostają nieznane, ale według pojawiających się nieoficjalnie informacji - mógł wejść w posiadanie taśm o których mówiły m.in. Virginia Giuffre i Maria Farmer.




- Najważniejszą rzeczą, jaką zrobił, kiedy weszłam, i pomyślałam, że było interesujące, było to, że pokazał mi, gdzie są kamery i ludzie monitorujący wszystko. Więc jeśli patrzysz na dom, po prawej stronie jest zakratowane okno. To pokój multimedialny, on tak go nazwał. I były tam drzwi, które wyglądały jak niewidzialne drzwi z całym tym wapieniem i wszystkim. I popychasz je i wchodzisz. Widziałam wszystkie kamery, były jak stare telewizory w zasadzie ułożone pionowo w stos. - opowiada Maria Farmer, jedna ze zgwałconych później dziewczyn - To były monitory wewnątrz tej szafki. I siedzieli tu jacyś mężczyźni. Spojrzałam na kamery i zobaczyłam toaletę, toaletę, łóżko, łóżko, toaletę, łóżko. Mówię:„Nigdy nie będę korzystać z toalety tutaj i nigdy nie będę tutaj spała. ”Wiesz, co mam na myśli? Było bardzo oczywiste, że Ci ludzie monitorowali prywatne chwile.” - kończy kobieta.


- Uwielbiał chodzić po ukrytych schodach, a ja ich nienawidziłam - to już z kolei fragment zeznań Virginii Giuffre -  Byłam przerażona jego wyborem wystroju, krwistoczerwonymi dywanami, brutalnymi średniowiecznymi obrazami i rzeźbami pogańskiego boga Pana, a wszystko to reprezentowało ciemniejszą stronę hedonizmu, który sprowokował jego styl życia. - to już fragment zeznań Virginii Giuffre - Kręcąc się korytarzem wraz z każdym wykonanym krokiem, czuło się jakby para oczu podążała za każdym Twoim krokiem. Brązowy, niebieski, zielony, orzechowy, wszystkie kolory były tam, gapiąc się na ciebie całą drogę w dół. Wraz z każdym stąpnięciem wzrastał mój niepokój, i marzyłam by się stamtąd wydostać. 


Znaleźliśmy Ghislaine tam, gdzie ją zostawiliśmy, w jej biurze. Właśnie otrzymała zamówienie, kamerę satelitarną z dwunastocalowym płaskim ekranem. Opowiedziała nam, jak to było używane do odbierania dowolnej osoby w dowolnym miejscu za pomocą szybkiego wstawienia adresu. Pomyślałam, że to całkiem potężna nowa zabawka, ale była to tylko drobna demonstracja tego, na co stać bogatych i jaki pożytek z niej uzyskają, to kolejny problem. Wkrótce po tym, jak skończyła ustawiać sterowanie w kamerze, zrobiliśmy rzadki i pierwszy dla mnie pit stop - pokój ochrony. To, co myślałam, że było wyjściem przez frontowe drzwi, to były kolejne ukryte drzwi. Byłam w szoku, gdy zaprowadzono mnie do pokoju tak dyskretnego, że przez trzy lata nawet nie wiedziałam, że istnieje. Przez większość czasu trzymałam spuszczoną głowę, wiedząc, jak tajemnicze musiały być kolejne drzwi, które stanowiły całą bazę bezpieczeństwa w jego rezydencji. To, co mogłam zobaczyć, kiedy rzuciłam okiem tutaj, to był szereg malutkich ekranów, dwadzieścia nieparzystych czy coś w tym stylu. Małe ekrany przedstawiające różne pokoje rezydencji, którą rozpoznałam. Obrazy ciągle się zmieniały, więc trudno mi było określić dokładną lokalizację, ale z wystroju i krótkich przebłysków nagle wiedziałam od tego czasu, że moje odczucia dotyczące każdego mojego ruchu obserwowanego w jego korytarzach były teraz więcej niż możliwe, ale tak naprawdę się działo .


Jeffrey rozmawiał z otyłym Hiszpanem przy biurku, którego zadaniem było obrzydliwe przeglądanie wszystkich filmów wideo. Zabij dwie pieczenie na jednym ogniu, pomyślał Jeffrey, darmowe porno do podzielenia się ze wszystkimi jego przyjaciółmi-pedofilami, a kiedy wymagała tego okazja, system bezpieczeństwa za jednym kosztem. Zawsze pochłonięty zarabianiem i oszczędzaniem pieniędzy, ponownie byłam zdumiona możliwościami Jeffreya. Nie chciałam nawet myśleć, jak głęboko przeniknęły te taśmy. Udając, że nigdy niczego nie widziałam, odłożyłam to wspomnienie do tyłu głowy i kontynuowałam swój dzień.


Istnienie pomieszczenia było powszechnie wyśmiewane przez prawników Epsteina, którzy nazywali wspomnienia i zeznania kobiet "teorią spiskową". Ich usta zamilkną dopiero, gdy dokonujące nalotu na nowojorską rezydencję miliardera FBI potwierdza, iż taki pokój naprawdę się tam znajduje.


Detektyw Joseph Recarey, dzięki, którego prący i ustaleniom powstał ten tekst i który doprowadził do tego, iż sprawa ponownie wróciła na wokandę wiele lat później - zmarł w wieku 50 lat w grudniu 2019 roku. Okoliczności i przyczyna jego śmierci nie zostały podane do publicznej wiadomości. Lakoniczny komunikat ogłosił, iż były policjant "zmarł po krótkiej chorobie".


- Uważam, że doskonały policjant musi być także dobrym człowiekiem - wspomina przyjaciela Reiter - A Joe był jednym z najlepszych ludzi jakich poznałem - kończy.

Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo