rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
39 obserwujących
49 notek
174k odsłony
2300 odsłon

Bezpieczeństwo szczepień COVID-19. Okiem weryfikatora.

Wykop Skomentuj87


....spójrzmy jednak na to inaczej. Wielu ludzi wierzy jedynie w oficjalną wersję wydarzeń, a więc - dajmy im ją.

Pandemia koronawirusa to, sądząc z nadawanych przez ministrów i WHO, nowe zjawisko z którym sobie możemy nie poradzić. Całkowicie abstrahując od tychże twierdzeń i nie poddając ich ocenie, zerknijmy na inną rzecz.

Mówi się, iż koronawirus zostanie z nami na zawsze i należy się z tym pogodzić. To prawda. Wirus ten nigdy nie zniknie i wejdzie do panteonu sezonowych chorób, które większość z nas będzie przechodzić co roku i będzie należało go, w przypadku wystąpienia objawów oczywiście, wyleżeć w łóżku.

Nie zamierzam sprzeczać się, przynajmniej w tej wiadomości, co do tego czy pandemia jest czy jej nie ma, czy jest śmiertelnie groźna czy nie, choć znając statystyki umieralności na świecie i przeglądając je rok do roku widzimy, iż wzrost zgonów na naszej planecie nie jest czymś oszałamiającym - można to potwierdzić nawet samemu, np. idąc do domu pogrzebowego i pytając o tegoroczne obroty firm z branży funeralnej. Rocznie na całym świecie umiera około 50 milionów osób - to całkowicie naturalna rzecz - "Mors malum non est, sola ius aequum generis humani" (Śmierć nie jest złem, a jedynie prawem obowiązującym cały rodzaj ludzki.) - pisał niegdyś Seneka i nie można nie oddać mu racji. Osobiście nie jestem ani stary, ani młody - lokuję się gdzieś tak po środku, ale rozumiem te słowa, gdyż duża część mojej rodziny już zmarła, a ja - już jako dojrzały człowiek - byłem z nimi, gdy odchodzili. Nie, nie chodzi tu o wujka siostry kuzyna, ale o moich najbliższych - o ludzi, których kochałem i za którymi do dzisiejszego dnia tęsknię i odczuwam ich brak. Nie chodzi też o pojedynczą osobę, ale o kilka z nich. 

Czego mnie to nauczyło? "Carpe Diem" - tak popularne słowa Horacego, tak często cytowane przez osoby nie mające zupełnie pojęcia o ich prawdziwym sensie. Cieszyć się życiem, przyrodą, miłością, uśmiechem...i mieć świadomość, iż pewnego dnia wszyscy - tak jak te 100 milardów ludzi, którzy żyli przed nami - odejdziemy. 

Nie zarzucajcie mi więc, drodzy przyjaciele, znieczulicy spowodowanej brakiem doświadczenia straty, bo mnie ona już ciężko kilkukrotnie dotknęła i zmusiła mnie do zadania sobie wielu pytań - jak to w ogóle jest? Kim my jesteśmy? Dokąd odeszli moi najbliżsi? Znalazłem już na to pewien fragment odpowiedzi, a właściwie mi go podsunięto - zrobiła to konkretnie filozofia - poszukując odpowiedzi zagłębiałem się w pisma Platona...Arystotelesa...Kanta... i wielu innych mędrców. To czego dowiedziałem się o sobie samym i o nas wszystkich - zmieniło moje życie. Na lepsze. Nauczyłem się cieszyć drobnostkami i patrzę z optymizmem w przyszłość.

Dobrze. Ale to nie o tym chciałem z wami porozmawiać. Tematem przewodnim dzisiejszego wpisu jest pandemia koronawirusa, rzekomo straszliwego złoczyńcy, o którym początkowo pisano niczym o "Czarnej Śmierci" ze średniowiecza rodem. Ten morderczy patogen ma rzekomo zniszczyć ludzkość i trzeba go zwalczyć...choć wiadomo, że się nie da. Są jednak tacy, którzy wierzą, boć inaczej wszakże się tego nie da nazwać, w skuteczność tak zwanej "szczepionki" na niego. 

Od lat wiadomo, iż koronawirusy to spryciarze i cwaniaki. Nieustannie mutują i zmieniają się, co powoduje trudności w ich zwalczaniu. Trwają z nami nie od 50 czy 60 lat - to tylko data ich odkrycia - ale od zawsze. Być może są nawet starsze niż nasz gatunek, któż to może wiedzieć?

Odłożę na bok, na chwilkę położę na nocnej szafeczce, moje przekonania co do szczepionek i tego co o nich sądzę. Postarajmy się zweryfikować fakty w oparciu tylko i wyłącznie o oficjalne procedury i wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia, no i oczywiście firm farmaceutycznych. 

Szczepionki, nawet według przedstawicieli tychże organizacji i biznesu zdrowotnego, to nie takie niewinne ukłucie igiełką w gabinecie u uśmiechniętego Pana doktora czy Pani doktor. Prace nad nimi - podkreślam to jeszcze raz, iż to nie moje zdanie, a fakty - trwają wiele, wiele lat. Aby dopuścić do obrotu takie "niewinne ukłucie igiełką" wielu specjalistów musi LATAMI testować ją i obserwować skutki jej działania - niepożądane efekty poszczepienne to nie żaden wymysł antyszczepionkowców, ale twarda prawda. Aby ograniczyć ich efekt oraz zbadać skuteczność - przypominam, że cały czas nie jest to w ogóle teoria - naukowcy muszą przeprowadzić szereg bardzo różnych czynności. Sprawdzenie bezpieczeństwa "niewinnej igiełki" to ogromny, rozłożony na wiele czynników proces, który zajmuje LATA nim się zakończy. I dopiero wówczas taki produkt może trafić do sprzedaży, certyfikowany tymiż wszystkimi podpisami profesorów i naukowców, zaświadczających o jego bezpieczeństwie. 

Wykop Skomentuj87
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości