rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
38 obserwujących
45 notek
202k odsłony
  851   0

Wojna zidiociałych fanatyków.

Tymczasem Bóg jest ponadto i jego myśli są, nawet w myśl dewotów, nieodgadnione. Jakże więc można odgadnąć czego on naprawdę chce? Skąd wiadomo, że on chce aby matka urodziła martwe dziecko, by następnie je zabrać do siebie? "Nowy Testament" przedstawia Boga jako Istotę ze wszech miar Dobrą i miłosierną, pragnącą abyśmy byli dla siebie dobrzy i kochali się jak bracia i siostry. "Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności"  -  pisze święty Jan. I nie, nie należy tutaj doszukiwać się jakiegokolwiek zmywania win, odkupienia, czy czegokolwiek innego. To zdanie wyraźnie mówi - Bóg jest Dobry. A skazywanie kogoś na bezsensowną i bezinteresowną traumę oraz cierpienie w imię swoich własnych poglądów takie nie jest.

Opowiem wam teraz pewną historię:

Mój wujek palił w swoim życiu jak smok. 60 papierosów dziennie, trzy paczki każdego dnia i do tego pływał na statkach przez całe życie (zwiedzając niemalże cały świat). Był doskonałym szefem maszynowni i zapewne więcej życia spędził na morzu, aniżeli na lądzie. Fajny był to facet i dobry oraz ciekawy człowiek. 

Nie trudno się domyślić, iż przy takim trybie życia zapadł w pewnym wieku na raka płuc. Po kilku latach walki sam zdecydował, iż nadchodzi jego czas i poprosił abyśmy oddali go do hospicjum. Pamiętam pierwszy telefon jaki wykonałem do niego, a może to był mój brat? Nie pamiętam, ale to nie ważne. W pewnym momencie rozmowa zeszła na jego pokój. Zapytałem, czy ma tam kogoś do pogadania, a on odparł, że ten jego "współtowarzysz niedoli jest niezbyt rozmowny". Kiedy tam po raz pierwszy przyjechaliśmy to dowiedzieliśmy się dlaczego tak jest. Mężczyzna, który leżał w jednej sali z moim wujkiem został ciężko pobity w Stanach Zjednoczonych, gdzieś pod jakimś tam klubem. Uszkodzeniu uległ jego mózg. Po pół roku leżenia w Stanach zdecydowano, że najlepiej będzie odesłać go do Polski - brakowało mu środków na koncie, pieniądze, które zarobił rozpłynęły się na podtrzymywanie jego życia. Został z niczym, ale wyrzucić go się nie dało - facet nie kontaktował, nie mówił, nie słyszał, istna roślina. Przetransportowano go do kraju i położono w hospicjum. "On jest całkowicie zdrowy" - powiedział mi lekarz, kiedy zapytałem - "ale uszkodzenia jego mózgu są nieodwracalne". Gdy zapytałem jak długo będzie żył odparł "tak długo jak będziemy mu podawać jedzenie (przez rurkę) i wodę (przez kroplówkę) oraz podtrzymywać go przy życiu", a ja zrobiłem szerokie oczy, gdy dodał, iż może to być "nawet 20 czy 30 lat", bo chłopak był młody - gdzieś tak góra 35-40 lat. Jego żona i dzieci zostały w Stanach, nikt więc go nie odwiedzał...no, kłamie - raz przyszła jakaś kuzynka, czy ciotka. RAZ. Ale życie jest ważne! ŻYCIE! Co prawda spędzi on resztę swoich dni na łóżku, w cierpieniu, rzucając się po nim w nieskoordynowanych drgawkach, ale...żyje, a to jest najważniejsze! Prawda? Zapytałem lekarza, czy nie można mu skrócić tej męki, a on odparł: "Od dwóch lat (bo tyle ten facet tam leżał) o tym wszyscy tu marzą, ale w myśl przepisów będzie to zabójstwo - sam oddycha, serce mu bije, czasem się nawet lekko podniesie, metabolizm pracuje, więc nie możemy nic zrobić.". Ciekawe, czy wszyscy Ci bezwzględni obrońcy życia wszelakiego chcieliby podzielić jego los: 30 lat robienia pod siebie, jedzenia papki przez rurkę, w samotności. "Miłosierny Bóg" fanatyków religijnych tak chciał, żeby ten człowiek był warzywem do końca życia. Piękne to miłosierdzie, zapomnieli oni jednakże, iż Bóg oprócz miłosierdzia okazuje także LITOŚĆ.

I przypomina to trochę to wariactwo, gdy pewne małżeństwo ze Stanów Zjednoczonych nie leczyło swojego dziecka, bo "Bóg je uzdrowi", ale nie przyszło im do głowy, że może to Bóg stworzył medycynę i może to on napędza postęp poprzez rozwój nauki. Jak w tej historii o pewnym Żydzie:

"Rebe był twardym człowiekiem. W czasie powodzi, która nawiedziła cały region, wspiął się na dach swego domu i tam siedział.

Kiedy podpłynęła łódź ratunkowa, podziękował mówiąc: „Nie popłynę. Wierzę w Boga. On mnie uratuje”. Fale powodzi wzrosły i Smitty musiał wspiąć się na komin, ale ponownie odmówił ratownikom z łodzi, mówiąc, że Bóg go uratuje. Woda zaczęła sięgać jego stóp. Nadleciał helikopter, aby go zabrać. Smitty znowu odmówił. Łatwo możecie domyślić się, że Smitty utonął. Stanąwszy przed Bogiem na drugim świecie, zapytał z wyrzutem: „Panie, tak mocno Ci wierzyłem, dlaczego mnie nie uratowałeś?”

Bóg odpowiedział: „Cóż więc mogłem zrobić? Posłałem przecież dwie łodzie i helikopter”.

I tak mamy dwie strony idiotycznego sporu - jedni żądają prawa do "beztroskiego ruchania", a drudzy żądają, aby "heroiczne kobiety" rodziły martwe lub ciężko uszkodzone dzieci, bo "Bóg tak chce" (choć to raczej ta szafka, którą sami stworzyli tak chce) i zupełnie w nich brak refleksji na to, że "a może wcale nie chce?". 

Jak się skończy ten skretyniały spór fanatyzmu z obu stron? Oczywiście nijak i wbrew marzeniom wszelkiego rodzaju idiotów z ogólnopolskich dzienników - żadnego rozlewu krwi nie będzie, ani tym bardziej rewolucji. Prezes PiS-u zagrał kartą "aborcja" z powodów czysto politycznych, bo pomaga mu to przykryć nieudolność służby zdrowia i sprawę gigantycznej dziury budżetowej - cóż to za przypadek, iż wyrok ogłoszono w momencie, gdy do wiadomości publicznej zaczęły być podawane informacje o całkowitym zawaleniu się gospodarki? Rzecz nieprawdopodobnie przypadkowa! Jeszcze trochę się to ponakręca, a później zmienią ustawę i wyjdzie na to, iż ciężko uszkodzone dzieci będzie można abortować, zmieniając jedynie to, iż nie przepis nie będzie już dotyczyć dzieci z zespołem Downa. I tu tłum tych ludzi z ulicy podzieli się - jedni będą za "beztroskim ruchaniem", a drudzy za tym, aby nie było jednak ono takie znów "beztroskie". Dlaczego? Ano dlatego, iż większość ludzi SŁUSZNIE! uznawała kompromis aborcyjny za optymalne rozwiązanie. Prezes zrobił więc klasyczne dwa kroki do przodu, by dać jeden w tył, a przy okazji ugrać też ciszę nad trumną, jaka się szykuje dla gospodarki oraz także po to, by przykryć fakt, iż służba zdrowia poległa w obliczu "pandemii", co oczywiście inaczej być nie mogło, bo przez 30 lat nikt nic w jej sprawie realnie nie zrobił, więc jakże można się dziwić, iż system w rzekomej "chwili próby" się całkiem zawalił.







  


Lubię to! Skomentuj46 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo