rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
39 obserwujących
49 notek
175k odsłon
1455 odsłon

Słuszna "rewolucja" bezgłowego Smoka. Zmartwychwstanie Jakuba Szeli.

Wykop Skomentuj31


Rewolucja musi być jak Smok. Posiadać ogon, aby zmiatać nim dywersantów i tych, którzy próbują ją zajść od tyłu. Musi mieć nogi, aby podążać do swych celów i iść naprzód, gdyż tylko tak może się rozwijać. Niezbędne są jej skrzydła, aby prędko docierać do najodleglejszych zakątków krainy i świecić wysoko na niebie. Ale musi mieć także przede wszystkim i głowę, która wyznacza kierunek jej ruchu i mądrość działania.


- Ludwik został złożony z urzędu za swoje zbrodnie. Ludwik oskarżył swój naród jako buntowników, aby ich ukarać, wezwał wojsko bratnich tyranów. Zwycięstwo i naród postanowiły o tym, że on sam jest buntownikiem. Dlatego Ludwik nie może być sądzony, już został skazany, inaczej republika nie byłaby wolna od winy (…) - czyta młody mężczyzna, 3 grudnia 1792 roku w Konwencie - Z żalem ogłaszam tę fatalną prawdę: Ludwik musi umrzeć, bo naród musi żyć.

Po tychże słowach na sali roznosi się wrzawa. Jedni krzyczą przez drugich - co bardziej umiarkowani w ogóle nie chcą sądzić króla, gdyż sądzą, iż odbędzie się to z gigantyczną szkodą dla nowoutworzonej republiki. Inni też go nie pragną postawić przed obliczem sprawiedliwości - "ściąć go bez żadnego procesu!" - wykrzykują w złości. I jedynie kilku starszych członków, w tym wrogi mu Danton, mówi, że królowi - jak każdemu obywatelowi - należy się uczciwy osąd i możliwość obrony. Ale to nie ich argumenty przeważają i nie z zasługi tychże Ludwik Kapet uzyska możliwość przedstawienia swojego punktu widzenia. Czyni to odnaleziona 20 listopada 1792 roku szafa żelazna, gdzie król gromadził swoje tajne dokumenty. Znajdują się tam dowody, które mogą kompromitować, zarówno władcę, jak i rewolucyjnych przywódców, przed ludem. 

Ludwik nie miał nigdy oczywiście szans na jakąkolwiek realną obroną, a jego sądzenie było tylko fasadą. Jako człowiek inteligentny były król całkowicie to rozumiał, choć logicznie zakładał, iż dopóki jest nadzieja - to będzie walczył, aby uniknąć tego losu. W zachowanych dokumentach wyraźnie widać też, że zależało mu, aby zachować twarz przed historią, co jednakże - powiedzmy sobie szczerze - raczej się nie powiodło, być może z powodu jego głupiutkiej żony, Marii Antoniny, znanej z nonszalancji, buty i wystawnego trybu życia, podczas, gdy Francja umierała z głodu i nędzy. „Nie mają wystarczająco dużo chleba?” – dziwić się miała rzekomo królowa. – „Ależ w takim razie niech jedzą ciastka!” . I choć nie ma nawet krzty prawdy w twierdzeniu, iż to jej słowa, to doskonale obrazują one oderwanie dworu od spraw życia codziennego i problemów swojego ludu. Władczyni wcale nie musiała tego rzec, ba!, to nie jej "mądrość", ale - z całą pewnością - doskonale wpisuje się ona w jej postać i reprezentowane przez nią podejście do życia.

Na tle dworu ascetyczny Robespierre i przemądrzały Danton prezentowali się niczym białoskrzydlaci aniołowie na tle płonącego piekła. Rewolucję oczywiście przeprowadzało wielu, miała ona różne losy, ale nie miejsce to i czas na roztrząsanie tejże opowieści. Jej twarzami los i historia uczyniły fanatycznego i wyjątkowo inteligentnego młodziana oraz kopniętego przez byka cynika, który za wzór obrał sobie Cycerona, a któremu historia przypisała niezasłużone mu miejsce w panteonie "uczciwych i szlachetnych dzikusów walczących o dobro ludu", choć doskonale wiadomo, iż owo "dobro ludu" zajmowało w jego sercu znacznie dalsze miejsce, aniżeli dobro własne rozumiane jak najoczywiściej w sensie całkowicie materialnym i finansowym.

W powszechnym mniemaniu - błędnie - przyjęło się sądzić, iż rewolucja francuska była jakoby jakąś "rewolucją ludu", choć lud ten tak naprawdę nie odegrał w niej żadnej roli, będąc co najwyżej widzem i mięsem armatnim dla ścierających się ze sobą pałacowych i parlamentarnych intrygantów. Marzy mi się, iż pewnego dnia ktoś nakręci na ten temat serial na miarę "Gry o Tron", czy "House of Cards", a choć część ludzi zastanowi się i spostrzeże, że to co się stało wówczas we Francji nie było żadnym wolnościowym zrywem, a jedynie wielką grą o władzę pomiędzy kilkoma stronnictwami, z których każde chciało tak naprawdę dorwać się to stołków i opustoszałego tronu - wystarczy choć pobieżnie zapoznać się z tematem, by dostrzec, że po obaleniu monarchii dawni sojusznicy pożarli się między sobą tak strasznie, iż nowo zaprojektowane gilotyny i kaci pracowali niemal bez przerwy, codziennie po wiele godzin. Łby szlachciców, arystokratów, ministrów i innych spadały tak gęsto, iż przynoszone przez prasę wieści wkrótce w ogóle przestały obchodzić lud. "Ścięto tego? Aha. A kto to był?" - zastanawiano się na ulicach Paryża.

Historycy tę prawdę oczywiście znają. Ale w oczach społeczeństwa owo wariactwo kojarzy się z "Marsylianką", trójkolorową flagą i "wielkim pochodem wolności", co ma tyle wspólnego z prawdą ile telewizor z mongolskim baletem - można go oglądać na ekranie, ale to nie ekran ten balet tworzy.

Wykop Skomentuj31
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo