rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
38 obserwujących
45 notek
207k odsłon
  4079   0

Morderstwo, Mafia i Duchy: 46 lat po masakrze w Amityville.


- Czy jest Pan w stanie rozpoznać zamachowca? - pyta sędzia na rozprawie, a była już głowa mafii odpowiada: "Nie", choć Gigante siedzi tuż przed nim, a właściwie to zupełnie na wprost niego. I tak Costello odchodzi, a Genovese przemianowuje rodzinę Luciano na swoją, nadając jej nawet własne nazwisko. Wkrótce ma zamiar ubiegać się o stanowisko "Capo di Tutti Cappi", zlikwidowane wiele lat temu przez Lucky'ego Luciano jako przynoszące zbyt wiele konfliktów. Marzy mu się tytuł "Szefa wszystkich szefów", ale do tego nie dojdzie, gdyż obrady "konferencji koronacyjnej" w Alapalachin, zwołanej 14 listopada 1957 roku tuż po zabójstwie Alberta Anastasii, w rezydencji Josepha „Joe the Barber” Barbary, zostają przerwane nalotem FBI. To przebywający na wygnaniu Luciano, wespół z Meyerem Lanskym i Carlem Gambino, wyrażają swój sprzeciw wobec próby zagarnięcia przestępczego tronu, ale nie przeszkadza to Herbertowi Hooverowi, dotychczas zaprzeczającemu, iż istnieje potężna przestępczość zorganizowana w USA, w otrąbieniu wielkiego sukcesu w walce z owym "nieistnieniem". Społeczeństwo Amerykańskie przeżywa głęboki szok, a prasa zaczyna wreszcie interesować się nielegalnymi interesami trzymanymi w garści przez  Włochów. Niektórzy zaczynają na ten temat nawet pisać książki i tak wkrótce powstanie najsłynniejsza w historii opowieść o "Ojcu Chrzestnym" Corleone, przeniesiona kilka lat później na ekrany przez Francisa Forda Coppolę.


Vito Genovese, na podstawie fałszywych zeznań Sama Giancany, zostaje skazany na 15 lat więzienia, a i inni bossowie otrzymują podobne wyroki. Pierwowzór Don Corleone kończy swój żywot za kratkami, 14 lutego 1969 roku. Ale część z jego ludzi, nawet tych postawionych bardzo wysoko, ma więcej szczęścia. Tak jak caporegime rodziny, stryjeczny dziadek Ronalda DeFeo Juniora i wujek Ronalda DeFeo Seniora, Peter.


Według tych, którzy wierzą, iż to siły nadprzyrodzone kazały Ronaldowi DeFeo zamordować swoją rodzinę, panuje powszechny - i błędny - pogląd, że w sprawie mieliśmy do czynienia z typową, szcześliwą i normalną rodziną z amerykańskiego przedmieścia, gdzie mieszkają zadowoleni ludzie w ładnych domach, toczący swe szczęśliwe życie z dala od trosk. Zwyczajny chłopak morduje swoją zwyczajną rodzinę za podszeptem duchów i głosów zamordowanych Indian, na których to cmentarzysku postawiono owy dom. Rzecz tylko w tym, iż rodzina DeFeo nie była ani zwyczajna, ani szczęśliwa, a Ronalda nie sposób określić mianem dobrze wychowanego i grzecznego chłopca, którego ciałem zawładnęły paranormalne moce.


Peter DeFeo wychowywał się wraz ze swoim młodszym bratem, Rocco, w dzielnicy "Little Italy". Na początku XIX wieku miejsce to zdecydowanie nie przypominało tego, które obecnie znamy - z dziesiątkami małych i większych pizzerii, otoczonych eleganckimi restauracjami i sklepami z drogim towarem. Zamieszkiwana wówczas przez biedotę dzielnica była wprawdzie pewnego rodzaju rajem, ale raczej tylko dla tych, którzy pragnęli łowić młodocianych przestępców do swych szeregów lub ukrywali się przed wymiarem sprawiedliwości - wśród 10.000 włoskich imigrantów łatwo było "zniknąć", bo reprezentacji prawa bali się tam zapuszczać. Wobec powyższego nie jest trudnym, by domyślić się, iż dla większości dzieciaków z "Małych Włoch" praca dla mafijnych rodzin była szczytem marzeń. Gangsterzy nosili drogie garnitury i piękne kapelusze, poruszając się po ulicy automobilami, będąc w oczach mieszkańców bohaterami, zaś dla nastolatków stanowili wzór "sukcesu". Nie jest dziwnym, że wielu chciało "dołączyć", choć nie każdemu na to zezwolono. 


"Philie Aquilino", jak nazwano Petera DeFeo, był jednym z tych szczęściarzy, którzy dostąpili zaszczytu pracy dla "Cosa Nostra". Niezwykle sprytny i inteligentny stanowił, w przeciwieństwie do swojego brata, świetny materiał na członka "rodziny" i prędko zaczął służyć pod rozkazami legendarnego Mike'a Mirandy - przywódcy bandy zabójców pracującej dla samego Luciano, a później jednego z najpotężniejszych mafiozów Ameryki. Gdy mężczyźni pięli się po szczeblach kariery, młodszy brat Petera tymczasem ożenił się, założył warsztat samochodowy i spłodził syna, któremu nadał imię Ronald. To niezbyt lotny ojciec przyszłego sprawcy masakry, który już w wieku nastoletnim zapatrzony był w swego stryja. Pragnął, tak jak i on, pracować dla mafii, ale był na to po prostu zbyt mało inteligentny i wuj powierzał mu jedynie niezbyt wymagające zadania, co wzbudzało w nim daleko idącą frustrację i wkrótce "mafijna kariera" przepadła na rzecz pracy w salonie samochodowym teścia. Warto nadmienić, iż teściem tym był nie kto inny tylko sam słynny Michael Brigante, wpływowy gangster nowojorskiej rodziny Bonnano. Brigante nie przepadał za swoim zięciem, którego uważał za przygłupiego, ale pech chciał, iż jego córka Louise zaszła w nieplanowaną ciążę z nim. Stary mafiozo zabronił jej dokonania aborcji i nakazał "wziąć odpowiedzialność za swoje czyny" - abortowane dziecko i niezamężna córka z dzieckiem mogłyby wszakże wpłynąć na jego "nieposzkalowaną reputację". I tak Louise, marząca o karierze modelki i realizująca się w niej, musiała porzucić swe sny przez "bachora", jak go nazywała. Nie trudno się domyślić, iż powiciu Ronalda Jr, zwanego przez rodzinę i przyjaciół "Butch", nie towarzyszyła radosna atmosfera.

Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo