2 obserwujących
7 notek
20k odsłon
3523 odsłony

Inteligencji autoportret własny.

Wykop Skomentuj82

Oto zgłębiłem już sekrety

Ach, filozofii, prawa, medycyny

I teologii też, niestety,

Żmudne poświęcił snu godziny.

Lecz chociaż tyle się trudziłem,

To głupi jestem, tak jak byłem!

Magistrem tytułują mnie, doktorem!

I dziesięć lat już moich uczniów sforę

Wodzę za nos raz tędy, raz owędy,

W skos, wspak i nie wiem już, którędy

Widzę, że wiedzieć nic nam nie jest dane!


(J.W. Goethe Faust; tłum. J.St. Buras)


Niedługi okres czasu trwało opamiętanie opozycji, mowa "miłości i zrozumienia" dla zwykłych ludzi, owe pochylenie się nad "szarymi prostaczkami", którzy wybierają "patologię PiS" z powodu "skrajnej biedy i głodu". 

Wystarczyło ledwie ponad dwa tygodnie, by znów wypłynął z miłością niezawodny profesor Jan Hartman, postulujący nazywanie "chama chamem", czy jego przyboczny wielbiciel z "Gazety Wyborczej" Przemysław Szubartowicz, oraz wybitny, w swoim mniemaniu, inteligent (także głównie w swoim mniemaniu) Wojciech Sadurski.

I tak oto Polak, stał się znów sprzedajnym zdrajcą za pięćset złotych, handlującym wolność swoją i swoich dzieci, przyszłość nadchodzących pokoleń, które z pewnością żebrać będą o bułkę i kefir od bogatego Niemca i na których składać się będzie musiała cała Europa, ku wstydowi i zaczerwienieniu "mądrzejszych" członków narodu polskiego. Taki wstyd! Matko Bosko kochano, taki wstyd!

Wyjeżdżając, wiele lat temu, na tak zwany zachód, słyszałem od różnorakich mędrców "słuszne rady", by nie przyznawać się że pochodzę z Polski, bo to przecież wstyd pochodzić z "zaścianka Europy", kraju kruchty i krzyża, tak zwanego ciemnogrodu. Ostatnio przeczytałem nawet jak to jakaś "mamusia" mądrze radziła "córci" by nie rozmawiała po polsku na ulicy, bo to się lepiej nie przyznawać do tego, że jest się z "tego kraju". Innym razem, lecąc samolotem pełnym Polaków i tylko Polaków, widziałem pijaną grupkę "bananowej" młodzieży, której udało się sforsować opór załogi samolotu i dostać na pokład (jakim cudem - nie wiem), gdzie kontynuowali spożywanie alkoholu, kupionego w strefie wolnocłowej w ilości znacznej. I wtem nagle, zza swoich pleców udało mi się usłyszeć - "No tak, Polacy na wakacjach. To są właśnie Polacy" - owemu Panu wypowiadającemu te słowa oczywiście umknął fakt iż na pokładzie samolotu było ponad stu pięćdziesięciu Polaków, którzy zachowywali się normalnie.

Wbrew "mądrym radom", nigdy nie skłamałem na temat swojego pochodzenia, a nawet więcej - byłem z niego zawsze bardzo szczęśliwy, tak jak i jestem nadal. O dziwo to właśnie ja, przyznający skąd jestem, budziłem w cudzoziemcach większy szacunek aniżeli Ci, którzy kłamali. Kiedyś od znajomego Amerykanina, profesora historii, usłyszałem dość dosadne określenie tychże naszych rodaków - mówiąc wprost osoby wstydzące się "bycia Polakiem", nazwał dosłownie "kundlami".  

Przez całe lata, różnorakie gadające głowy, dawały Polakom do zrozumienia, że powinni się wstydzić, nie określając przy tym za co i wobec kogo, wmawiając przy tym iż jesteśmy gorszym narodem aniżeli inne, mniej wartościowym, mniej zdolnym, leniwym, roszczeniowym i zakompleksionym. W mediach głównego nurtu stworzono istny przemysł pogardy, nawet nie do naszych wartości, nie do naszych wad i zalet, ale w ogóle do Polski. Udało im się zaimplantować wielu ludziom istny kompleks niższości, wynikający jedynie z kraju urodzenia, tak jakby przyjście na świat w "ten kraju", było samo w sobie powodem do krępacji wobec innych. 

I oto przyszli inni, przyszli tacy jak ja, burząc cały ten mitologiczny obraz Polaka-buraka, mówiąc Polakowi-burakowi, iż on tyle samo wart co i uniwersytecki "profesur", i że ma prawo do swoich poglądów bez względu na wszystko, oraz iż jego dzieci są tyle samo warte co i dzieci owego "profesura".

Pamiętam, bardzo dawno temu, gdy jeszcze jako zupełny młodzian, wraz z przyjacielem zabłądziłem "w Polsce". Era GPS była wówczas w kompletnych powijakach, a my, mieszczuchy, wybraliśmy się na kilkudniową wycieczkę rowerową. Było piękne, słoneczne lato, świetne prognozy pogody. Nasze całkiem niezłe przygotowanie, dawało nam pewność iż nie spotka nas żadna przykra niespodzianka, a jednak - spotkała. Rower kolegi, krótko mówiąc - wykrzaczył się i to w sposób na jaki przygotowani nie byliśmy. W momencie gdy próbowaliśmy nareperować go by móc ujechać choć kilka kilometrów do najbliższego hotelu, zaczęło się ściemniać i chmurzyć, a po chwili lało jak z cebra, do tego grzmiąc. I nagle okazało się że pelerynki antydeszczowe - nie są tak idealne jakby się wydawało. Wtem nagle na drodze, gdzie psa z kulawą nogą wcześniej nie uświadczyliśmy, pojawił się stare, dymiące auto, marki już dziś nie pamiętanej. W aucie siedział wiekowy, ale wciąż bardzo sprawny dziadek, który zatrzymał się przy nas i po chwili jechaliśmy z nim. Poprosiliśmy go by podwiózł nas do hotelu, w którym wcześniej planowaliśmy się zatrzymać, ale on stwierdził że to bez sensu, bo przecież trzeba rower nareperować, a my nie mamy odpowiednich narzędzi a on się akurat na tym zna i odpowiednie posiada, tylko w domu, a my przy okazji zjemy obiad z nim jego żoną i wnuczką, która akurat jest, bo przecież musimy być bardzo głodni. Stwierdziliśmy - naprawimy rower, burza przejdzie może i uda nam się dotrzeć do celu. Domek starsi państwo mieli bardzo skromny, obwieszony nieco świętymi obrazkami, Janem Pawłem, Ojcem Pio i innymi. Taki typowy, wiejski, skromny ale przytulny i bardzo czysty. Wykąpaliśmy się, przebraliśmy i zjedliśmy pyszny obiad. Niestety pogoda nie chciała się poprawić, a i rower kolegi okazał się wyzwaniem, toteż zastał nas tam wieczór, gdy w końcu byliśmy gotowi jechać dalej. Babcia stwierdziła jednakże iż to tak daleko, tyle kilometrów, a zimno, a padało, a to a tamto, i powiedziała w końcu że nocować możemy przecież u nich, a i pieniądze zaoszczędzimy, a łóżka stoją puste od wyprowadzki dzieci. I tak oto, spaliśmy najedzeni, wykąpani i naprawieni, u zupełnie obcych ludzi, którzy nas pierwszy raz widzieli na oczy. Rankiem, uradziliśmy z wnuczką, po wcześniejszym przejrzeniu lodówki, gdy staruszkowie jeszcze spali, że kupimy im dużo jedzenia w miejscowym sklepie, gdyż jak dziewczyna powiedziała - obraziliby się oni gdyby im zaproponować pieniądze. Tak zrobiliśmy.

Wykop Skomentuj82
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo