rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
25 obserwujących
30 notek
104k odsłony
869 odsłon

Opary absurdu, czyli czy można nazwać mordercę mordercą?

Wykop Skomentuj6


Że skala nieporównywalna, że Jakub A. zabił jedną dziewczynkę, a oni całe tysiące ludzi, w dodatku na oczach kolejnych tysięcy? Nie. Nie ma to znaczenia - sąd i tylko sąd decyduje o winie. Więc następnym razem, gdy będziecie mówić, czy pisać o hitlerowskich zbrodniarzach, pamiętajcie by użyć wobec nazisty, który zabił setki ludzi, sformułowania "podejrzany" - choć zastanawiam się, czy aby na pewno jest to słowo właściwe, wobec kogoś kto nie został aresztowany, boć palnął sobie w łeb, lub zginął w innych okolicznościach, zanim to nastąpiło!


A Józef Stalin, człowiek gołębiego serca, istna dusza dobroci, na jakiej podstawie nazywany jest przez was mordercą? Czy ten człowiek został kiedykolwiek skazany za "zamordowanie milionów ludzi"? Nigdy? Na jakiej więc podstawie można mówić o Stalinie "morderca"? Nie został sprawiedliwie osądzony, zmarłszy w swoim łóżku, jako przywódca ZSRR. Nawet jeżeli były "procesy o wypaczenia", tyrady o jego krwawych rządach, a sądy uniewinniały niewinnie skazanych na jego rozkaz, to czy samego Stalina możemy ocenić jako mordercę? Nie miał szans się przecież bronić, a to podstawa sprawiedliwego procesu sądowego. 


Rozumując, całkowicie absurdalnie, w owy sposób dochodzimy własnie, do całkowitych takich idiotyzmów. Że nie? Przecież każdy praworządny kraj mordercą nazwać może mordercę, dopiero gdy owy zabójca zostanie skazany.


Tymczasem prawda jest taka iż nieosądzeni hitlerowscy zbrodniarze są zbrodniarzami, Stalin jest mordercą, Stefan W. zabił Pawła Adamowicza, a Jakub A. zamordował dziesięcioletnią Kristinę.


I nie, nie ma żadnych podobieństw tutaj ze sprawą Tomasza Komendy, który nota bene - NIGDY NIE PRZYZNAŁ SIĘ DO WINY. Wymuszono na nim, dziś już wiemy, że biciem, przyznanie się do tego iż feralnego sylwestra uprawiał seks z "jakąś dziewczyną" w Miłoszycach, przy okazji - według zeznania - za obopólną zgodą, natomiast nie udało się zmusić go do przyznania do jej zabicia i zgwałcenia.


„W noc sylwestrową byłem w domu we Wrocławiu razem z kolegami i rodzicami. Piliśmy alkohol w umiarkowanych ilościach. Około 2.00 w nocy z pl. Grunwaldzkiego pojechałem autobusem do Gajkowa do kolegi Tomka, którego poznałem na meczu w piłkę nożną. Byłem u niego około 3.00. Zaproponowałem wyjście do Miłoszyc. Szliśmy tam pół godziny. Na dyskotece poznałem dziewczynę o imieniu Kaśka. Poszliśmy do lasu. Tam miałem z nią stosunek. Potem ona poszła do domu, a ja pojechałem do Wrocławia”. 


Ponadto Tomasz Komenda zabitej dziewczyny nie znał, nie miał też żadnego motywu by ją zamordować. Rozpoznany został trzy lata po zbrodni, na podstawie portretu pamięciowego, przez nienawidzącą go sąsiadkę, oglądającą akurat program "997". Aresztowany w roku 2000, skazany na 15 lat więzienia został w roku 2003, w roku 2004 Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, po ponownym rozpatrzeniu sprawy, skazał go na 25 lat więzienia, zaś w roku 2005 Sąd Najwyższy oddalił Kasację od wyroku, uznając ją "jako oczywiście bezzasadną". Ówczesnym prezesem SN był, powołany przez Aleksandra Kwaśniewskiego, Lech Gardocki, odznaczony w roku 2010 przez Bronisława Komorowskiego, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, zaś jako Prezesa Izby Karnej SN, mieliśmy wówczas Lecha Paprzyckiego, który piastował to stanowisko przez siedemnaście lat - od roku 1999 do 2016, związanego z PSL, byłego posła tejże partii. 


Stało się tak pomimo, iż dwanaście osób potwierdziło alibi Tomasza Komendy, twierdząc iż bawił się on wspomnianej nocy we Wrocławiu. Sąd jednakże nie dał wiary ich zeznaniom, stwierdzając iż miejsce w którym miał przebywać, dzieli jedynie pół godziny drogi od miejsca zbrodni. Komendę skazano więc - na podstawie portretu pamięciowego, kodu DNA z włosa zostawionego na czapce, leżącej obok ofiary, oraz śladu zapachowego rozpoznanego przez psy. Co ciekawe, DNA pobrane z nasienia, znalezionego na sukience ofiary, wykazało iż nie jest to ślad pozostawiony przez Tomasza Komendę. 


Dziś wiemy, a śledczy i sędziowie wiedzieli już wówczas, iż przestarzała metoda badań DNA - testy PolyMaker, wykazała, że ślad taki mogła zostawić jedna na siedemdziesiąt jeden osób, odrzucono natomiast wyniki biegłych, posługujących się dużo nowocześniejszą i dokładniejszą metodą badań mitochondrialnego DNA, tzw mtDNA, którzy wykazali iż owe włosy do Tomasza Komendy nie należały - stało się to w roku 2002, a więc na rok przed wyrokiem! 


Został więc jedynie ślad zapachowy, delikatnie mówiąc - "mogący budzić wątpliwości" po trzech latach, oraz ślady uzębienia, które jak twierdzą eksperci, nie są w stanie przesądzić sprawy.


Reasumując - Tomasza Komendę, w 2003, 2004 i 2005 roku - skazywano zupełnie bez żadnych dowodów winy, mimo braku jego przyznania się. Przypomnijmy - skazano go trzykrotnie!

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo