5 obserwujących
3 notki
38k odsłon
  34981   0

"IV wojna światowa" na granicy indyjsko-chińskiej

Parada noworoczna na granicy indyjsko-chińskiej w Arunachal Pradesh (źródło: PTI)
Parada noworoczna na granicy indyjsko-chińskiej w Arunachal Pradesh (źródło: PTI)

Ten bieg wypadków bardzo zaniepokoił Chiny. Według szeregu źródeł, władze ChRL kanałami dyplomatycznymi próbowały wpłynąć na rząd Modiego i przekonać Delhi do zmiany decyzji. Bezskutecznie.

Jest wysoce prawdopodobnym, że Xi Jinping i jego otoczenie zinterpretowali takie działania Indii jako przygotowywanie gruntu pod ofensywę militarną w Ladakhu. Tym bardziej, że prowadzone już od jakiegoś czasu indyjskie inwestycje infrastrukturalne w regionie przybliżają Indie do utworzenia stałej bazy wojskowej na tym spornym terenie. Na to Chiny najwyraźniej nie mogły patrzeć biernie, szczególnie biorąc pod uwagę strategiczną funkcję Aksai Chin jako korytarza transportowego łączącego zachodni Tybet z prowincją Xinjiang.

Takie postrzeganie działań Indii przez ChRL jest niejako logicznym rozszerzeniem ich własnego sposobu myślenia na temat polityki międzynarodowej. David Kilcullen w swojej najnowszej książce "The Dragons and the Snakes: How the Rest Learned to Fight the West", analizując ekspansywną politykę gospodarczą i militarną Chin na Morzu Południowochińskim jak również w basenie Oceanu Indyjskiego (także wsród sąsiadów Indii, czyli w Pakistanie, na Sri Lance i w Myanmarze) ukuł termin  "okrążenia pojęciowego", czyli sytuacji gdy jedna ze stron ma o wiele szersze wyobrażenie o tym które obszary działalności państwa stanowią teatr działań wojennych. Tym samym o ile my możemy przedsięwziąć pewne kroki (np. zmienić ustrój "niepokornej" prowincji, zwiększyć obecność wojskową aby 'przywrócić porządek' oraz stworzyć zachęty dla lojalnej ludności hinduskiej (czyli wyznawców hinduizmu) do osiedlania się na tym terenie, wszystko z myślą o stopniowym przekształcaniu lokalnej demografii i układu sił) i postrzegać je jako wpisujące się w zwyczajną rywalizację w czasach pokoju, nasz przeciwnik (z jego o wiele szerszą definicją konfliktu) interpretuje te działania jako akt wojny i zostaje, we własnym mniemaniu, zmuszony aby odpowiednio zareagować.

Innymi słowy, władze ChRL zmierzyły rząd Modiego własną miarą i wysnuły wniosek, że Indie również rozszerzyły swoją definicję działań stricte wojennych. Tym samym, ukrywając swoje prawdziwe intencje, planują doprowadzić do zniwelowania asymetrii siły w tym spornym regionie i zakwestionowania integralności terytorialnej Chin. 

Po postawieniu takiej diagnozy, Chiny zaczekały z odpowiedzią aż ich przeciwnik będzie osłabiony (w tym przypadku, całkowicie pochłonięty walką z koronawirusem). Podobnie jak w 1962 r. użyto zagrania z elementarza cesarskich sztabowców sprzed ponad tysiąca lat. W maju Państwo Środka zaczęło przerzucać do Aksai Chin tysiące żołnierzy oraz ciężki sprzęt. Następnie chińskie oddziały zaczęły sprawdzać jak daleko mogą sie posunąć. Zorganizowano patrole, które przekraczały linie rzeczywistej kontroli. Następnie doszło do rozłożenia wojskowego namiotu przez chińskich żołnierzy w dolinie rzeki Galwan (po stronie indyjskiej). Chiny odmówiły jego usunięcia, w związku z czym wojsko indyjskie podpaliło tę konstrukcję. Po czym strony zaczęły obrzucać się kamieniami. Następnego dnia doszło do brutalnego ataku sił chińskich na stacjonującą w Ladakhu jednostkę armii indyjskiej. Po tej ofensywie, Chińczycy się wycofali i podjęli rokowania z przedstawicielami armii indyjskiej. 

Rząd indyjski ma teraz ograniczone pole manewru jeżeli chodzi o Ladakh - musi zaakceptować nowe status quo albo próbować odsunąć wojsko chińskie od granicy (co wiązałoby się z wielkim kosztem). Obie strony mają do siebie ograniczone zaufanie. Bez wątpienia Indie były zaskoczone gwałtowną reakcją Chin. Rząd Modiego działał, w swoim mniemaniu, na płaszczyźnie polityki wewnętrznej i rywalizacji z Pakistanem. Nie przewidział, że Chiny zinterpretują te dzialałania jako wejście na ścieżkę wojenną i tym samym zostaną sprowokowane do odpowiedzi.

Z perspektywy indyjskiej, taki obrót spraw jest tym bardziej niespodziewany, iż przez ostatnie kilka lat Narendra Modi włożył wiele wysiłku w poprawę i zacieśnienie stosunków z Chinami oraz zbudowanie serdecznych relacji z Xi Jinpingiem. W 2018 roku odbył się szczyt obu przywódców w mieście Wuhan (teraz słynnym z zupełnie innej przyczyny) a rok później doszło do rewizyty w Mahabalipuram w stanie Tamilnadu. Indie były bardzo ostrożne, aby nie wykonać żadnego gestu, który w Pekinie mógłby zostać odczytany jako deklaracja przystąpienia do jakiejkolwiek anty-chińskiej koalicji. Teraz, według Indii, Chiny sprzeniewierzyły się temu duchowi współpracy.

Z drugiej strony, Chiny zdawały się mieć podejście bardziej cyniczne. Dla ChRL spotkania na szczycie (do których doszło z inicjatywy Delhi) były zasłoną dymną maskującą prawdziwe intencje Indii - kraju, który się ich obawia i oficjalnie deklaruje przyjaźń a jednocześnie chce być równorzędnym graczem i przeciwstawić się chińskiej dominacji w basenie Oceanu Indyjskiego oraz na Morzu Południowochińskim.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka