Blog
Zuu
Zuuzanna
Zuuzanna może być Zuu
8 obserwujących 8 notek 57586 odsłon
Zuuzanna, 14 września 2018 r.

Historia nielegalnego uwięzienia mnie na Węgrzech w 1987 roku - część III

562 21 0 A A A

Ta historia zdarzyła się w roku 1987, ktedy zostałam aresztowana wraz z grupą Polakow przez węgierskie komunistyczne służby. Opisuję wszystkie okoliczności, które doprowadziły do aresztowania nas, pobyt w areszcie, trzech węgierskich więzieniach przez okres 6 miesięcy, oraz jak MSZ wiedząc, że jesteśmy nielegalnie przetrzymywani, nic nam nie pomogło. Zamieszczam w odcinkach niepublikowaną relację, której jestem autorką.

c.d 

Ferriego poznałam latem 1986 roku. Miałam wtedy 25 lat. Zaczepił mnie gdy szłam na basen. Tak się wydawało przypadkiem. Mijaliśmy się, gdyż szedł z przeciwnej strony, w towarzystwie policjanta w mundurze. Ciekawe, że tak się w locie zakochał, w ułamku sekundy. A ja żadną pięknością nie byłam. Gdybym miała sama siebie określić, to powiedziałabym, że byłam osobą o miłej powierzchowności, ale bliżej mi do szarej myszki niż do sex bomby. A tam naprawde piękne dziewczyny ulicami chodziły, że aż dech zapierało z wrażenia.

Ferri młody i nawet przystojny facet i do tego na stanowisku. No nic. No nic, zaczepił mnie. Może już wcześniej sobie upatrzył, nie wiem. Ja widziałam go po raz pierwszy. Nie wiedziałam kim jest. Poprosił o pokazanie dokumentów i wytłumaczył, że oni tak rutynowo na wyrywki sprawdzają obcokrajowców. Dokumenty i również kwaterę.

 Mówił to tak jakoś pokornie, jakby jednocześnie bardzo przepraszał za kłopot, który musi sprawić. Bardzo grzecznie i uniżenie. No dobrze, nie widziałam problemu. Zaprowadziłam ich na kwaterę, ale już mi się coś na miejscu nie podobało, gdyż policjant nie wszedł na posesję. Feri zostawił go przed bramą i wszedł do budynku sam. Obejrzał mój pokój, przejrzał rzeczy. Oprócz rzeczy osobistych miałam tylko 10 czekolad które kupiłam do domu i trochę zakupów, nic więcej.

 Tak jakby był zmieszany, zawiedziony, że nie ma się do czego doczepić, (choć oczywiście pewne spostrzeżenia dotarły z pewnym poślizgiem jak już moja baza danych była większa) mimo to zaryzykował. Powiedział - en es te seks, pokazując palcem na mnie i na siebie Czyli po polsku, ja i ty seks. Patrzę na niego, jak na wariata i odpowiadam oburzona: en es te, nem seks (ja i ty nie seks) pokazując odpowiedni poprzeczny ruch palcem. Teraz już domyśliłam się, dlaczego policjant został na zewnątrz.

Nie oddał mi paszportu, ani nie przeprosił. Powiedział – Paszport rendorseg i pokazał na zegarku godzinę, czyli mam się zgłosić na komisariat celem odebrania paszportu o godzinie 15-tej. No cóż było robić? Przed 15-tą poszłam na komisariat odebrać paszport.

Na komisariacie czekała polska tłumaczka, która z miłym uśmiechem poinformowała mnie, że paszport oczywiście będę miała oddany, ale pan Feri przyniesie mi go osobiście do restauracji w hotelu Nepsugar o godzinie 19-tej.

 Odniosłam wrażenie, że on tą tłumaczkę ściągnął specjalnie ze względu na mnie. Po to mu były potrzebne te trzy godziny. Nie wiem w jakim celu ją ściągnął, skoro był obecny przy tej rozmowie, mógł mi oddać paszport od razu, a poza tym nie było takiej konieczności, aby musiał korzystać z pomocy tłumaczki. Byłam zdziwiona, ale i zdegustowana całą sytuacją. Teraz dopiero jest dla mnie jasne, dlaczego ona była mu niezbędna. 

 O zachowanie pozorów wobec policjantów, których wykorzystywał. Wydaje mi się, że oni albo się nie domyślali, a może i nie chcieli lub też bali się domyślać czym pan z wielkich służb tak naprawdę się zajmuje. Gdyby mi to mówił sam to musiałby używać języka węgierskiego, chorwackiego które policja znała, bo tam chorwacki wszyscy znają, jako że teren przygraniczny, a poza tym jak on by mi to tłumaczył? Że mam się zgłosić do hotelu po paszport? Przecież wiadomo że bym się z nim dogadywała. Po co mieli zrozumieć, że umawia się w hotelu? W takim układzie, tłumaczka po polsku sprawnie sprawę załatwiła, a policję która nic nie zrozumiała, mogli poczęstować byle jaką bajeczką. A on na te łowy przecież musiał zabierać policjanta. Bez policji i komisariatu nie dałby rady. Byle komu nie pokazuje się paszportu i kwatery. Policjant w mundurze uwiarygadniał jego osobę.

Byłam wtedy z tatą i ze znajomymi, tylko ze względu na problemy ze znalezieniem kwatery byliśmy porozrzucani. Jedynki łatwiej można było trafić. Przedyskutowaliśmy sprawę. Znajomi mówią, że przecież w restauracji w publicznym miejscu głowy mi nie urwie, zadeklarowali mnie asekurować. Tata był wtedy pierwszy raz w życiu na Węgrzech, no i ostatni. Moi rodzice byli rozwiedzeni, ale utrzymywaliśmy przyjazne kontakty. Chciał zobaczyć Węgry, wiedział że często wyjeżdżam i poprosił abym go kiedyś zabrała.

Umówiliśmy się, że oni również przyjdą na kawę do tej restauracji, usiądą przy innym stoliku i będą obserwować rozwój wydarzeń. Tata również poszedł z nimi i widział Feriego. Oczywiście oni poszli odpowiednio wcześniej.

Opublikowano: 14.09.2018 12:00. Ostatnia aktualizacja: 16.09.2018 13:59.
Autor: Zuuzanna
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Światło najdalszej gwiazdy, dochodzi do ludzi najpóźniej, a zanim dojdzie, ludzie przeczą jakoby tam jakieś gwiazdy istniały... Nietzsche

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Sowiniec Nie musi pan czytać, jak się Panu nie podoba, to po pierwsze, a po drugie, czegoś...
  • DotCa, opozycja może się i czuje dobrze, tylko co niektórzy narzędzie stracili.
  • @Ronin. Ha, ha, ha

Tematy w dziale Rozmaitości