0 obserwujących
34 notki
8998 odsłon
225 odsłon

Benedykt Polak

Wykop Skomentuj2

    Dzięki wielkiej erudycji, pasji badawczej i ogromnej wiedzy ks. prof. dr. hab. Franciszka Rosińskiego, wykładowcy na Uniwersytecie Wrocławskim –teologa, etnografa, antropologa i historyka w jednej osobie – uczestnicy grudniowego spotkania Duszpasterstwa Ludzi Pracy’90 w Legnicy, mogli przeżyć niezwykły wieczór. Po Mszy św. w intencji synodu diecezji legnickiej i ofiar stanu wojennego ks. profesor wygłosił odczyt pt. „Benedykt Polak – uczestnik legacji papieskiej do władcy Mongołów”. Tu można zauważyć, że dziś jeszcze tego rodzaju podróż jest bardzo trudna. Trzy lata temu śladem Benedykta Polaka wyruszyło kilka samochodów terenowych ze Szczecina i z Wrocławia. Nie wszystkie wytrzymały trudy azjatyckich bezdroży... Osiem wieków temu podróż taka była czymś całkowicie niezwykłym, bardzo niebezpiecznym i mogli ją podjąć tylko ludzie dużej odwagi, wiedzy, kompetencji i wszelkich innych talentów niezbędnych do przeżycia w najtrudniejszych warunkach i sytuacjach. Krążyły wieści, że Mongołowie podobni są do szatanów, mają głowy jak psy, że pożerają ciała swych wrogów i zbezczeszczone przez siebie dziewice.

 

 

Armia doskonała

    Pojawienie się Mongołów w średniowiecznej Europie wywoływało powszechną panikę, strach i uczucia paraliżu uniemożliwiającego skuteczną obronę. Byli oni twórcami doktryny błyskawicznej wojny, która w szybkości manewrów niczym nie ustępowała dwom ostatnim wojnom światowym w Europie. W ciągu doby armia ta potrafiła przemieścić się 200 do 300 km. Podobnie szybko działała poczta, a jeszcze szybciej doskonały wywiad, który umożliwiał zajmowanie upatrzonego terytorium przy minimalnych stratach własnych. Na terenie południowej i wschodniej Europy Mongołowie pojawiali się nagle z dnia na dzień, paląc wszystko, niszcząc, mordując i zabierając tysiące niewolników. Nikt na ogół nie znał ich planów i kierunków podbojów. Wiadomo było tylko, że miasta, które były ufortyfikowane, a nawet zamki i warowne kościoły, które zdążyły w porę zamknąć swoje podwoje, na ogół były pozostawiane w spokoju, gdyż przestawał tu działać podstawowy atut, jakim było zaskoczenie. Mongołowie byli najmniej wymagającymi wojownikami, jakich zna historia wojen. Zaopatrzenie w żywność i odzież każdy z nich musiał sobie zdobyć sam, przygotować i zawsze to, co mu potrzebne mieć pod ręką. Dlatego odzież skórzaną nosił on „dożywotnio” nigdy się z nią nie rozstając. O żadnej higienie nawet nie warto wspominać. Konie karmiono zdobycznym furażem, lub same musiały one wygrzebać sobie trawę nawet z pod śniegu. W Polsce nazywano ich Tatarami. Zmieniano ją na Tartari (piekielnicy), wywodząc od mitycznego Tartaru – najmroczniejszej części Hadesu.

 

 

Przeciw Mongołom

    Europa w starciu z Mongołami była praktycznie bezbronna. W 1240 r. Batu Chan zdobył Kijów i prawie całą Ruś. Rok później wojska mongolskie uderzyły na Polskę, Czechy, Węgry i Bałkany. Po klęsce Polaków pod Legnicą (9.04.1241) zagony tatarskie w szybkim pochodzie dotarły pod Wiedeń i nad Adriatyk. Skłóceni europejscy władcy nawet nie zamierzali się przeciwstawić mongolskim zagonom. Nieprzerwanie trwa walka o dominację w Europie pomiędzy cesarzem Fryderykiem II a papieżem Grzegorzem IX. Nic i nikt nie jest w stanie jej przerwać. Od południa napierają Saraceni, którzy już na dobre zagospodarowali się w Hiszpanii. Trwają wyprawy krzyżowe i całe chrześcijaństwo na nich właśnie skupiło swoją uwagę. Kiedy wydawało się, że nic nie jest w stanie uchronić Europy przed Mongołami, nagle tak samo, jak przyszli, tak i odeszli. Gdy wojska Batu w 1242 r. przygotowywały się do szturmu na Tegeste (Triest) nagle wycofały się one do stepów nadwołżańskich. Kurier z Karakorum przyniósł bowiem wiadomość o śmierci wielkiego chana Ögödeja. Batu wolał więc wrócić do swojej rezydencji Saraj nad Wołgą, by mieć większy wpływ na wybór nowego chana. Na Zachodzie o tym jednak nie wiedziano i lada dzień spodziewano się kolejnego pustoszącego najazdu.

 

 

Przygotowanie

    W Europie coraz bardziej zdawano sobie sprawę, że jedną z przyczyn kolejnych porażek w starciu z Mongołami był brak szczegółowej wiedzy o ich kulturze, obyczajach, wierzeniach, o doktrynie wojennej i taktyce prowadzonych podbojów. Na kilka lat przed ich najazdem na Polskę na wschód wyruszyli węgierscy dominikanie w poszukiwaniu „Wielkich Węgier” („Magna Ungaria”). Dotarli oni zaledwie do kilku świeżo podbitych krajów. Otrzymali list od Batu Chana skierowany do króla węgierskiego – Beli IV. Pismo było pełne gróźb i propozycji poddania się Mongołom bez walki. Europejczycy dowiedzieli się wtedy o stosowanym przez nich systemie dziesiętnym, strukturze wojskowej, przymusowym wcielaniu mężczyzn z podbitych krajów do swojego wojska oraz o niezwykłej szybkości poruszania się ich wojsk. Nowy papież Innocenty IV rozpoczął przygotowania do krucjaty przeciwko Mongołom. W celu dobrego jej przygotowania polecił on nawiązać z nimi bliższe kontakty, których realizację powierzył franciszkanom i dominikanom. Jednym z politycznych przedsięwzięć papieża była próba pozyskania władcy Mongołów dla chrześcijan i skierowania ich razem z nimi przeciwko islamowi. Papież wysłał w tej sprawie kilka legacji, które różnymi drogami miały dotrzeć do wielkiego chana. Jedną z nich organizował legat papieski Jan Piano Carpini, który z Lyonu drogą północną zamierzał dotrzeć do stolicy Mongołów. Po drodze Carpini zatrzymał się we Wrocławiu, gdzie pozyskał franciszkanina znającego języki obce, Polaka rodem – brata Benedykta.

 

 

Wyprawa

    W wyprawie Carpiniego Benedykt pełnił funkcję tłumacza języków słowiańskich. Być może Benedykt znał też podstawy języka mongolskiego, gdyż podczas najazdu w 1241 roku był prawdopodobnie jeńcem tatarskim. Przypuszczenia te potwierdza sprawozdanie Carpiniego, w którym pisze: „Bratu Benedyktowi opowiadał pewien Tatar...” Z zachowanych notatek Benedykta opracowanych w formie „Sprawozdania” („Relatio”) wynika, że przede wszystkim znaczącą rolę w powodzeniu wyprawy odegrały podarunki dla mongolskich dostojników, były to futra w które zaopatrzyli się jeszcze w Polsce, gdyż Tatarzy zawsze pytali: „Z czym przyszliście się pokłonić naszemu panu?”. Podróż odbywano na tatarskich niezwykle wytrzymałych samożywnych koniach. Charakterystyczną cechą Mongołów był ich szacunek do posłów, na których nigdy nie napadano, lecz przeciwnie raczej im pomagano w wypełnieniu misji. Jednym ze zwyczajów, przyjętym w innej formie w Polsce, był zakaz następowania na próg, co było uważane za ciężkie przestępstwo karane nawet śmiercią. Zabójcze azjatyckie mrozy przeżywano owijając się bandażami. Przebyto ok. 7–8 tys. km. Podróż ta rozwiała wiele uprzedzeń. Upewniono się, że jest to lud okrutny, ale nie bez moralności. Tatarzy posługiwali się systemem dziesiętnym, z podstawową jednostką dziesiętną – tuman. Posłowie byli świadkami wyboru nowego chana. Ich opiekunką była cesarzowa-matka. Odżywianie się zarówno w drodze, jak i w mongolskim obozie było bardzo skromne, tak że wszyscy przymierali głodem. Od chana przywieźli list do papieża rozpoczynający się od słów „Ty papieżu....” pełen tradycyjnych pogróżek i propozycji poddania się pod opiekę Mongołów. Trzej jej uczestnicy spisali swoje spostrzeżenia. Najobszerniej przedstawił je Carpini w dziele „Historia Mongołów”. Opis dziejów i obyczajów Mongołów opisał też inny uczestnik tej wyprawy C. Bridia pt. „Historia Taratorum”. Trzecia relacja to właśnie Benedykta Polaka „Sprawozdanie”, które zachowało się tylko w dwóch rękopisach przechowywanych obecnie w Paryżu i w Wiedniu.

 

 

Efekty

    Wysłana do Mongolii legacja franciszkanów nie osiągnęła podstawowego celu, jaki nakreślił jej Innocenty IV – zaprzestania przez Mongołów najazdów na kraje chrześcijańskie oraz przyjęcia przez nich chrztu, ewentualnie pozyskania ich jako sprzymierzeńców. O misjach wśród nich nie było nawet mowy. Jednakże ten pierwszy w miarę dokładny i rzeczowy rekonesans zainicjował serię dalszych kontaktów dyplomatycznych, handlowych i misyjnych. Znaczącą rolę w zbliżeniu obu tak całkiem różnych cywilizacji odegrał Benedykt Polak, który skrzętnie zbierał informacje, nawiązywał kontakty, tłumaczył rozmowy i nie żałował sił i zdrowia, aby papieska legacja osiągnęła zamierzony cel. W tłumaczeniu polskim „Relacja” Benedykta ukazała się dopiero w 1986 roku! Podróż Benedykta z Wrocławia do dalekiego Karakorum na dwór chana mongolskiego w ówczesnych czasach była wyczynem niewiarygodnym i po dzień dzisiejszy zdumiewającym. Po powrocie z Mongolii Benedykt nie wrócił już do Wrocławia. Został gwardianem w Krakowie i tam przyczynił się do kanonizacji biskupa Stanisława Szczepanowskiego, podnosząc jego zasługi misyjne. Przypominając rolę Benedykta Polaka, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że tak mało wiemy o tym, jak nasi rodacy zasłużyli się dla chrześcijańskiej Europy.

                                                                                    Andrzej Marecki

                                                                                             Rubikkon

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale