116 obserwujących
3411 notek
1632k odsłony
948 odsłon

Nasi w Kairze

Wykop Skomentuj4

Polskie mamy, które spotykam są ze wszystkich zakątków Polski: od Warszawy po okolice Augustowa, od Siedlec po Lidzbark Warmiński, od Podlasia po południe Rzeczypospolitej. Małżeństwa głównie mieszane, ale są też dzieci pracujących tu polskich rodziców. Słucham o problemach niewyobrażalnych u nas: na przykład wdowy nie będące muzułmankami nie dziedziczą majątku po własnych mężach! Stąd nierzadkie „taktyczne” przejścia na islam naszych rodaczek. No i dość oryginalne małżeństwa polskich, starszych już, kobiet z młodymi Egipcjanami ‒ kelnerami czy kierowcami, spotkanymi w hotelach w nadmorskich miejscowościach. Rekord to ślub 73-latki z Polski z tutejszym 24-latkiem... I małżeństwa islamskie bardziej przypominające czasowe konkubinaty ‒ „orfi” („urfi”) niż europejskie trwalsze związki.

Co może polski ksiądz?

Nie potrafię pojąć, czemu w tym jednym z dwóch największych krajów w Afryce, w którym mieszkają tysiące absolwentów polskich uczelni, a polscy archeolodzy prowadzą wykopaliska od 80 lat nie ma Instytutu Kultury Polskiej? Jest w Kairze instytut kultury indonezyjskiej, ma swoją placówkę nawet Malezja, nie mówiąc o Japonii, a z krajów europejskich choćby cztery razy od nas mniej liczne Węgry. Mają swój Duńczycy i Szwedzi – wspólny, ale zawsze. Mają też Holendrzy, choć liczą kilkanaście milionów obywateli mniej niż my. O Niemcach, Brytyjczykach, Francuzach, Włochach i Hiszpanach nie wspomnę. W zeszłym roku terroryści podłożyli bombę pod włoski konsulat, zginęło dwóch egipskich wartowników, teraz znaleziono martwego i ze śladami tortur włoskiego studenta, ale instytut kultury Italii dalej działa promując Włochy i torując drogę włoskim biznesom. Zresztą Polska nie ma takiego instytutu w żadnym arabskim kraju, choć ma go ‒ i słusznie ‒ w Izraelu. Jest też w Turcji, ale jednak Turcy to nie Arabowie, choć muzułmanie...

Polskie ślady w Kairze prowadzą do katedry świętego Marka. Powstała przed 150 laty bez polskiego udziału, ale w ostatnich latach zrujnowaną świątynię wyremontował nasz rodak, ksiądz Kazimierz Kieszek. Wielki kościół, z widoczną z dala kopułą góruje nad chrześcijańską ‒ i biedną ‒ dzielnicą Szubra. Ksiądz Kazimierz to kapłan-budowniczy. Wcześniej postawił, w skrajnie trudnych warunkach, dwa kościoły w Togo i Wybrzeżu Kości Słoniowej oraz aż 11 kaplic w obu tych misyjnych krajach. Z misji wyniósł wielkie dokonania, wielu wychowanków-murzyńskich księży, ale też malarię, na którą cierpi do dziś.

W katedrze ks. Kieszek stworzył specjalne „sanktuarium polskie” z portretem polskiego papieża i obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Zresztą w kościele dostrzegam „dwóch” Janów Pawłów II i „dwie” ikony Pani Jasnogórskiej, a także „dwóch” ojców Pio. Ale jest też, tutaj egzotyczny, obraz Matki Boskiej Pocieszycielki Strapionych z... Domaniewic pod Łowiczem. Przy kościele spotykają się chrześcijańscy skauci różnych obrządków. Po sąsiedzku są egipskie zakonnice z francuskiego zgromadzenia Maire Consolatrice des Affliges. Siostry – staruszki, przy zapewne wsparciu patronki Królowej Apostołów, służą pomocą medyczną biedakom z dzielnicy, obojętnie od wyznania. Gdy wchodzę do przepełnionej poczekalni wyraźna większość kobiet jest w chustach ‒ widocznie nasza Matka Boska pomaga też tym, którzy wierzą w Allacha. Sprzęt EKG czy dentystyczny jest przedpotopowy, ale przy zaniku miejscowej służby zdrowia to i tak błogosławieństwo dla niezamożnych ludzi z Szubry. Polski kapłan i siostry Egipcjanki wspierają się, jak mogą, takie maleńkie wysepki w islamskim archipelagu. Ksiądz żyje z wynajmu parafialnej sali na wesela, a raczej na uroczystości... narzeczeńskie, które tutaj odbywaj się rok przed ślubem i są dużo bardziej okazałe niż właściwe śluby.

Polska pomoc dla braci chrześcijan

Na kościelnym podwórku dostrzegam nowoczesny autobus ze swojskim napisem „Polish Aid”. To polski ambasador w Kairze załatwił, by środki, które i tak państwo polskie musi przeznaczać na tzw. „pomoc rozwojową” powędrowały nie na jakieś egzotyczne cele, ale posłużyły jako konkretne wsparcie dla katolickiej parafii kierowanej przez polskiego księdza. Odbywają się tu zresztą polskie msze ‒ w każdą sobotę o 17-stej. Rok temu, dzięki pracownikom rodzimej firmy budującej w Egipcie piece, frekwencja na tych mszach w ojczystym języku wynosiła około 40 osób. Teraz spadła do ok. 20, choć ja akurat byłem w przedostatnią sobotę na takiej, gdzie było nas raptem siedmiu: pięcioro Polaków i dwóch miejscowych... Śpiewaliśmy „Przyjdź z pokłonem, Ludu Boży”, a ja dodatkowo chyliłem głowę przed uporem polskiego kapłana, który daleko od swojej wsi pod Rawą Mazowiecką służy Bogu, ale też tej maleńkiej „Polsce poza Polską”, by użyć słów Jana Pawła II o rodakach na obczyźnie.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale