121 obserwujących
3511 notek
1668k odsłon
171 odsłon

O bałaganie na Wyspach, dzieleniu Polski przez Tuska i podwójnych standardach w PO i UE

Wykop Skomentuj

Nie ma co też ukrywać, że my i Brytyjczycy myślimy podobnie, gdy chodzi o kwestie regulacji wewnątrzunijnych – że powinno być ich mniej, za to więcej wolnego rynku, swobodnego przepływu towarów, ludzi, pracowników. Zbliża nas do Wielkiej Brytanii także realistyczny, zdroworozsądkowy stosunek do Rosji. Mam wrażenie, że Berlin, Paryż i Rzym, niezależnie od tego, kto tam rządzi, są bardziej otwarte na rosyjskie pseudoargumenty. 

Po trzecie, Warszawa i Londyn podobnie myślą o UE jako o raczej Europie Ojczyzn, Narodów, a nie jakimś federalistycznym superpaństwie. To, że uniknięcie brexitu byłoby to dla Polski i dla Unii najlepsze, nie oznacza jednak, że tak się stanie.  

Natomiast słowa ministra Lidingtona (Davida, ministra sprawiedliwości i lorda kanclerza Wielkiej Brytanii – przyp. red), że brytyjscy posłowie zostaną wybrani, ale nie obejmą mandatów, traktuję raczej jako element walki o wpływy i mandaty między torysami a euronegatywistami Nigela Farage’a. 

Czy w takim razie bałagan polityczny na Wyspach sprawia, że możliwe są tam przedterminowe wybory parlamentarne? 

Po pierwsze, eurowybory doprowadzą do spadku liczby mandatów dla Partii Konserwatywnej w PE, co oznacza, że EKR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) będzie miał mniejszy brytyjski komponent niż dotychczas. Mogą zaliczyć najgorszy wynik do Europarlamentu w historii.  

Co do przyspieszonych wyborów, nie należy tego wykluczać, natomiast nie jest to automat. Jeśli wybory europejskie zakończą się bardzo wyraźną porażką konserwatystów, to przed ew. przyspieszonymi wyborami do Izby Gmin możliwe będą wybory nowego szefa torysów. Theresa May może mieć duży problem z utrzymaniem swojego przywództwa.   

 Odnoszę wrażenie, że na wyjściu z UE już nikomu nie zależy. Torysi czują się w obowiązku przeprowadzić tę procedurę tylko dlatego, że taki był wynik referendum. To taki trochę gorący ziemniak, którego nikt nie chce trzymać w rękach. 

Rzeczywiście, trafna analogia, taki hot potato (śmiech). W czerwcu 2016 roku, w czasie, gdy było referendum, przygotowałem z moim współpracownikiem tekst, w którym wysunąłem tezę o „brexicie bez brexitu”. Wielka Brytania miałaby lewarować swoją pozycję w UE poprzez straszenie brexitem. Ale jak to w tym przysłowiu o sójce wybierającej się za morze – tak będzie wylatywać, aż w końcu nie wyleci.  

Myślę, że każdy miesiąc pozostawania Wielkiej Brytanii w UE zwiększa szanse na to, że ona ostatecznie z niej nie wyjdzie, niezależnie od tego czy odbędzie się drugie referendum czy też przez wcześniejsze wybory i uzyskanie mandatu przez nową Izbę Gmin – bo to ona ostatecznie rozstrzyga o brexicie bądź pozostaniu we UE. 

O tym się w debacie nie mówi, ale istotnym argumentem za pozostaniem Brytyjczyków w UE jest kwestia integralności terytorialnej tego państwa. Mówiąc prościej: chodzi o to, by Wielka Brytania nadal pozostała Wielką Brytanią, a nie Brytanią. Zdaje się, że i w Szkocji i Irlandii Północnej brexit może uruchomić różne tendencje: czy to separatystyczno-niepodległościowe (Szkocja) bądź jak w przypadku Irlandii Płn. próby połączenia się z Irlandią lub też osłabienia więzów politycznych z Londynem.  

To byłoby dla integralności państwa brytyjskiego niedobre i wśród tamtejszych elit może funkcjonować przekonanie, że lepiej, by Wielka Brytania była Wielką Brytanią w Unii niż Brytanią poza Unią.  

Jak Pan skomentuje i oceni wystąpienie Donalda Tuska na UW w dniu 3 maja? 

Zapamiętałem tylko kilka bon motów i grepsów, ale poważna polityka to jednak coś więcej. Ale tak po ludzku mu współczuję – Tusk czuł się jak gwiazda pop, zupełnie przyćmiona przez supportera, czyli Leszka Jażdżewskiego. 

 Czy ma Pan wrażenie, że to jednak było jakieś tam zaangażowanie się w kampanię, a także swoiste preludium do powrotu Tuska do polityki? 

Oczywiście, że to wystąpienie było polityczne i nie przypadkiem miało miejsce w trakcie kampanii. Ono było jednak bardziej anty-PiS niż pro-Koalicja Europejska. 

Pewnie Pana zaskoczę, ale nie uważam, by Tusk pałał wielką ochotą do powrotu do polskiej polityki. Pewnie tego nie wyklucza – gdyby cały naród do niego przyszedł, to by łaskawie się zgodził. Zwrócę jednak uwagę, że według ostatnich sondaży, jedynie 1/3 Polaków, kilkanaście procent mniej niż pół roku temu, chce jego powrotu. 

Może przerwę też spekulacje, mówię to pierwszy raz publicznie: uważam i wyczuwam, że obóz PO bardziej myśli o wystawieniu w wyborach prezydenckich w 2020 roku Rafała Trzaskowskiego, a nie Tuska i że to on będzie kontrkandydatem Andrzeja Dudy.  

Trzaskowski pojawiał się w końcu w niektórych sondażach, takich spekulatywnych, ale to by oznaczało, że nie do kończy kadencji jak prezydent Warszawy. 

Dlaczego nie dokończy? Może wystartować, przegrać i dokończyć. 

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka