82 obserwujących
514 notek
1588k odsłon
21870 odsłon

Tortury Świętej Inkwizycji

Wykop Skomentuj23

 „Ażeby prawda dobyła się z twoich ust i abyś poniechał obrażania uszu sędziów, niniejszym osądzamy i skazujemy cię na poddanie męczarniom i torturom.”

Oficjalnie na tortury zezwolił papież Innocenty IV w swojej bulli „Ad extirpanda” w 1252 roku, gdyż wcześniej wcale nie były aż tak popularne, jak to się uważa. To dla wielu pewnie zaskakujące, ale to właśnie Inkwizycja upowszechniła stosowanie tortur, nawet wobec dzieci. Tłumaczenie „Ad extirpanda” dosłownie znaczy „Do wyplenienia”.

Już w 1245 roku Innocenty IV upoważnił inkwizytorów do udzielania rozgrzeszenia swym sługom z wszelkich aktów przemocy. W 1256 roku Aleksander IV nadał wszystkim inkwizytorom prawo wzajemnego rozgrzeszania się z tzw. kanonicznych nieprawidłowości.

Metoda sznura– jeśli byłeś dzieckiem to ta metoda była bardzo prawdopodobna. Wobec nieletnich stosowano tą ciekawą torturę, polegającą na związywaniu ciasno rąk cienkim sznurem. Gdy już wystarczająco napuchły, stosowano na przemian luzowanie i zaciskanie więzów w odpowiednich miejscach, czym wywoływano dotkliwy ból, którego dzieci nie potrafiły znieść.

Gruszkabardzo ciekawy przyrząd, miał być używany głównie dopochwowo albo też doodbytniczo. Wepchnięty i rozkręcany „instrument” miał zwiększać mocno swoje rozmiary i rozrywać ciało. Zważywszy na silne unerwienie w tym miejscu, ten wynalazek mógł powodować koszmarne cierpienia. Zaiste, coś takiego mógł wymyślić jedynie inkwizytor.

Tu wizerunek owego cacka. Można by rzec, że pierwsze sex-shopy należały do Inkwizycji.

Tortury Świętej Inkwizycji

Gruszka była jednak obarczona pewnym błędem konstrukcyjnym, który w wielu wypadkach (jeśli owo narzędzie nie zostało wykonane z należytą starannością) nie pozwalał na jej pełne rozkręcenie (skrzydełka się blokowały, czasem nawet wyłamywały). Więc najprawdopodobniej była ona rzadko stosowana.

Próba wody– z pewnością najpopularniejsza metoda przesłuchań, z uwagi na jej prostotę i czystość (nie brudziła i nie wymagała użycia wyrafinowanych urządzeń). Polegała ona na wlewaniu do gardła takiej ilości wody, by u ofiary wywołać uczucie, że się topi. Mała próba wymagała użycia około 10 litrów, duża 20 litrów wody. Dla zwiększenia efektu kaci bili torturowanego po brzuchu. O jej ogromnej skuteczności świadczy to, że z rąk inkwizycji przejęło ją gestapo i NKWD. Jest ona stosowana po dziś dzień, ostatnio przez „najbardziej demokratyczny kraj na świecie”, i występuje pod nazwą „waterboarding”.

Próba ognia– kolejna, bardzo popularna metoda. W swej najprostszej formie polegała po prostu na przypiekaniu nóg ogniem. Dla zwiększenia efektu smarowano skórę olejem. Jednym z najsławniejszych przypiekanych za herezję był wielki mistrz templariuszy, Jakub de Molay (nie muszę mówić, że przyznał się do wszystkiego).

Strappado– pozwalało ofiarę powiesić za przeguby rąk (związane na plecach), a ciężary u nóg lub ręce kata powodowały wyrywanie kończyn ze stawów. Znowu bardzo prosta (wystarczył sznur i drabina) i skuteczna metoda przesłuchań, dlatego także często stosowana. Wyrwane ze stawów ręce heretyków (stosowano to także wobec czarownic) zawsze można było nastawić (kaci zdobywali w tym względzie dużą biegłość) a wobec ofiary zastosować inną metodę. Wówczas uważano, że ta metoda nie powoduje trwałych obrażeń, ale był to pogląd całkowicie błędny.

Tortury Świętej Inkwizycji

Zgniatanie palców– początkowo dwie deski skręcane śrubami, pomiędzy którymi umieszczano palce ofiary. Później ten przyrząd został technicznie rozwinięty, a nawet zminiaturyzowany, także można było go nosić przy sobie i stosować wedle okazji (zwłaszcza podczas gościnnych występów). Wbrew pozorom ten przyrząd wzbudzał prawdziwą grozę – nawet lekko okaleczone dłonie nie nadawały się później do pracy, a efektem miażdżonych kości mogło być kalectwo (nawet utrata palców). Oczywiście bulla Innocentego IV nakazywała tak stosować tortury, by nie doprowadzić do trwałego kalectwa, jednak róznie to bywało … a inkwizytorzy zawsze mogli siebie rozgrzeszyć z tych „kanonicznych nieprawidłowości”.

Krzesło inkwizytorskie– makabryczny „fotel” wyposażony w zapięcia, pozwalające na utrzymywanie ofiary w bezruchu oraz w kolce i palenisko pod siedzeniem. Bardzo wygodny (wygodny oczywiście dla katów:) dla prowadzenia wielogodzinnego przesłuchania, pozwalający też na łączenie różnych metod. Krzesła miały różne wymiary, kształty i fantastyczne odmiany.

Tortury Świętej Inkwizycji

Uwięzienie– Inkwizycja jest chyba pierwszą instytucją, która z pełnym rozmysłem stosowała metodę uwięzienia jako tzw. areszt wydobywczy. Ludzi przetrzymywano ich w celach, z których w zasadzie nie mieli żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Jedną z charakterystycznych cech tej tortury było to, że podejrzanych o dopuszczenie się herezji traktowano o wiele gorzej niż heretyków, którym udowodniono już winę. Często cela inkwizycyjna była ciemna, wilgotna i zarobaczona. Albo tak malutka, że nie można było się w niej wyprostować, oraz posiadała jeden otwór w podłodze na odchody, i drugi w ścianie (nie było drzwi, gdyż skazanego po prostu zamurowywano), przez który podawano jedzenie.

Wiezienie było też oczywiście najpopularniejsza z kar stosowanych przez Inkwizycję, zwykle bez określenia terminu (uwolnienie leżało całkowicie w gestii inkwizytora).

Więźniów pozbawiano możliwości przystępowania do sakramentów - jedynym wyjątkiem była spowiedź, ale, co bardzo interesujące, bez możliwości uzyskania rozgrzeszenia. Fakt ten wyraźnie wskazuje na to, że wszyscy aresztowani przez Inkwizycję byli przez nią z góry traktowani jako winni herezji, zanim jeszcze zapadł wyrok w ich sprawie.

Tych kilka w gruncie rzeczy prostych metod było podstawą działalności, jaką stosowano dla zdobycia królowej dowodów, czyli przyznania się do winy. Takie gargantuiczne przyrządy jak sławne wahadło (znane z opowiadania Edgara Allana Poe) mogło służyć jedynie jak efekt psychologiczny. Po prostu nie nadawało się do użycia (ostrze grzęzło w ciele), mimo iż wyglądało przerażająco. Podobnie było z żelazną dziewicą, czyli swoistego rodzaju trumną wystylizowaną na postać kobiety, z kolcami skierowanymi do środka. Najprawdopodobniej owe kolce lekko wbijano w ciało nieszczęsnego lokatora dziewicy, a ten sam zadawał sobie cierpienia każdym swoim ruchem. Na naszych terenach nie występowała, choć czasami pobożna ludność wykazywała się inwencją i zamykała ofiary (np. czarownice w Doruchowie) w beczkach z obowiązkowymi napisami „Jezus, Maryja, Józef”.

Inkwizytorzy szybko się zorientowali, że w odpowiednim zmiękczeniu oskarżonego bardzo pomaga już samo pokazanie narzędzi tortur, co właśnie może być powodem wymyślania takich absurdalnych narzędzi jak gruszka, wahadło, czy żelazna dziewica. Odpowiednie pokazy zalecali w swych podręcznikach Bernard Gui i Mikołaj Eymerich, twierdząc, że jest to bardzo skuteczne. Mieli rację, gdyż wielu rezygnowało z oporu na sam widok niektórych narzędzi i było gotowych przyznać się do wszystkiego.

W końcu wśród podejrzanych zwykle było niewielu prawdziwych heretyków, zdolnych do wytrzymywania straszliwych tortur. Zwykle byli to ludzie przypadkowi, ofiary plotek i donosów, wymuszonych strachem.

ryuuk.salon24.pl/351005,narodziny-inkwizycji

http://ryuuk.salon24.pl/399065,inquisitorium-proces-inkwizycyjny

Leszek Biały „Dzieje inkwizycji hiszpańskiej”.

Jonathan Kirsch „Historia prześladowań religijnych”.

T. Maciejewski "Narzędzia tortur, sądów bożych i prób czarownic".

H. Ch. Lea, History of the Inquisition of the Middle Ages – jest to pozycja obowiązkowa dla każdego interesującego się ta problematyką, choć nieco już stara, do tego nie ukazała się w jeżyku polskim (przynajmniej tak mi się zdaje).

W programie „Maszyny śmierci”, wyświetlanym na kanale Discovery World, grupa prowadzących testuje najsławniejsze z tego typu maszyn:)

P.S.

W polskim prawie do wydania w 1532 r. Caroliny, proces inkwizycyjny i tortury miały znaczenie marginalne, a przypadki ich stosowania były sporadyczne. Co prawda w 1424 roku pod naciskiem kościoła Władysław Jagiełło wydał edykt wieluński, w którym wyznawanie herezji husyckiej było przyrównane do zbrodni obrazy majestatu (!), a starostom i sądom miejskim nakazano ściganie podejrzanych, wskazanych przez inkwizytorów i przekazywanie ich sądom duchownym, które po uznaniu ich winnymi oddawały ich w ręce świeckiego wymiaru sprawiedliwości, celem przeprowadzenia egzekucji. Jednak od połowy XV w. tendencja ta uległa poważnemu ograniczeniu, a sądownictwo kościelne starano się odseparować

Wykop Skomentuj23
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura