164 obserwujących
1923 notki
4662k odsłony
3062 odsłony

Tę wigilijną opowieść dedykuję Oldze Tokarczuk

Wykop Skomentuj87

Porzuciwszy wspomnienia przyjrzałem się baczniej wyrzeźbionej przez starego gazdę szopce i dopiero wtedy zrozumiałem, że ten góral mówił prawdę, iż to szopka zaczarowana. Taka była piękna! W żłobku wymoszczonym sianem spał na boczku Juzusik przykryty wykrochmaloną pierzynką w błękitne bławatki, pyzaty, rumiany, widać, że szczęśliwy i bezpieczny. Spał z zamkniętymi oczkami tak smacznie, iż mi się zdawało, że słyszę jego cichy oddech. Przy żłobku czuwali Józef i Maryja. On, zafrasowany o los rodziny wspierał o brzeg kołyski spracowane dłonie, zaś Ona, chabrooka, odziana w karminową suknię ze złotymi lamówkami pochylała się czule nad synkiem osłaniając Go od grudniowego chłodu ażurowym welonem ze śnieżnobiałej koronki. Gdy tak siedziałem wpatrzony w czarodziejką szopkę zdało mi się, że słyszę dobiegające z Nieba słowa staropolskiej kolędy: „Pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i Panienki, powitajmy Maleńkiego i Maryję Matkę Jego…”. I wtedy dostrzegłem wyrzeźbione przez starego gazdę zwierzątka, które przydreptały do jezusowego żłobka. Uszatego osiołka, łaciate cielątko, wełnianą owieczkę, burka merdającego ogonkiem i śnieżnobiałą gąskę. I tylko pomyśleć, że te wszystkie cuda gazda wyczarował z kawałka lipowego drewna, w idealnej harmonii i porządku, bez jednego zbędnego ruchu dłuta. I znów, wpatrując się w góralskie arcydzieło znalazłem się w naszym rodzinnym domu, w którym przed Bożym Narodzeniem pachniało cynamonem i rodzinnym szczęściem, a przed Wigilią na rozgrzanej do czerwoności blasze kuchennego pieca dochodził postny barszcz na suszonych borowikach, w szabaśniku smażył się świąteczny indor, starszy brat mielił mak, Tata w ucierał masę na tort, którą mu ukradkiem podkradałem paluchem z makutry, a Mama skrobała w pośpiechu karpie dając każdemu z domowników po łusce na szczęście.

Znów powrócił rok 1951, gdy po wigilijnej kolacji Mama z Tatą wstali od świątecznego stołu, zasiedli do naszego Steinwaya i podgrywając cichutko na cztery ręce zaintonowali kolędę, która mi się wryła w duszę: „Lulajże Jezuniu, moja Perełko, lulaj ulubione me Pieścidełko. Lulajże Jezuniu, lulaj, że lulaj, a ty go matulu w płaczu utulaj”. Nie wiedzieliśmy jeszcze, iż była to nasza ostatnia Wigilia z Tatą. Mama odeszła kilka tak później, bo pękło jest serce. Tak Kochała Tatę.

Tej góralskiej szopki nie oddałbym za żadne skarby świata, bo ilekroć na nią patrzę znów jestem z Mamą i Tatą w naszym starym domu wypełnionym magiczną aurą czułości i dobroduszności, - czego pani Oldze oraz wszystkim bez wyjątku Gościom mojego blogu na te Święta życzę.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki i niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)

Najlepszy komentarz - ŻYWICA10 grudnia 2019, 23:58
@Autor Zacarowana sopka robi swoje. Przywołała swoim ciepłem i blaskiem odbitym od wspomnień z dzieciństwa i twarzy ukochanych nam najbliższych, którzy już od nas odeszli ciałem ale żyją w nas nadal; ludzi dobrej woli, którzy przyszli tutaj, ażeby się ogrzać i powspominać o najpiękniejszych dniach swojego życia. Okazuje się, że dobrem można jednak przezwyciężać zło.
Te przepiękne antynomie zawarte w jednej z najcudowniejszych polskich kolęd...potwierdzają, że kiedy:
Bóg się rodzi....moc truchleje
Ogień...... krzepnie
Blask...... ciemnieje
Wzgardzony....okrywa się chwałą
A SŁOWO ....staje się CIAŁEM
I......znowu ZAMIESZKUJE MIĘDZY NAMI.
Taka jest bowiem POTĘGA SŁOWA, gdyż było NA POCZĄTKU i wypowiedziane przez BOGA....ma MOC TWORZENIA.
Nienawistnicy też tu przyszli, zajrzeli jak przysłowiowy diabeł do Bethleem....i poszli sobie.
Stwierdzili, że nie mają TUTAJ czegokolwiek szukać, gdyż NAS jest po prostu WIĘCEJ I CORAZ WIĘCEJ. TAK TRZYMAĆ Panie Doktorze. Pozdrawiam, życząc Dobrej i Spokojnej Nocy. PS. Dziękuję za MOTTO do Pańskiej notki....ale jestem prawdę mówiąc bardzo tym wyróżnieniem zażenowany i cieszę się zarazem.

A oto moja na ten komentarz odpowiedź:

echo24 11 grudnia 2019, 00:40
@ŻYWICA --- Dziękuję Panu za przepiękny i mądry komentarz wieńczący przekaz notki, a co ważne wyrażony językiem, którego nie powstydziłaby się nasza nowa Noblistka. Tak. Tak. Słusznie Pan napisał, że taka jest potęga słowa, gdyż było na początku i wypowiedziane przez Boga... ma moc twórczą. Moc, która literackiemu twórcy przydaje charyzmy, przyjaznego ludziom sposobu bycia i magnetycznej osobowości, która pozytywnie wpływa na innych, poprawia im samopoczucie, poszerza wyobraźnię, a co najważniejsze budzi ochotę do życia i działania. Ale do tego potrzebny jest dany przez Boga jedynie wybranym talent literacki, odwaga głoszenia prawdy, polot, wrodzony instynkt aktorski, odrobina malarskiej fantazji i cały ocean dobroduszności. Nie wiem, czy nasza nowa Noblistka jest osobą wierzącą i nawet nie śmiałbym o to pytać. Ale po wysłuchaniu jej noblowskiego wykładu zaryzykuję tezę, że się na mnie z pewnością nie obrazi, jak powiem, iż jest Bożą wybranką. Niech się Jej po tych wszystkich noblowskich emocjach dziś w nocy Anioły przyśnią.

Czytaj Także: K. Pasierbiewicz, „Piękni dwudziestoletni” kontra pokolenie Króla Ćwieczka" - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1005005,piekni-dwudziestoletni-kontra-mentalnie-skisle-pokolenie-samolubnych-zgredow-krola-cwieczka

Zobacz galerię zdjęć:

Rok1945. Nasz stary dom. Autor u taty na rękach. Mama w białej sukni
Rok1945. Nasz stary dom. Autor u taty na rękach. Mama w białej sukni
Wykop Skomentuj87
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości