Blog
Serce ma swoje racje, których rozum nie jest w stanie pojąć
seaman
seaman There`s more to life than books, you know, but not much more.
288 obserwujących 1131 notek 3436105 odsłon
seaman, 1 grudnia 2018 r.

Czy Julia Pitera zostanie profesorem w Instytucie Demokracji Unijnej?

1836 80 1 A A A

Wyjaśniło się wreszcie dlaczego Platforma Obywatelska nie pogodziła się z werdyktem wyborczym 2015 roku. Chodzi o to, że ilość głosów oddanych na PiS jest mniejsza od sumy głosów nie oddanych na PiS oraz osób, które nie wzięły udziału w wyborach. Precyzyjną wykładnię dała Julia Pitera przy okazji głosowania w Parlamencie Europejskim, krytykując rezolucję potępiającą praktyki Jugendamtów: "Przewodnicząca komisji petycji, która była sprawozdawcą projektu, po tym głosowaniu wycofała swoje nazwisko, a osób głosujących przeciw i wstrzymujących się od głosu było więcej niż tych, które głosowały za". W Platformie muszą teraz żałować, że Bronisław Komorowski nie wycofał swojego nazwiska po zwycięstwie Andrzeja Dudy wyborach prezydenckich. Byłby to mocny powód do kontestacji wyniku, a może nawet unieważnienia wyborów. 

Zaliczanie wstrzymujących się do wyniku głosowania lub ich niezaliczanie, to wynalazek demokracji unijnej. Tylko patrzeć, jak zostanie przeniesiony na grunt państw narodowych. Doskonale zdał egzamin w przypadku artykułu 7 dla Węgier, które rozgromiono w PE, nie wliczając wstrzymujących się. Wstrzymujących się w razie potrzeby można doliczyć do głosujących przeciw, jak przytomnie zasugerowała Julia Pitera – skoro głosujący mogą głosować za lub przeciw, to i wstrzymujących  się nie można przecież dyskryminować. Jak z powyższego wynika, Unia Europejska ma przed sobą świetlaną przyszłość, coś na miarę dawnego bloku państw demokracji ludowej pod egidą Związku Radzieckiego.

Demokracja unijna ma już na koncie niesłychanie innowacyjną wersję referendum obywatelskiego – powtarzanie aż do skutku, czyli efektu pożądanego przez unijnych przywódców. Tak było w przypadku ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, więc w sprawie fundamentalnej. Przywódcy unijni są bowiem nam na tyle drodzy, że nie możemy narażać na szwank ich reputacji przez zdanie się na vox populi. Ten pogląd znajduje wyznawców w Polsce od dawna: "W sprawach istotnych dla demokracji, dotyczących jej fundamentów, nie każdy ma równy głos" – wyznała kiedyś Magdalena Środa, znany filozof unijny.

W ogóle wybory powszechne, w szczególności głosowanie, wydaje się być być demode wśród unijnych elit. Jak się bowiem okazuje, głosowanie prowadzi do szkodliwego rozłamu, podziałów oraz tworzenia się frakcji. Tak uzasadniano przed poprzednimi wyborami do PE fakt, iż przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej (do której należy także Platforma) wybierano w kuluarowych podchodach i na tajnych konwentyklach. Sam Donald Tusk, rezygnując z kandydowania w wyborach prezydenckich 2010 roku uzasadniał ten krok w sposób, który wpisuje się w pełni w demokrację unijną: "Wybory prezydenckie mogą w Polsce się stać zarzewiem niepokoju, a efektem tych zmian będzie usunięcie konfliktu i kłótni". Ciekawe, jak ten miłośnik politycznej idylli uzasadni swój start w wyborach prezydenckich 2020. Warto chyba będzie przypomnieć mu te słowa.

Wydaje się więc, że jeśli chodzi o głosowania, ta postać demokracji jest schyłkowa w Unii Europejskiej. Podobny los może spotkać zasadę większości. Dlaczego niby parlament ma wyrażać wolę większości, skoro jesteśmy przeciwko dyskryminacji mniejszości? Nie ma żadnego powodu, żeby nie przyjąć za obowiązującą wolę mniejszości, jeśli tę uzna się za jedynie słuszną w danej sprawie. Decydować będą oczywiście nasi drodzy unijni przywódcy na podobnej zasadzie, jak wliczanie lub nie wliczanie głosów wstrzymujących się do wyniku głosowania.

Wszystkie te wynalazki unijnej demokracji nie mogą być wcielane w życie ot tak, ad hoc czy z głupia frant. Skoro jest baza musi być i nadbudowa, tak mówi nam doświadczenie ubiegłych wieków. Nadbudową zajmą się odpowiednie instytucje unijne. W Polsce nie będzie z tym problemu. Mamy przecież Magdalenę Środę, mamy Instytut Bronisława Komorowskiego, Instytut Lecha Wałęsy oraz Julię Piterę, wschodzącą gwiazdę. Tylko ustępujący z urzędu prezydent Komorowski wyprowadził z kancelarii tyle sprzętu (włącznie z deską do krojenia oraz kieliszkami) na wyposażenie swojego Instytutu, że oni muszą tam dokonać jakiegoś wynalazku. Mamy zatem w kraju wystarczającą ilość mędrców europejskich, żeby w Polsce przyjęła się demokracja unijna, czyli najwyższa forma tego ustroju. 

PS. Swoją drogą, zdumiewa mnie fakt, że Jugendamt nie zadbał, aby głosy wstrzymujące się zaliczono do głosów przeciw rezolucji Parlamentu Europejskiego. Przecież to instytucja niemiecka, a nie jakaś tam prowincjonalna, węgierska czy cypryjska. To kolejne potwierdzenie, że Niemcy przechodzą potężny  kryzys polityczny władzy, skoro tak prostej sprawy nie potrafią załatwić w ramach demokracji unijnej.

Opublikowano: 01.12.2018 11:34.
Autor: seaman
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @wiesława  "Choć Wałęsa przegrał już wszystko, robi wrażenie, że jest ciągle w...
  • @JacekB  "Jeszcze trochę i wyjdzie laurka. Bredzenie wynika z samotności? " W każdym razie...
  • @Alexandra  Ciekawe myśli Pani do głowy przychodzą:)

Tematy w dziale Polityka