2 obserwujących
11 notek
10k odsłon
  3073   2

Żyję - po "dalekiej podróży"

Testamentu nie spisałem. Nie byłem w stanie. Krótki opis "cholery" pod nazwą Covid19. A więc w sobotę 17.04 mnie złapało. Kaszel - jeszcze nie ostry i mocna potliwość.Lekarz, skierowanie na wymaz i w niedzielę SMS z MZ a później telefon z Sanepidu. Wynik dodatni! A więc jest - pomyślałem - nie przejmując się bardzo. W końcu jestem podwójnie zaszczepiony. Kaszel i osłabienie do późnego poniedziałku z regularnie wysyłanymi danymi na program MZ. Późnym wieczorem się zaczęło, saturacja 84-86%, kaszel bez przerwy, temp. spadła do 35,2C. I to tyle, we wtorek wczesnym rankiem poprosiłem syna by zlikwidował wszystkie me aktywności w internecie. Byłem pewien że nie przetrwam bo już miałem zaniki. Co się działo nie wiele pamiętam, dzisiaj wiem że synowa wzięła urlop i całe dnie "dyżurowała" przy mnie. Pogotowie z urzędu przyjechało mnie zabrać lecz rodzina się nie zgodziła. I dzięki im za to! Od wtorku 20.04 jeszcze nie leżałem, ciągle siedzę. To decyzja synowej by nie obciążać płuc. W czwartek rano usłyszałem jak synowa mówi "mamo wygraliśmy". Nie wiedziałem co ale zrobiło się głośno. Z godziny na godzinę bardziej kontaktowałem. Wczoraj mi powiedzieli że walczyli ze mną nie wiedząc co będzie. Bez pomocy szczepionek chyba nie daliby rady.

A teraz garść danych jakie są w notatkach synowej - obawiała się najgorszego odmawiając hospitalizacji. Saturacja wtorek - środa najwyższa 86%, najniższa 80/82%. Puls mierzony co godz. 53-57, temp. 34,7- 35,2 oddech 32-36 min. I teraz najważniejsze , zero tlenu a non stop inhalacje na rozszerzanie płuc i oskrzeli Atroventem i jeszcze inną substancją w połączeniu z solą fizjologiczną. Flegma z płuc -brrrr - schodzi ze mnie "tonami" ale od wczoraj coraz lepiej. O 19 saturacja97-95% czyli super. Do 27.04. mam narzuconą izolację, podobno od środy "damskie boksery" odpuścili gdy zobaczyli w jakim jestem stanie.

Uciekło mi kilka dni z życiorysu ale jeszcze jestem,  jeszcze oddycham. Za miesiąc i tydzień 50 lat naszego małżeństwa - podobno maj miał być pechowy - a 11 czerwca syn z synową mają 20 lat po ślubie. Urządzę - jak dożyję - spotkanie z rodziną i znajomymi w Trybszu. W końcu trzeci raz "się urodziłem".Nikomu nie życzę tej choroby - oprócz jednego z Żoliborza - mimo że przeszedłem ją dosyć szybko i być może bez strat zdrowotnych. Ale najcięższa grypa to pestka przy Covid19.

A wszystkim koronasceptykom  - ech przemilczę, ale niech się pukną w głupie łepetyny.

Lubię to! Skomentuj202 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości