Blog
sivis
.SenacinimoD.
0 obserwujących 3 notki 13423 odsłony
.SenacinimoD., 29 maja 2009 r.

Homoseksualizm

Współczesne państwo w swych relacjach z obywatelami ma obowiązek być ślepe na ich orientację seksualną.

O ile pod tymi słowami Pani profesor nie chce przemycić rzekomego prawa homoseksualistów do małżeństwa czy adopcji, to jak najbardziej zgadzam się, że osób o takich skłonnościach nie należy w żaden sposób dyskryminować. Katechizm naucza, jak należy podchodzić do takich osób – z należytym szacunkiem i delikatnością oraz pod żadnym względem nie dyskryminować (KKK 2358). Należy na co dzień zachowywać się tak, by żaden homoseksualista nie obawiał się, czy ujawnienie jego orientacji zmieni nasz stosunek do niego. Nie można ich zmuszać do ukrywania się ze swoją orientacją, jeśli sami czują się z nią dobrze. Trzeba też rozumieć ich protesty przed niesłuszną dyskryminacją i nawet wspierać ich w tym. 
 

I wreszcie to, co wzbudziło we mnie największe zadziwienie gdy zestawiłem treść tego akapitu z tytułem przed nazwiskiem autorki…

Nic też nie mają do rzeczy zarzuty, że homoseksualizm jest "nienaturalny". Zarzuty te odznaczają się żenującą mętnością, ponieważ nie wiadomo, co to znaczy "nienaturalny". Jak mogą w świecie fizycznym zachodzić zjawiska "nienaturalne"? Niezgodne z prawami natury? Przypuszczenie, że takie zjawiska w świecie zachodzą, jest absurdalne.

To dopiero, delikatnie mówiąc, żenada. Jak profesor filozofii może nie wiedzieć, co oznacza „natura”, skoro każdy, kto zaliczył jakikolwiek kurs, gdzie wspominano o filozofii starożytnej, dowiedział się, że już ci mądrzy Grecy wieki temu wiedzieli, iż „natura” nie zawsze oznacza „przyroda”, a już w ogóle nie w takich dyskusjach. Bo kto o zdrowych zmysłach negowałby fakt, iż homoseksualizm występuje w przyrodzie? Pewnie, że występuje, tak samo jak występuje pedofilia, zoofilia czy kanibalizm [nie mam tu oczywiście zamiaru zrównywać homoseksualizmu z wymienionymi zjawiskami]. I w tym sensie patrząc na naturę – owszem, można powiedzieć, że homoseksualizm jest naturalny. Takie podejście można jeszcze jakoś zrozumieć w artykule biologa24, ale pominięcie meritum u filozofa jest już naganne. Tym bardziej, że dalej Pani profesor stosuje pojęcie natury bynajmniej nie zrównując go z przyrodą. Więc albo jest ono rozumiane tylko intuicyjnie, albo jest ono rozumiane i właśnie czytelnicy zostali okłamani, albo mamy do czynienia z zawinioną ignorancją. Naturze w kontekście homoseksualizmu poświęcę kolejny tekst, żeby tego komentarza nie przeciągać jeszcze bardziej. 

Zarzut "nienaturalności" często opiera się na przekonaniu, że "naturalną" funkcją aktu płciowego jest prokreacja. Ten pogląd wynika z ignorancji. Prokreacja jest doniosłą, ale niejedyną funkcją aktu płciowego w szeregu populacji zwierzęcych.

Po pierwsze, nie taka znów ignorancja, skoro nawet Pani profesor prokreacji jako celu aktu płciowego nie neguje. Po drugie, jeszcze nie spotkałem się ze stanowiskiem, by ktokolwiek negował występujące w przyrodzie (zarówno u ludzi jak i u zwierząt) inne cele tegoż aktu. Nie wiem więc, z kim polemizuje Autorka. No, chyba że z krysznaitami, którzy rzeczywiście za jedyny dopuszczalny cel seksu mają prokreację25

Dalej Pani profesor, wyrządzając niedźwiedzią przysługę aktywistom ruchów gejowskich, podpowiada nam argument za… nienaturalnością seksu homoseksualnego:

W przypadku Homo sapiens pewne zmiany fizjologiczne i psychiczne, które nastąpiły w toku ewolucji, umożliwiają pełnienie przez akt płciowy pewnych funkcji nader istotnych dla jednostki i populacji w sytuacjach, gdy prokreacja nie jest możliwa - np. w czasie okresowej bezpłodności kobiety. Funkcje te są zazwyczaj spełniane na bazie relacji heteroseksualnych - niekiedy jednak na bazie relacji homoseksualnych.

Po tym ewolucyjnym wprowadzeniu samo nasuwa się pytanie – po co „niekiedy” bywają spełniane „na bazie relacji homoseksualnych”?

Jeśli tak podchodzimy tu do natury – gdyby homoseksualizm był naturalny, natura wytworzyłaby tylko jedną płeć (André Frosard)... 

Stwierdzono je [związki homoseksualne – dop. S.A.] też w populacjach zwierzęcych. Może ma to dla kogoś znaczenie w orzekaniu o tym, co jest "naturalne".

Tak, ma znaczenie, na przykład dla wspomnianych wcześniej biologów. Po prostu – kolejne przykłady występowania w przyrodzie tego zjawiska.

Ciekawie na ten temat wypowiedział się Jacek Prusak SJ:

„Nawet jeśli takie odkrycia [występowania homoseksualizmu wśród zwierząt - dop. S.A.] są prawdziwe, to ich wartość dla zrozumienia ludzkiego seksualizmu jest ograniczona i w żadnym stopniu nie są one dowodem na genetyczne źródło pochodzenia orientacji seksualnej wśród ludzi. Inna jest seksualność zwierząt, a inna człowieka, co widać chociażby na przykładzie procesu dobierania się w pary. W przypadku zwierząt rolę fundamentalną odgrywa tu instynkt. W przypadku ludzi w grę wchodzi nie tylko popędowość, ale czynniki indywidualne i kulturowe a więc także wolna wola, wybór, decyzja etc. Dlatego degradujące dla ludzkiej seksualności jest automatyczne porównywanie jej do seksualności zwierząt, co obraża także osoby o skłonnościach homoseksualnych.26” 

Istotne jest tu jednak to, że wymóg powstrzymywania się od zachowań "nienaturalnych" - cokolwiek by to znaczyło - należy do szczególnego etosu pewnych ludzi w naszym społeczeństwie. Nie mają oni moralnego prawa domagać się od innych ludzi stosowania się do tego wymogu w takim czy innym arbitralnym jego rozumieniu.

Zgadzam się. Od nikogo, kto nie uważa homoseksualizmu za zjawisko nienaturalne/grzeszne nie mam prawa wymagać, by powstrzymywał się od praktykowania go.  

Czytając dalej artykuł, spotkamy się z fałszywymi analogiami zestawiającymi homoseksualizm z prawo/leworęcznością czy kolorem włosów, oraz propozycją złożoną heteroseksualnej części społeczeństwa, by „sprawdziła”, czy czasem nie jest biseksualna… 

Zastanowię się natomiast nad źródłami nietolerancji wobec homoseksualizmu. Trzy z nich wydają się mieć szczególne znaczenie. Pierwszym są szeroko rozpowszechnione w naszym społeczeństwie tradycyjne przeświadczenia - niepotwierdzone przez naukę - na temat związku homoseksualizmu z jakimiś odmianami socjopatologii czy psychopatologii albo ze skłonnością do chorób. Potrzebna jest tu w walce z nietolerancją edukacja społeczna.

Przytoczone na początku mojego komentarza badania naukowe jak widać potwierdzają owe szeroko rozpowszechnione tradycyjne przeświadczenia. Oczywiście wspomniane socjo/psychopatologie czy skłonność do chorób nie mogą być przyczyną nietolerancji i braku szacunku. Jeśli widzimy że ktoś ma problem, naturalnym odruchem powinna być chęć udzielenia pomocy.  

Źródłem drugim jest przekonanie wyznawców najbardziej rozpowszechnionych w naszym społeczeństwie wyznań, że praktykowanie homoseksualizmu jest grzechem. Osobliwością tego przekonania jest to, że jego wyznawcy często zdają się mniemać, że homoseksualizm jest zakazany przez Boga nie dlatego, że jest ze swej istoty szkodliwy - lecz jest zły, ponieważ jest zakazany przez Boga, a przeto grzeszny.

Nie wiem, z jakimi fundamentalistami Pani profesor miała do czynienia. W każdym razie w moim Kościele takich tendencji nie dostrzegam. Praktyki homoseksualne uważam za grzeszne, gdyż są sprzeczne z Bożym zamysłem. Dowiedzieć się o tym możemy zgłębiając biblijną antropologię czy konkretne teksty piętnujące akty homoseksualne. Dlaczego złe? W bardzo dużym skrócie i uproszczeniu – bo eliminują z aktu seksualnego jego najważniejsze cele oraz nie są wyrazem komplementarnej miłości.

A jak pokazują przytoczone wyżej statystyki – Bóg dobrze wiedział, czego zakazuje. 

W oczach osoby niewierzącej osobliwością tego przekonania jest również to, że według niego homoseksualizm nie jest zwykłym grzechem, lecz grzechem szczególnie znienawidzonym przez Boga.

Czegoś takiego nie dostrzegam ani w Biblii, ani w nauce Kościoła. Zaprezentowanego dalej podejścia profesora filozofii (który jakieś podstawy hermeneutyki powinien znać) do tekstu starożytnego nie będę komentował. 

Zgadzam się z dalszymi rozważaniami Pani profesor o „fobiach”. Mamy do nich „prawo”, o ile nie szkodzą one nam, ani nie są przyczyną niechęci, a już w ogóle okazywania negatywnych uczuć czy ograniczania wolności, wobec innych osób. 

Dlaczego jednak sprzeczne z nimi miałoby być domaganie się, by trwałe partnerskie związki homoseksualistów cieszyły się prerogatywami analogicznymi do małżeństw heteroseksualnych? To tak, jak gdyby przyznanie praw wyborczych kobietom uszczuplało prawa wyborcze mężczyzn. W jaki sposób spełnienie postulatu homoseksualistów zagrażać by miało monogamicznym rodzinom heteroseksualnym?

Dlaczego nie można traktować równo małżeństw (których chociażby z definicji nie mogą zawierać homoseksualiści) ze związkami partnerskimi homoseksualistów?
Po pierwsze dlatego, że prawo cywilne musi być zgodne z prawem naturalnym. Po drugie, to byłoby niesprawiedliwe dla małżeństw. Nie dajmy się omamić fałszywym analogiom. Społeczeństwo istnieje dzięki temu, że są rodziny. Rodzina jest więc najwyższym dobrem państwa i to o rodziny państwo powinno najbardziej się troszczyć. Jakie korzyści ma społeczeństwo ze związków homoseksualnych? Nie ma żadnych, dlatego – by było sprawiedliwie – nie można instytucji małżeństwa i związku homoseksualnego traktować równo. Już starożytni wiedzieli, że sprawiedliwość nie zawsze oznacza „każdemu po tyle samo”. Więcej na ten temat w dokumencie „Uwagi dotyczące projektów legalizacji prawnej związków między osobami homoseksualnymi”27

Uważam jednak, że można jakoś prawnie rozwiązać kwestię homoseksualnych związków partnerskich – z wyraźnym zaznaczeniem różnicy między nimi a małżeństwami. Umożliwienie im dziedziczenia po sobie (chociaż nałożyłbym większy podatek niż na małżeństwa), wspólne rozliczanie się, czy wreszcie możliwość odwiedzania się i informacji o partnerze w szpitalach. W końcu w raju Bóg też nie zagrodził rajskiego Drzewa drutem kolczastym pod napięciem… Św. Tomasz z Akwinu nauczał podobnie - prawo stanowione przez państwo nie może i nie powinno narzucać obywatelom wszystkich norm płynących z prawa naturalnego.

Chrześcijanie nie mogą narzucać swoich wyidealizowanych wizji reszcie społeczeństwa (tym bardziej, że mowa o obywatelach w dużej części z chrześcijaństwem się nie utożsamiających). Za to mamy obowiązek stać na straży rodziny i jej ochrony przez państwo. Nie możemy pozwolić, by jakiekolwiek decyzje polityczne zaszkodziły rodzinie, która przecież jest podstawą społeczeństwa.

Nie wspomniałem jeszcze o kwestii umożliwienia adopcji związkom homoseksualnym – oczywiście na to również nie możemy się zgodzić. Państwo ma obowiązek zapewnić osieroconym dzieciom środowisko, które będzie najbardziej zbliżone do utraconej rodziny. A takie stanowić może tylko heteroseksualne małżeństwo. To jest przestrzeń, w której dziecko może zdrowo i bezpiecznie wzrastać. O zagrożeniach płynących z adopcji dzieci przez pary homoseksualne więcej w przypisach28.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Bibliografia:

  * Psychospołeczny kontekst homoseksualizmu, Barbara Pilecka [w przypisach – PKH]
    * W obronie wyższych praw, Amerykańskie Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności, Kraków 2005 [w przypisach – WOWP]
    * Związki homoseksualne i homoseksualizm, raport i komentarz medyczny - http://www.isnr.uksw.edu.pl/teksty/strony%20tematyczne/homoseksualizm/komentarz%20medyczny.htm

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Alberto "Niechaj nikt nie mowi, ze Jezus jest w centrum, bo tylko Maryja (byla i jest)" -->...
  • @L.L.Leming Wydaje mi się, że nie zrozumiałeś tej notki. Jest ona odpowiedzią na...
  • @woyzeck dzięki ;)

Tematy w dziale