0 obserwujących
14 notek
4514 odsłon
  232   2

Kilka słów o dwóch książkach na temat "Wielkiego Resetu"

W ostatnich dwóch notatkach zająłem się tematem "Wielkiego Resetu". Temat to dosyć popularny ostatnio, oczywiście nie w mediach "głównego nurtu", ale w internecie istnieje (jeszcze) dość sporo miejsc, gdzie można o planach urządzenia nam "Nowego Porządku" poczytać. Dla każdego, chociaż trochę zorientowanego w polityce i historii obserwatora, wszystkie plany dosyć oficjalnie głoszone przez Klausa Schwaba i jego kolegów mają dosyć klarowny cel - narzucenie przez rząd (mniej lub bardziej) światowy pełnej, scentralizowanej kontroli nad gospodarką, kulturą i rozwojem społeczeństw.
Aby taka pełna kontrola była skuteczna, musi dojść do pełnego podporządkowania wszystkich rządów wspólnej, narzuconej formule politycznej i gospodarczej, musi dojść do wyeliminowania państw narodowych, do likwidacji klasy średniej, do spauperyzowania całych mas społecznych i do koncentracji kapitału w rękach bardzo wąskiej klasy rządzącej. Wszystkie elementy tego planu są ze sobą powiązane i będą bezwzględnie wdrażane, co zaczyna być widoczne już dzisiaj.

W ostatnich dniach przeczytałem 2 książki poświęcone analizie tego, co nas czeka w przypadku realizacji planów "Wielkiego Resetu". Pierwszą jest książka profesora Adama Wielomskiego pt. "Sojusz Ekstremów", a drugą wydaną zaledwie 3 tygodnie temu: "The Great Reset: Joe Biden and the Rise of Twenty-First-Century Fascism", autorstwa Glenna Becka.
Książka profesora Wielomskiego jest warta polecenia, bowiem jest to chyba pierwsza na polskim rynku publikacja dość szeroko analizująca większość aspektów planu "Wielkiego Resetu", przedstawionych w ciągu ostatnich 5 lat przez Klausa Schwaba w jego publikacjach, począwszy od jego "Czwartej Rewolucji Przemysłowej".

Profesor Wielomski jest bardzo płodnym twórcą, większość jego prac raczej się studiuje niż po prostu czyta. Sięgając po jego dotychczasowe prace, książki i artykuły, dotyczące nacjonalizmu (zwłaszcza nacjonalizmu francuskiego), rewolucji francuskiej i jej wpływu na kształt Europy i Kościoła, prace dotyczące konserwatyzmu, szeroko pojętej historii prawicy czy też myśli Carla Schmitta można śmiało powiedzieć, że są to bardzo bogate w treści i bibliografię analizy będące punktem wyjścia do dalszego studiowania poruszanych problemów. Przeczytanie w całości książki profesora Wielomskiego zajmowało u mnie zazwyczaj wiele miesięcy, bowiem czytając np. o pewnych wątkach dotyczących  nacjonalizmu, konserwatyzmu czy Carla Schmitta natychmiast starałem się doczytać więcej z innych źródeł, wracając do przerwanego wątku w książce Wielomskiego dopiero po kilku dniach.
Tym razem jednak "Sojusz Ekstremów" to książka, którą tak naprawdę można przeczytać w dwa wieczory po kolacji. Czyta się ją dosyć łatwo, ma bardziej charakter popularnonaukowy, pomimo, że podaje i odwołuje się do wielu faktów, analiz, historii oraz  zawiera bogatą bibliografię. Tym niemniej mam wrażenie, że została napisana bardziej dla "masowego" czytelnika z zamiarem bardzo przystępnego przybliżenia koncepcji "Nowego Resetu". Wielomski bardzo sprawnie, rzeczowo wyjaśnia, jakie mechanizmy i ideologie stoją u podstaw budowy "nowego porządku". Jak sam pisze, celem tej książki było "ukazanie zadziwiających zbieżności ideologii neoliberalnej, wyrażającej wprost interesy międzynarodowego kapitału finansowego, z dzisiejszymi nurtami marksistowskimi i neomarksistowskimi".

Pozwolę sobie na komentarz do pewnych wątków, które wzbudziły moje wątpliwości i wymagają pewnego komentarza.  Wielomski od zawsze należy do zwolenników państwa narodowego, jako organizacji mającej w sobie siłę kulturową, potencjał ochrony tradycji oraz mechanizmy obrony przed niekorzystnymi dla narodowej wspólnoty procesami gospodarczymi. Nic więc dziwnego, że proces globalizacji i totalnej, globalnej kontroli gospodarczej i kulturowej, którą niesie ze sobą plan "Nowego Resetu", stanowią dla Wielomskiego, bardzo słusznie, zasadnicze zagrożenie dla przetrwania państwa narodowego. Jeden z pierwszych rozdziałów swojej książki poświęca Wielomski analizie historycznej rozwoju liberalizmu, kapitalizmu i wolnego rynku, aby poprzez analizę koncepcji interwencjonistycznych oraz leseferystycznych i dochodząc stopniowo do czasów współczesnych, znaleźć wytłumaczenie i źródła dla dzisiejszych koncepcji korporacjonizmu i globalnej kontroli ekonomicznej.
Jednym z wątków jest analiza myśli libertariańskiej, związanej zarówno z koncepcjami "szkoły austriackiej" (Menger, Mises, Hayek) jak i "szkoły chicagowskiej" (Friedman, Stigler) i dosyć otwarte obwinianie tych dwóch szkół za współczesne powstanie idei neoliberalizmu i całego zła związanego z ponadnarodową ekspansją korporacji, banków i koncernów, a co za tym idzie osłabieniem państw narodowych i "zniesieniem ochrony własnych narodowych rynków, producentów i robotników". Podaje przy tym Wielomski swoją własna definicję neoliberalizmu, jako "wersji liberalizmu, zgodnie z którą międzynarodowe banki i korporacje osiągają supremację nad tradycyjnymi państwami i podporządkowują sferę publiczną swoim prywatnym interesom". Hayek, Mises, Freidman i pozostali libertarianie mają być odpowiedzialni za dyskredytację idei narodu, neutralizację państwa, zniesienie państw narodowych i powstanie globalnego korporacjonizmu.
O ile można się zgodzić z przyjętą definicją neoliberalizmu i opisem mechanizmu rozwoju monopoli i globalnej ekspansji korporacjonizmu w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, o tyle obwinianie głównie koncepcji libertariańskich za taki rozwój procesów ekonomicznych wydaje się lekkim uproszczeniem i nie do końca odpowiada prawdzie historycznej.
Wielomski jest obrońcą trwania państwa narodowego z jego możliwością obrony własnych interesów, wyraźnie bliżej jest mu do myśli Keynesa niż Friedmana. Problem polega jednak na tym, że tak silny rozwój korporacjonizmu i monopoli, które zdominowały dzisiaj światowa gospodarkę był możliwy właśnie z powodów protekcjonistycznych i zarzuceniu pomysłów całkowitej wolności gospodarczej już w latach 30tych XX wieku, gdy Roosevelt wdrażał swój "New Deal", który stał się później planem wzorcowym także dla rządów europejskich - włączając to czasy rządów Hitlera w Niemczech i współpracy z wielkim, niemieckim kapitałem czy rządy faszystowskie we Włoszech, z totalną kontrolą państwa nad wszystkimi aspektami życia gospodarczego i ze wspieraniem własnych monopoli. Prawdziwy kapitalizm, zbliżony do koncepcji leseferystycznych, istniał tak naprawdę w historii przez kilkanaście lat na przełomie wieków XIX i XX w USA - potem były to tylko popłuczyny po kapitalizmie spowodowane między innymi interwencjonizmem i monopolizacją gospodarki. Jak pisała Ayn Rand: "Kapitalizm - to nieznany ideał".
Interwencjonizm i kontrola początkowo miały miejsce na poziomie poszczególnych państw narodowych. Nacjonalizm jednak sam z siebie nie jest oddzielną ideologią, jak pisał o tym wielokrotnie sam Wielomski:  "Aby opisać daną ideologię czy doktrynę, nie powinniśmy przeto używać tego terminu  w formie rzeczownika nacjonalizm. Rzeczownikiem tym może być konserwatyzm, socjalizm, liberalizm; prawica, centrum lub lewica. Nacjonalizm może tu zawsze występować, lecz jedynie jako komponent doktryny lub ideologii. Z punktu widzenia logiki języka należałoby zatem używać go wyłącznie w formie przymiotnika: konserwatyzm narodowy, liberalizm narodowy, socjalizm narodowy itd". Problem w tym, że najczęściej ten interwencjonizm i kontrola na poziome narodowym przybierały właśnie charakter czysto socjalistyczny - z kontrolowaniem eksportu i importu, ustalaniem ceł, wybiórczych regulacji podatkowych, kontrolowania płac i dochodu itd, itp. Z czasem wraz z powstawaniem nowych tworów politycznych typu Unii Europejskiej i naciskiem na tworzenie "rządów światowych", te mechanizmy protekcjonistyczne rozszerzały się na "Nowe Imperium". Mechanizmy te jednak nie mają nic wspólnego z prawdziwym kapitalizmem i ideą swobody gospodarczej propagowanych przez libertarian.
Skrajną postacią wolności i internacjonalizmu w każdej postaci jest anarchia. O ile jednak koncepcje anarchokapitalizmu wywodzące się z libertarianizmu i zakładające m.in. zniesienie państw narodowych (np. prace Hoppe) niosą za sobą również gwarancje pełnej wolności osobistej i indywidualistycznej (warto zawsze rozdzielać te dwie kwestie), o tyle lewicowe koncepcje anarchizmu spod znaku Proudhona, Fouriera (z jego falansterami) czy nawet samego Marksa z jego ideą "pracy jako nieistotnej przyjemności" niosą za sobą elementy pełnej kontroli życia osobistego i podporządkowania się całkowitego nakazom społeczności.
O  wiele więc bliżej dzisiejszym planom "Nowego Resetu" do znanych z przeszłości pomysłów lewicowych (marksistowskich), bowiem w tym narzucanym nam projekcie Schwaba i jego kolegów doszło do połączenia globalnej, monopolistycznej i korporacyjnej kontroli szeroko rozumianej ekonomii z planami totalnego wdrożenia zmian kulturowych i obyczajowych. O wolności osobistej można w tym planie zapomnieć.

Na ile zmiany te znajdują swoje źródło w ideach marksizmu a na ile w ideach postmodernizmu pozostaje sprawą do dyskusji - szczerze mówiąc trochę akademickiej, bowiem w planie "nowego porządku" znajdują swój wyraz pomysły obu tych ideologii.
Wielomski widzi tutaj bardziej wpływy postmodernizmu (ponowoczesności), wielu innych autorów widzi związek planu tego "nowego świata" raczej z koncepcjami marksistowskimi ( m.in. stąd przytyki Wielomskiego do Karonia, także w tej książce; również, niepotrzebne chyba, przytyki do zwolenników libertarianizmu przez nazywanie ich małolatami i "zwolennikami pana w muszce").
Wielomski pisze, że propagatorów "Nowego Świata" trudno nazwać "czystymi marksistami", bowiem nie propagują oni w swoich planach całkowitego zniesienia własności prywatnej i osobistej.  Można by wyrazić pewna wątpliwość co do tego stwierdzenia. Dzisiaj nikt już nie mówi o ideach "starego Marksa" i upaństwowieniu środków produkcji, zwłaszcza, że monopole i korporacje kontrolują już środki produkcji bardzo skutecznie, co prawda jeszcze nie na skale światową (odrębnym tematem do dyskusji pozostaje jak się "ułożyć" z Chinami i Rosją).
Neomarksiści poszli już dalej w swoich koncepcjach. Własność prywatna pozostanie, ale w rękach bardzo wąskiej grupy (klasy) trzymającej władzę. Wszelka inna własność prywatna będzie początkowo kontrolowana, a później zostaną wdrożone takie mechanizmy utrudniające wszelkie posiadanie czegokolwiek na własność, że prywatna własność zostanie praktycznie wyeliminowana. Nastąpi propagandowe eliminowanie pojęcia "własności prywatnej" ze świata pojęć. "Gazeta Wyborcza" już prowadzi akcję propagandową pod hasłem "Nie Posiadam - Życie na Abonament" i pisze: " korzystanie zamiast posiadania to trend coraz bardziej popularny. W ramach abonamentu czy modelu subskrypcyjnego możemy już korzystać nie tylko z telewizji, telefonu, książek czy prasy, ale także z ubrań, samochodów, kosmetyków, jedzenia i wielu innych rzeczy". Oczywiście to będzie trend, ale dla maluczkich - wąska klasa będzie posiadać wszystko.

W drugiej wspomnianej książce, Glenn Beck już w tytule nazywa plan "Nowego Resetu" wręcz faszyzmem XXI wieku. De facto, w dalszej części książki wyjaśnia, że ten "nowy porządek" ma powstać na podstawie projektu nieznanego dotąd w historii, który będzie mieszanką zarówno marksizmu, postmodernizmu ale i faszyzmu. I ma tutaj sporo racji. Istotne znaczenie ma tutaj, jak zawsze, "nowomowa" : najwięksi propagatorzy i zwolennicy "Wielkiego Resetu" celowo wybrali terminologię, która brzmi atrakcyjnie dla wielu zwolenników wolnego rynku – jak "kapitalizm", "inwestycje" i "interesariusze" – mając na myśli coś zupełnie innego niż to, co wielu z nas myśli, gdy słyszymy te słowa i idee. Niezależnie od tego, jakiej terminologii będą używać ideolodzy "nowego porządku" i jak malowniczo będą go opisywać, wyłania się z tego planu naprawdę przerażająca transformacja świata, którą ideolodzy "Wielkiego Resetu" mają na myśli, kiedy mówią o budowaniu swojego nowego globalnego społeczeństwa. I chociaż nigdzie nie wzywają oni  otwarcie do autorytaryzmu, to "Wielki Reset" jest wyraźnie nowym rodzajem autorytaryzmu, który wiele ze swoich idei odnalazł w  systemie połączenia ekonomii, korporacjonizmu, autorytaryzmu, kolektywizmu i nowoczesnej technologii zastosowanym w praktyce przez Komunistyczną Partię Chin w ostatnich dziesięcioleciach. Bardzo dużo pomysłów w koncepcji Schwaba et consortes znajduje swoje źródło w systemie chińskim, szczególnie zaś połączenie autorytaryzmu z korporacjonizmem.
Pisałem już wcześniej, że mogłoby się wydawać,  że korporacje i marksiści powinni być w wiecznym konflikcie. Stwierdzenie to jest prawdziwe w odniesieniu do tradycyjnego marksizmu, ale nie neomarksizmu z jego nowymi "wcieleniami" w formie etnomarksizmu czy też ekomarksizmu (ekoterroru).

Beck pisze, że nowy system, o którym mówi Schwab, to całkowita przeróbka sposobu, w jaki ludzie przez wieki myśleli o produkcji, wolnym handlu, pracy i funkcjonowaniu firm. Teraz, zamiast skupiać się na zyskach, prawach własności prywatnej, podaży i popycie ze strony konsumentów – kamieniach węgielnych gospodarek wolnorynkowych – Schwab chce opracować system oparty w dużej mierze na "wskaźnikach środowiskowych, społecznych i mechanizmach zarządzania" (ESG - Environmental, Social, and Governance Compliance), co, mówiąc w skrócie, jest systemem, w którym  firmy powinny być nagradzane za pracę na rzecz osiągnięcia celów dobrobytu społecznego i sprawiedliwości społecznej,  jak walka ze zmianami klimatycznymi, zajęcie się nierównościami rasowymi, sprawiedliwym rozdziałem dochodu itp.
Jak mówi sam Schwab:  "Wielki Reset skieruje rynek w kierunku bardziej sprawiedliwych wyników", "stworzy warunki dla ekonomii interesariuszy (stakeholders)" i "wdroży długo oczekiwane reformy, które promują bardziej sprawiedliwe wyniki". Idee Schwaba prowadzą do radykalnej zmiany globalnej gospodarki i powstania nowej klasy bogaczy z uprawnieniami do redystrybucji tego bogactwa i władzy. Schwab chce "zresetować kapitalizm" i stworzyć nowy system. Oczywiście system ten z kapitalizmem (nawet tym niedoskonałym, współczesnym) nie będzie miał nic wspólnego. Ten nowy system koncentrowałby się na równości wyników osiąganych przez ściśle kontrolowane firmy – a nie równości wobec prawa i równości konkurencji. O pojęciu "zysku", jako zasadniczym aspekcie działalności gospodarczej można całkowicie zapomnieć. Oczywistym jest również, że ta"równość", której chce Schwab, ma być zasadą globalną. Jak pisze Glenn Beck : "Wielki Reset" jest bez wątpienia ruchem internacjonalistycznym. Schwab chce, aby rządy krajowe i banki centralne wydały ogromne ilości pieniędzy – pieniędzy, których przecież nie mają – na wprowadzenie proponowanych przez niego zmian. Schwab mówi w innym miejscu artykułu, że będzie to "wymagało silniejszych i bardziej skutecznych rządów".

Szczególne miejsce w tym nowym systemie pełnić ma  tzw. Stakeholders Capitalism - "kapitalizm interesariuszy". Jest to system gospodarczy, w którym firmy są skutecznie zobowiązane do przedkładania spraw sprawiedliwości społecznej oraz celów wyznaczonych przez osoby zainteresowane funkcjonowaniem firmy ponad  osiągane zyski, analizę podaży i popytu, pragnienia konsumentów czy grę sił rynkowych - czyli jako nie ważne traktowane maja być czynniki, które normalnie kierują systemami kapitalistycznymi, które stworzyły najbardziej zamożne,  zdrowe, bezpieczne społeczeństwa, jakie ludzkość kiedykolwiek znała. Nie ma to nic wspólnego z kapitalizmem. Tradycyjne funkcjonowanie kapitalizmu było zawsze  "kapitalizmem akcjonariuszy" (shareholders capitalism), który teraz ma być zastąpiony przez "kapitalizm interesariuszy".

Feike Sijbesma wyjaśnił w artykule napisanym dla  Światowego Forum Ekonomicznego, że w ramach Wielkiego Resetu "[ekonomiczny] nacisk powinien przesunąć się z krótkoterminowego i tylko nastawionego na zysk na długoterminowy, włączając tworzenie wartości dla ludzi i planety, przechodząc od wartości dla akcjonariuszy do interesów interesariuszy".

Schwab i inni zwolennicy Wielkiego Resetu chcą przekształcić obecną globalną gospodarkę w taką, w której każda firma koncentruje się bardziej na rozwijaniu celów zrównoważonego rozwoju lub czegokolwiek innego, co klasa rządząca uważa za ważne, niż na zyskach. To "czegokolwiek innego" jest bardzo ważne, bo będzie zależeć od pomysłów i planów grupy trzymającej władzę.
W "kapitalizmie interesariuszy", "celem firmy jest zaangażowanie wszystkich jej interesariuszy we wspólne i trwałe tworzenie wartości. Tworząc taką wartość, firma służy nie tylko swoim akcjonariuszom, ale wszystkim swoim interesariuszom - pracownikom, klientom, dostawcom, społecznościom lokalnym, rządowi i całemu społeczeństwu" - czyli mówiąc inaczej, w systemie kapitalistycznym interesariuszy, firmy powinny najpierw służyć kolektywowi zgodnie z żądaniami klasy rządzącej, a nie ich klientom i właścicielom.  "Kapitalizm interesariuszy" jest po prostu innym sposobem powiedzenia "kapitalizm kolektywistyczny", który tak naprawdę wcale nie jest kapitalizmem.

Znany nam od wieków model "nastawiony na zysk" dla biznesu zapewnia, że firmy stawiają konsumenta na pierwszym miejscu. W tym systemie to my, konsumenci,  dyktujemy, jakich produktów i usług potrzebujemy, "głosując" za nimi  swoimi pieniędzmi. Firmy, które chcą przetrwać, słuchają wymagań swoich klientów, a nawet starają się je przewidzieć. Ale w "kapitalizmie interesariuszy" indywidualni konsumenci są zastępowani przez elitarną klasę rządzącą, która będzie sterować procesami gospodarczymi. To ta wąska elita rządząca będzie dyktować, które produkty mają być wytwarzane i które usługi są potrzebne, kto powinien być zatrudniony, jak ma wyglądać struktura firmy i decydować o jej rozkwicie lub upadku.

Aby ta transformacja się udała, musi nastąpić nastanie autorytarnych rządów wąskiej klasy rządzącej na skale globalną. Kontrola funkcjonowania firm nastąpi przez ścisłą kontrolę rządową i uzależnienie funkcjonowania tych firm od  mandatów rządowych oraz przez zastosowanie zachęt i regulacji finansowych, możliwych dzięki np. nowo wydrukowanej gotówce przez ściśle kontrolowane  banki centralne. W ramach pierwszej opcji rządy na całym świecie mogłyby zacząć tworzyć bardziej rygorystyczne systemy regulacyjne, które bezpośrednio lub pośrednio zmuszają firmy do koncentrowania się na poprawie wyników wspomnianego wyżej "ESG" - już dzisiaj zresztą widzimy pierwsze oznaki, jak taka kontrola może wyglądać. O masowym drukowaniu pieniądza dla realizacji własnych celów przekonujemy się już dzisiaj w czasie wdrażania przez centralne rządy różnych "programów naprawczych" po pandemii COVID-19 ("Nowego Ładu" nie wyłączając.....).

Polecam obie omówione przeze mnie książki, ich treść uzupełnia się wzajemnie i pozwala lepiej zrozumieć procesy, które już zachodzą i które zagrażają całkowitym zniszczeniem naszego, znanego od wieków, świata.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale