44 obserwujących
754 notki
941k odsłon
  1318   0

II RP: Doktryna Rayskiego

Plan ten był zupełnie nierealny z kilku przyczyn:

  1. Zakładając nawet brak przeciwdziałania niemieckiego /myśliwce i artyleria przeciwlotnicza, tzw Flak/ wątpliwe jest, by zdołano trwale zniszczyć tyle celów. Aby go jakoś uzasadnić trwale zaniżono nieprzyjacielskie możliwości naprawcze. Ile trzeba zrzucić ton bomb by wyeliminować port?

  2. Przeciwdziałanie niemieckie, do którego by oczywiście doszło, byłoby znacznie potężniejsze, gdyż Niemcy posiadając o wiele większy potencjał przemysłowy byłyby w stanie wystawić o wiele liczniejsze floty powietrzne. Wydaję się, że trudność tą ominięto zakładając związanie wojsk lotniczych Niemiec przez siły francusko-angielskie, co ładnie wyglądało na papierze, jednak nie do końca odpowiadało rzeczywistości. Dalej rozwinę tą myśl w punkcie następnym.

  3. Plany nasze /Rayski-Sadowski/rozwoju lotnictwa zakładały:

  1. wojnę długotrwałą o stabilnych frontach,

  2. kluczowe znacznie bombardowań tyłów,

  3. związanie lotnictwa Niemiec na Zachodzie.

Tymczasem nasz przemysł lotniczy, infrastruktura, lotniska były tak nieliczne, że należało brać pod uwagę szybkie ich przeoranie bombami przez dysponującego ogromną przewagą liczebną nieprzyjaciela w ciągu kilku/kilkunastu akcji przedsięwziętych znacznymi siłami chwilowo i dorywczo przerzuconymi z zachodu. Nie mogło być mowy o tolerowaniu przez Niemcy bombardowań rejonu Berlina.

  1. Z douhetyzmu wynikało przekonanie na tyle istotne, że aby przekazać tę myśl zastosuję nawet czcionkę o innym kolorze:

Do wyeliminowania lotnictwa przeciwnika i wywalczenia przewagi w powietrzu trzeba użyć lotnictwa BOMBOWEGO, które osiąga te cele poprzez bombardowanie lotnisk, komunikacji, wreszcie fabryk lotniczych npla.

  1. Jak widać doktrynalnie – wbrew dominującym w literaturze przedmiotu opiniom – staliśmy w czołówce światowej. Tylko że te supernowoczesne doktryny okazały się zupełnie niewydarzone. Jak już pisałem postulowane siły powietrzne nie byłyby zdolne do osiągnięcia postawionych przed nimi celów, z uwagi na zafałszowania popełnione w trakcie planowania działań. Aby projekt w ogóle wszedł do realizacji zaniżono jego koszty, np. poprzez redukcję potrzeb transportowych i zaopatrzeniowych.

Polska nie była w stanie wystawić sił powietrznych zdolnych do douhetowego powalenia Niemiec /o powaleniu ZSRS nie mogło być mowy z powodu odległości/ nawet gdyby rozwiązała inne rodzaje wojsk i cały budżet przeznaczyła na lotnictwo.

 

II Szpagat

Dostępne źródła wskazują, że przynajmniej w pierwszej połowie lat XXX ubiegłego stulecia decydujący wpływ na kształt lotnictwa posiadał gen. Rayski. NA pewno jego wola decydowała w głównej mierze o specyfikacjach taktyczno-technicznych nowych płatowców. Jak podaje Andrzej Glass3w listopadzie 1932 roku gen. /późniejszy/ L. Rayski uzyskał zatwierdzenie trzyletniego planu rozwoju lotnictwa na lata 1933-36. Jakże lakoniczne to stwierdzenie wymaga kilku zdań komentarza. Otóż wydaje się, że plan ten opracowany został w Departamencie Lotnictwa, był odzwierciedleniem pomysłów gen. Rayskiego. Ministerstwo po prostu je zatwierdzało, nie wnikając zupełnie. Technicznie musiało to wyglądać tak, że z gotowym planem gen. Rayski zgłaszał się na jakąś konferencję, odprawę, czy cuś, coś musiał przy okazji kłapnąć i dostawał parafę. Po czym wcielał swój plan w życie. Ministerstwo nie wnikało zaś zbytnio, o co tam chodzi i nie przeprowadzało jakichś poważniejszych własnych prac analitycznych. Dowodem na taki bezwład intelektualny są meldunki Rayskiego, w których wciska on ciemnotę wysokim dygnitarzom czy to ministerialnym, czy też Inspektoratowi 4. Tamci łykają te kity bez żadnego ale, nie wyciągając wobec niego żadnych konsekwencji.

  • Silniki dużej mocy dla nas niedostępne,

  • GR do bani

  • 3 typy płatowców,

  • produkujemy tylko blaszaki

  • problemy z Foką /słynne „tu jest coś podejrzane”/

  • Lampart to też Wilk.

 

II PZL P 38 „Wilk”

Plan budowy trzech nowych typów samolotów /1932 rok/: lekkiego bombowca rozpoznawczego /liniowca- późniejszy PZL 23 „Karaś”/, średniego bombowca /późniejsze PZL 37 Łoś”, PZL 30 „Żubr”/ oraz myśliwca silnie uzbrojonego w działka, ewentualnie wieloosobowego, dwusilnikowego. W świetle wspomnianego memoriału z 1928 roku IMHO „Karaś” miał prowadzić rozpoznanie za linią frontu, czyli wykonywać zadania których nie mogą wypełnić inne rodzaje wojsk, bombardować bezpośrednie zaplecze. „Łoś”/”Żubr” miały być podstawową siłą bojową douhetową dokonującą dekompozycji zaplecza nieprzyjaciela. „Wilk” zaś był recepcją duhetowej koncepcji „niszczyciela” czyli atakować wrogie bombowce oraz, dodatkowo, miał docelowo zastąpić „Karasie” i przejąć od nich zadania rozpoznawczo-liniowe dzięki drugiemu załogantowi i trzystukilogramowej bombie pod kadłubem. Nie był on jednak czystej krwi „niszczycielem” gdyż jak słusznie zwrócono mi uwagę na Forum Drugiej Wojny Światowej nie przewidywano dla niego roli eskortowca. Polskie bombowce miały hulać nad Rostockiem samopas.

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura