30 obserwujących
589 notek
654k odsłony
2080 odsłon

No dobra, to czym według Was jest ten ekologizm?

Wykop Skomentuj151

To, co się odprawia u niektórych naszych hierarchów kościelnych przyprawia o zawrót głowy. W końcu to jest intelektualna elita i od niej można i należy oczekiwać więcej, tymczasem część duchownych zeszła na poziom intelektualny gminu, z powodów politycznych zapewne próbując się mu przypochlebić. W ten schemat wpisał się również arcybiskup Jędraszewski swoimi słowami o ekologiźmie: "To zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko postacią nastolatki [Grety Thunberg - red.]. To coś, co się nam narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych - powiedział abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski."

Jak już pisałem w komentarzu u blogera @RK1 nie mogę twierdzić, że w ekologii nie ma wypaczeń i cwaniaków (jak wszędzie), co skrótowo można nazwać właśnie ekologizmem, nie mogę się jednak doprosić o sprecyzowanie co, według Was, jest uznawane za ekologizm a co nie. O tym za chwilę ale najpierw krótko subiektywne odczucia co do słów "To coś, co się nam narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych"

Po pierwsze ja jakoś tego narzucania ekologii nie widzę. Kto nie chce i ma poglądy konserwatywne ten za krytykę ekologizmu a nawet samej ekologii ani nie pójdzie do więzienia ani nawet nie będzie miał z tego tytułu jakiś nieprzyjemności. Nawet więcej, w ostatnich latach obserwuje powolną degradację wypracowanej wcześniej poprawy świadomości ekologicznej. Znów jest coraz więcej śmieci w lasach, znów coraz częściej media donoszą o odkrywanych przypadkach zanieczyszczenia rzek, no i przegrywamy walkę z mafią śmieciową, nielegalne wysypiska znajdowane są w starych magazynach, żwirowniach, nawet w opuszczonych budynkach. Był przypadek w jednej wsi, że dziesiątki tirów podjeżdżało z odpadami na oczach mieszkańców i nikt nie zareagował...

Po drugie Greta Thunberg nie jest dla nikogo wyrocznią, a już na pewno nie dla WSZYSTKICH sił politycznych i społecznych. Greta jest aktywistką, która zmobilizowała młodzież,jednak nie jest dla nikogo autorytetem NAUKOWYM w kwestii ekologii. Tu najważniejszy głos powinni mieć i w większości przypadków tak jest, naukowcy zajmujący się daną dziedziną. I gdy spojrzeć na badania naukowe biologów, oceanologów, fizyków, chemików, geologów przytłaczający wniosek jest taki, że bardzo przyrodzie szkodzimy. Tak bardzo, że prawdopodobnie zagrozi to egzystencji naszych potomków.

Skoro tak jest, to jedyny logiczny wniosek jaki się nasuwa to taki, że coś z tym problemem należy zrobić. Zaraz jednak pojawia się pytanie, CO należy robić. O tym powinni decydować fachowcy. Gdy zagrożone jest trwanie jakiegoś gatunku - biolodzy. Gdy dochodzi do wycieku ropy naftowej do oceanu - chemicy, oceanolodzy, toksykolodzy, ichtiolodzy... i cała masa ekspertów złączonych w interdyscyplinarnych zespołach. Problemów ekologicznych na świecie od lokalnych po globalne jest ogrom, w dodatku wzajemnie się ich oddziaływania przenikają, stąd bardzo często ich rozwiązanie jest bardzo trudne i trwa latami, nawet dekadami.

Mamy nieliczne sukcesy, uważam jednak, że więcej jest porażek. Udało się nam rozwiązać problem kwaśnych deszczy (choć przemysł energetyczny straszył zniszczeniem rentowności wytwarzania prądu), powstrzymaliśmy ubytek ozonu w stratosferze (paradoksalnie przez to dziś powstają teorie spiskowe próbujące obalić szkodliwą rolę freonów), w Europie znacznie poprawiliśmy czystość wody i powietrza.

W tym samym czasie jednak inne problemy narastały a i przybyło kilka nowych. Dziś ogromnym wyzwaniem dla świata są: zanieczyszczenie plastikiem, powiększanie się martwych stref w oceanach (eutrofizacja przez spływ nawozów z pól do rzek), przemysłowa, intensywna produkcja żywności wyjaławiająca planetę, zmiany klimatu.

Nie ma chyba mądrej głowy, która wiedziałaby JAK rozwiązać powyższe problemy nie odmawiając przy tym ludziom prawa do godnego życia. Przy czym tu pojawiają się kontrowersje. O ile bowiem, przynajmniej dla mnie, nie można odmawiać najbiedniejszym prawa do godnego życia (czyli posiadania domu z wodą, toaletą, ogrzewaniem;  wystarczającej ilości żywności,dostępu leków i lekarzy...), tak już DALSZY wzrost konsumpcji społeczeństw już bogatych (a tu mimo wszystko zaliczyłbym i Polskę) budzi moje wątpliwości. Jeśli chcemy uniknąć katastrofy to sprawiedliwie by było, żeby ograniczenia konsumpcji dotknęły bogatych, nie biednych. Tym bardziej, że to nie Afryka, Azja czy Ocenia przyczyniły się do tego, tylko w aż 95% bogata Europa i Ameryka.

Problem w tym, że poprawa jakości życia Afrykańczyków na pewno spowoduje ogromny wzrost konsumowanej przez nich energii, wody, żywności oraz wysoko przetworzonych produktów, co znowu spowoduje wzrost wydobycia kopalin i emitowanych zanieczyszczeń oraz spalin, co zwiększy ryzyko załamania systemu środowiska. Etyka, ekonomia, ekologia - to wszystko tak się ze sobą przenika, że nie ma dobrych rozwiązań, każde z nich ma jakieś wady.

Wykop Skomentuj151
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości