30 obserwujących
589 notek
656k odsłon
3884 odsłony

Parę słów o przemysłowej produkcji mięsa

Wykop Skomentuj144

Głośno się zrobiło o pomyśle wprowadzenia podatku od mięsa.  Mam mieszane uczucia, sam mięsko lubię i jem dość często, z drugiej jednak strony znam i rozumiem argumenty ekologów nawołujące do ograniczenia spożywania. Cóż, choćby z tego powodu nie jest to temat łatwy. Czy ja, umiarkowany mięsożerca (wychowanek wsi, smakosz schabowych i kotletów z kuchni domowej) mogę pisać o konieczności zmniejszenia konsumpcji szynek, salami, parówek, kiełbasek?

Wydaje mi się, że nie, to by trąciło hipokryzją. Nie będę więc nawoływał tutaj do niejedzenia mięsa (choć sam będę się starał jeszcze bardziej ograniczyć), tylko opiszę obecne fakty przemysłowej produkcji tego dobra a po tym niech każdy decyduje sam. Przy czym, szczerze pisząc, wiem, że zapewne wywoła to u Was niesmak, co u mniej odpornych wywoła być może ograniczenie apetytu na golonki i inne frukta...

Mądrość ludowa, również u mnie na wsi, głosi, że: "za tanie pieniądze psi mięso jedzą"

Czyli kupując coś tanio godzimy się na niską, bardzo niską jakość. Jest to mądrość niezwykle trafna również jeśli chodzi o produkcję mięsa. Obecny dyktat ceny jest porażający, by natomiast cena produktu była niska to i koszty produkcji trzeba maksymalnie zbić. Często balansując na granicy - niedoskonałego i tak - prawa. Poza tym nie da się skontrolować wszystkich.

Skutek? Takie absurdalne, ale wcale częste praktyki:

"Mężczyźni sprzedali firmie z Wielkopolski 43 tony filetów z kurczaka. Piersi kurze były sprzedawane jako całkowicie naturalne, czyli nie nastrzykiwane wodą oraz solą.

Gdy tylko wielkopolska firma otrzymała towar, zaczęła sama pompować filety. Jakież było zdziwienie pracowników, gdy pod wpływem roztworu piersi zaczęły pękać!"

Czyli mamy tu przypadek mięsa PODWÓJNIE napompowanego wodą! Jaką taka żywność ma wartość odżywczą? Żadną a chorób cywilizacyjnych wywołuje sporo.

Tu jest właśnie SEDNO problemu z obecną branżą mięsną. By trafić do jak największego "targetu" muszą z jednej strony produkować po kosztach a z drugiej, by ten proceder się opłacał muszą utrzymywać wysoką sprzedaż, czyli utrzymywać stale hiperpopyt - poprzez reklamy i niskie ceny. Błędne koło, które ustaliło się w Ameryce w latach powojennych.

Produkcja po kosztach wymusza kilka nieprzyjemnych dla naszego zdrowia i dla przyrody praktyk. Musi być utrzymywana możliwie najwyższa wydajność co oznacza między innymi konieczność zagęszczania stad. Stąd ogromne hale na kilkadziesiąt tysięcy kurczaków, chlewnie na setki tuczników, ogromne obory. Stąd coraz większe połacie soi w Ameryce południowej (ok. 75%  światowej produkcji soi trafia na potrzeby skarmiania trzody!) Stąd zagęszczenie stad, wzrost ryzyka chorób (ptasia grypa w Wielkopolsce), konieczność stosowania dużych ilości antybiotyków, co ma niezbadane nadal do końca, ale na pewno niekorzystne przełożenie na nasze zdrowie.

"Wyniki kontroli NIK wskazują, że w hodowlach zwierząt antybiotyki są powszechnie używane. Stosowało je aż 70 proc. hodowców zwierząt z woj. lubuskiego objętych monitoringiem wody i pasz. W hodowlach indyków i kurcząt rzeźnych odsetek ten był jeszcze wyższy i przekraczał 80 proc. W każdym zbadanym wypadku użycie antybiotyków było uzasadniane względami leczniczymi. Jednak luki w nadzorze nad tym rynkiem są tak poważne, że urzędowy obraz może nie odpowiadać rzeczywistości. Dlatego NIK – nie przesądzając o zasadności podawania antybiotyków zwierzętom w hodowlach, ani nie rozstrzygając, czy preparaty były podawane profilaktycznie, czy w uzasadnionych przypadkach leczniczych - wskazuje, że skala i zakres ich stosowania budzą uzasadnione obawy co do skutków, jakie może to spowodować teraz i w przyszłości. "

Warto w tym miejscu raz jeszcze przypomnieć, że jest to obraz zupełnie nieznany zaledwie kilka dekad temu. Nasi dziadkowie jedli zdecydowanie mniej mięsa, które było drogie - za to o wiele lepszej jakości tak smakowej, jak i zdrowotnej. Za tanie mięsa płacimy - indywidualnie i jako społeczeństwo - pogarszającym się zdrowiem oraz degradacją środowiska.

Wieś, którą wielu konserwatystów chce bronić i jakże często stawia za wzór dla Europy - radykalnie się zmienia. To, co dawniej było uroczą mozaiką pól, miedzy, łąk i małych lasków obecnie coraz częściej staje się ogromnym polem kukurydzy. Małe gospodarstwa z niewielką obsadą zamieniane są na ogromne tuczarnie.

Oczywiście nie twierdzę, że tradycyjna wieś przetrwałaby na wspólnym rynku UE. Nie, zmiany były i są niezbędne, części nie da się uniknąć, ale powinniśmy wdrażać tylko dobre rozwiązania, nie powielając błędów USA i Europy. Poza tym już dwie dekady temu, jeszcze w liceum uczyli mnie, że wartością polskiej wsi jest produkcja naturalnej żywności, nieskażonej chemią oraz dobre zachowanie krajobrazu i przyrody. Cóż, może i był to nieco obraz upiększony, ale obecnie nawet to szybko tracimy.

Wykop Skomentuj144
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości