33 obserwujących
624 notki
714k odsłon
232 odsłony

Ekologia to nie koniec świata, to lepszy świat!

Wykop Skomentuj11

Wielu komentatorów stosuje w swoich komentarzach zasadę tzw. równi pochyłej, czyli wyolbrzymia ponad miarę następstwa niewygodnych dla nich działań. Każdy z nas jest podatny na stosowanie tego typu "argumentacji" niemniej jednak - w moim subiektywnym odczuciu - najczęściej widać to u prawicowych komentatorów, gdy tematem dyskusji jest ekologia.

Dla nich ekolodzy to terroryści, którzy dążą do zakazu korzystania z dobrodziejstw cywilizacji, a w wersji super-hard, wcale na Salonie nierzadkiej, działania ekologów muszą prowadzić do powrotu do czasu gdy ludzie chowali się w jaskiniach, nosili ubrania ze skór, porozumiewali się co najwyżej za pomocą sygnałów dymnych, a jeździli na grzbietach zwierząt.

Oczywiście to wierutna bzdura, sam korzystam z samochodu, z laptopa, telefonu itp. I nigdy, nigdy ani w notkach, ani w komentarzach nie próbowałem nawet nikogo zmuszać (niby jak miałbym to zrobić?) do rezygnacji z tych rzeczy, do obniżenia obecnej jakości życia.Sam popełniam błędy, nie wytykając ich innym. Jestem tylko człowiekiem, mylę sie, popełniam błędy, ulegam pokusom. Wiem, że produkcja mięsa bardzo szkodzi środowisku, ale nie jestem w stanie z niego zrezygnować. Kilka lat temu byłem zresztą na spotkaniu w Krakowie z ludźmi o podobnym do mojego światopoglądzie. Umówiliśmy się, że wspólne posiłki będą wegetariańskie, niestety dla mnie, jest wiele warzyw, których nie lubię i których chyba nigdy nie polubię. Zamiast mnie krytykować, namawiać, czy w ogóle robić przymówki ci ludzie, obywatele Czech, Słowacji, Polski, Węgier, Belgii poszukali dla mnie miejsca z kuchnią bezmięsną, ale taką, która mi odpowiadała. Więcej! Trzeciego dnia spotkania, późną nocą włóczyliśmy się po rynku, trochę zwiedzając a trochę imprezując - Węgrzy zachwalali ichniejszą "palinkę" , ja po całym dniu tylko na śniadaniu, bardzo zgłodniałem. Odrywam się więc od grupy w poszukiwaniu miejsca, gdzie mógłbym kupić coś konketnego. Pierwsza w nocy, większość restauracji zamkniętych, nie widzę w okolicy nic, co mógłbym zjeść. Przechodzę koło Żabki, ulegam pokusie i kupuję sobie hotdoga, wychodząc natykam się na kolegę ze spotkania, Belga. Czy miał do mnie jakiekolwiek pretensje, czy wyrzucił mnie ze spotkania, grona znajomych? Nie! Uśmiechnął się tylko i zapytał, gdzie chciałbym jutro zjeść z nimi obiad! Można? Można! Było mi bardzo głupio, jednak gdy nazajutrz chciałem ich przeprosić za moje zachowanie usłyszałem, że nic się nie stało. Trzeba przekonywać, nie nakazywać.

I właśnie, co wielokrotnie pisałem, o to chodzi. Nie o namawianie, zmuszanie, tylko o wyjaśnianie. Nie chodzi o to, by każdy i definitywnie zrezygnował z konsumpcji mięsa, ale o próbę przekonania społeczeństwa do ograniczenia. Czy Kowalski będzie zjadał miesięcznie jedną parówkę mniej a Nowakowski pięć plastrów szynki mniej, to nie ma raczej żadnego znaczenia, ale gdy 100 000 ludzi nieco tylko ograniczy swoją konsumpcję mięsa to już będzie miało gigantyczne znaczenie dla środowiska - i dla lepszego zdrowia populacji. Mój tato często opowiadał mi, że za czasów jego dzieciństwa mięso jadano najwyżej kilka razy w roku - w najważniejsze święta. Dziś jak jest, każdy widzi.A przecież post, wyrzeczenie, ograniczenie jest też ważną częścią chrześcijaństwa!

Tymczasem naukowcy są zgodni - nie potrzebujemy tyle mięsa w naszej diecie a nawet jest to dla nas niezdrowe. Nikt nikogo nie zmusza do zostania z dnia na dzień wegetarianinem (choć ogólnie jest to zdrowsza opcja, to nie jest to też dieta dla każdego), tylko do ograniczenia. Czy będzie to ograniczenie minimalne, wręcz symboliczne, czy radykalne - to już zależy od każdego z nas.

Kolejny przykład (skrajnie) prawicowej narracji, to motoryzacja. Zapewniam, że żaden ekolog nie zmusza siłą do rezygnacji z samochodu, ani proponowane działania nie zmierzają do likwidacji motoryzacji - co jest zresztą na dziś niewykonalne. Auta zawsze będą potrzebne w transporcie towarów, w ratownictwie, w służbach. Nie znaczy to jednak, że obecnego systemu nie można ulepszyć. Można i to radykalnie. Dziś jest najczęściej tak, że jednym samochodem jeździ jedna osoba. Trzy miejsca są więc niewykorzystywane. Rozwiązanie: zabieranie współpasażerów. Jest to bardzo popularne wśród moich rówieśników, jadąc na przykład do Poznania dzień wcześniej ogłaszają się w sieci. Zabierają następnie chętnych - najczęściej znajomych - którzy mogą się z nimi podzielić kosztami. Sytuacja win-win, wygrywa kierowca (pasażer dzieli się kosztem paliwa) i pasażer, który dostaje się na miejsce szybko i tanio. Niestety, wśród starszych pokoleń (powiedzmy powyżej 40tki) rozwiązane albo nieznane, albo traktowane z niechęcią a wręcz czasem wrogością.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości