34 obserwujących
643 notki
747k odsłon
  1382   0

Klimat, handel emisjmi, sprawdzone prognozy z przeszłości

Miałem nie pisać notek, można powiedzieć, że się wyczerpałem. Tym bardziej leniwo-refleksyjno-relaksacyjny nastrój świąteczny nie nastraja do pisania, zostałem jednak skutecznie przymuszony przez blogera @Logicznie Myślący. Tak, znowu będzie o klimacie, pewnie dla Was to już nudne... W sumie i mnie to już nie bawi, ileż można prostować te same brednie i mity powtarzane przez tych samych blogerów? Ileż można tłumaczyć kwestie, z których część nauczana jest w szkole?

Przywołując wybitnego filozofa nurtu elektryzmu: "Nie chcem, ale muszem" Najpierw o handlu emisjami, być może pewne wiadomości będą dla prawicy zaskoczeniem.

Otóż po raz pierwszy handel emisjami zanieczyszczeń wymyślono w USA w celu walki z zanieczyszczeniem tetraetyloołowiu dodawanego do paliw. Pomysł sprawdził się rewelacyjnie, znacznie lepiej od wprowadzanych wcześniej szczegółowych regulacji prawnych nagminnie obchodzonych przez przemysł. Tu mała uwaga, dla mnie oczywista, ale widzę, że część blogerów Salonu o tym zapomina: gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze zawsze znajdzie się jakaś luka, by ominąć niewygodne dla przemysłu ograniczenia. Tak było, jest i będzie, stąd ciągła walka, ciągłe uszczelnianie systemu. A ograniczenia nakładane przez przemysł związane z ochroną środowisk należą do tych najbardziej ograniczających zyski korporacji. Jednak zgodnie z wypracowaną lata temu zasadą, to zanieczyszczający ma płacić. Przemysł od dekad próbuje się od tej zasady wymigać, próbuje przerzucać koszty eksploatacji środowiska na społeczeństwo, co fachowo nazywa się eksternalizacja kosztów. Tyle tytułem nieco zbyt długiego wstępu wyjaśniającego.

Wspomniałem, że z wprowadzenie systemu handlu emisjami tetraetyloołowiu nastąpiło za czasów prezydentury Reagana? Nieco później, w 1988 roku, demokrata Tim Wirth i republikanin John Heinz powołali grupę ekspertów od ekonomi środowiska, Project 88, która spotkała się z zainteresowaniem prezydenta George Busha seniora. Wprowadzenie systemu handlu emisjami dla tlenków siarki okazało się znów niezwykle skuteczne i tanie w porównaniu do wcześniejszych prób regulacji prawnych. Główny problem wywoływany przez emisje tlenków siarki z elektrowni, czyli kwaśne deszcze niszczące lasy, został szybko i tanio wyeliminowany.

Oczywiście zarówno w przypadku tetraetyloołowiu, jak i tlenków siarki i wielu innych substancji lobby przemysłowe ostro protestowało i próbowało ograniczyć lub choćby spowolnić wprowadzanie systemu  handlu emisjami, o czym możecie przeczytać w niezwykle ciekawym artykule tu: https://ziemianarozdrozu.pl/artykul/1031/przemysl-sfabrykowanych-watpliwosci-12

 Na szczęście dla przyrody specyfika emisji tych substancji jest taka, że efekty zanieczyszczenia są dla każdego widoczne a źródła emisji łatwe do śledzenia. Ma to ogromne znaczenie, o czym napiszę za chwilę.

To, co nastąpiło kilkanaście lat po wprowadzeniu systemu handlu emisjami tlenków siarki, to niebywały sukces ekologiczny. Dziś o tym problemie, głośnym u nas jeszcze w latach 90tych XX wieku praktycznie zdążyliśmy zapomnieć, choć w latach 70tych była to katastrofa przyrodnicza. Po wprowadzeniu systemu jakość powietrza uległa poprawie w ogromnym stopniu a przemysł energetyczny nie tylko nic nie stracił, co wręcz... zarobił, na sprzedaży gipsu produkowanego w wychwyconej siarki.

Skoro więc system handlu emisjami sprawdził się tak dobrze w przeszłości, dlaczegoby nie wprowadzić go do walki z emisją dwutlenku węgla?

Niestety, tu wchodzi "specyficzna specyfika" emisyjna tej substancji. Dużo by o tym pisać, podzielę się więc podstawami, dla wielu pewnie doskonale znanymi: po pierwsze dwutlenek węgla jest gazem, który w o wiele większym stopniu niż tlenki siarki jest niewidoczny w codziennym życiu. Po drugie jego negatywne skutki uwidaczniają się po latach, skutki emisji tlenków siarki są zaś widoczne niemal od razu i to dla każdego. Po trzecie do obserwacji negatywnych skutków emisji tlenków siarki wystarczy praktyczne "gołe oko", zaś wzrost temperatury, czy zakwaszanie wód oceanicznych wymagają skomplikowanych pomiarów, których wyniki omawiane są w specjalistycznych i zamkniętych dla większości społeczeństwa forach naukowych. I po czwarte: emisję siarki technologicznie jest bardzo łatwo "zastopować", wystarczą dość proste urządzenia odsiarczające. Tymczasem dwutlenek węgla jest gazem technologicznie bardzo, bardzo trudnym do przemysłowego wychwytu, koszty wdrożenia odpowiednich instalacji są niezwykle kosztowne, eksperymentalne instalacje nadal się nie sprawdzają, nie mają też większego sensu ekonomicznego. I fizycznego. Szybko okazało się więc, że jedyną drogą do ograniczenia emisji dwutlenku węgla jest ograniczenie konsumpcji paliw kopalnych. I to jest najważniejsza różnica w porównaniu do wcześniejszych substancji szkodliwych ograniczonych dzięki systemowi handlu emisjami. Tamte działania były względnie tanie (a przemysł i tak każdorazowo ostro protestował i straszył upadkiem i kryzysem gospodarczym), w niewielkim stopniu uderzające w podstawy obecnego systemu energetycznego.

Lubię to! Skomentuj71 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości