35 obserwujących
641 notek
742k odsłony
  3496   9

Wszystko robię źle - i to się nie zmieni

Tytuł notki to oczywiście prowokacja, ale też i przykre przemyślenia mojego kilkuletniego doświadczenia blogerskiego. Cóż, lata lecą, coraz mniej entuzjazmu do pisania zostaje i coraz mniej się chce. Co pewnie Was cieszy. Czasem jednak, czytając artykuły widzę tyle bzdur, kłamstw, ignorancji, głupoty, że - cytując klasyka - nie chcę, ale muszem.

Dlaczego jednak napisałem, że wszystko robię źle? Cóż, to nie tyle refleksja, co przyznanie się, że świadomie zrezygnowałem i nie korzystałem na blogu z wiedzy wyniesionej z warsztatów, jakie parę lat temu miałem w Krakowie w grupie młodych ekologów. Tak, już widzę te komentarze: wiedzieliśmy, jesteś sponsorowany! (przez Sorosa, niejeden doda). Kto opłacił te warsztaty? Kto za tym stoi?

Więc wyjaśniam: do Krakowa w 2018 r. zaproszono mnie w ramach konkursu oceniającego artykuły o tematyce klimatologicznej i środowiskowej. Artykuł do konkursu zgłosiłem sam. Konkurs zorganizowała grupa ClimateTracker, wspierająca młodych dziennikarzy i publicystów piszących na powyższe tematy. Jeśli macie co do tego jakiekolwiek zastrzeżenia, to przecież istnieją dziesiątki takich organizacji i po prawej i po lewej stronie a ClimateTracker odcina się od polityki, stawiając na naukę. Oczywiście, z racji zajmowania się problemem naszego mieszania w klimacie CT zdecydowanie bliżej lewicy, niż prawicy, to jednak już insza inszość. Notabene, to przykre, że prawica, której ochrona środowiska była kiedyś bardzo bliska, tak bardzo odeszła od tego konserwatywnego rdzenia, oddając pole lewicy.

W każdym razie CT opłaciła mi koszty podróży (pociągiem!) i zakwaterowania w Krakowie - w najtańszym hostelu - oraz zorganizowała sale konferencyjne na cykl warsztatów i wywiadów z niezwykłymi ludźmi, między innymi z węgierskim koordynatorem rządowym podczas COP w Katowicach. Było to więc dla mnie doświadczenie bezcenne, możliwość kontaktu z kimś, kto jest ważnym trybikiem tej - oczywiście, że kontrowersyjnej - machiny urzędowej, gdzie na poziomie międzynarodowym ściera się ze sobą nauka, polityka i interesy gospodarcze. Nie jest łatwo to ogarnąć i historie opowiedziane przez tego Węgra uświadamiają, jak wiele w polityce zależy od przekonania pojedynczych osób...

No właśnie. Jak przekonywać? Jak rozmawiać o kwestii antropogenicznego globalnego ocieplenia z powiedzmy, skrajnym prawicowcem? Jak to robić, skoro już na wstępie odrzuca on wszelką argumentację, niezgodną z jego światopoglądem? Zresztą, to wcale nie musi być skrajany konserwatyzm, teorię antropogenicznego globalnego ociepleni odrzuca też część zwolenników lewicy.

Wielu jest tak zacietrzewionych w swoich poglądach, że ich nikt i nic nie przekona, zawsze są jednak i tacy, którzy pomimo jasnych i silnych przekonań są otwarci i gotowi na merytoryczną dyskusję, maja otwarty umysł. I to z nimi warto dyskutować, im warto tłumaczyć a warsztaty CT dotyczyły głównie tego, jak to robić. Czyli, mówiąc skrótowo, jakie błędy psychologiczne popełniają najczęściej naukowcy i dziennikarze piszący lub wypowiadający się o klimacie. Niestety, doskonale wiem, że popełniam praktycznie wszystkie te błędy i jest to mój świadomy wybór. Mój blog, moje zasady.

Wiem, że powinienem więcej pytać, odwoływać się do wiedzy czytelników i stopniowo, krok po kroku, prostować ewentualne błędy i luki w tej wiedzy. Wiem to, ale za cholerę brak mi cierpliwości. 

Wiem, że powinienem unikać na przykład przekazywania zbyt wielu szczegółów, gdyż to - kolejny efekt psychologiczny - męczy i zniechęca czytelników. Wiem i...

No, jest wiele błędów, które popełniłem przez te wszystkie lata. Efekt jest taki, że z blogerów Salonu przekonałem może ze dwie, trzy osoby - wiem to, gdyż osoby te napisały do mnie. 95% jak było nieprzekonanych, tak jest i to moja niewątpliwa porażka. Z drugiej strony dzięki takiej a nie innej decyzji jestem bardziej sobą. Coś za coś.

Obecnie piszę już znacznie mniej (wiem, cieszy to Was), gdyż się wypaliłem a i Salon - mam takie wrażenie - zmienił się na gorsze. Jest coraz mniej blogerów, którzy potrafili pisać ciekawie, ostro, czasem kontrowersyjnie. Często się z nimi nie zgadzałem, ale dyskusja bywała wtedy najczęściej żywa, ciekawa ale i oparta choćby na próbach argumentowania. Język był cięty, nie brakowało uszczypliwości. To, co jest teraz - w mojej ocenie - to przewaga chamstwa, wycieczek osobistych, tępej propagandy, miałkiej dyskusji. I, to chyb boli najbardziej - pozostały kółka wzajemnej adoracji, kiszące się we własnym sosie.

Wielu, niestety zbyt wielu, blogerów nie dopuszcza u siebie najmniejszych odstępstw od swoich przekonań cenzurując i banując chcących wyrazić swoją opinię. Po co więc blogują, skoro jednocześnie zabijają wszelką dyskusję?

Lubię to! Skomentuj345 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości