35 obserwujących
642 notki
745k odsłon
  3366   3

Nigdy nie krytykuj Polski, choćby nie wiem co!

Pod wczorajszą moją notką o propozycji Unii Europejskiej, by 30% obszaru lądowego Wspólnoty i 30% obszaru morskiego przeznaczyć ochronie przyrody posypały się komentarze nieprzychylne i wręcz wrogie. Przecież jak śmiałem napisać cokolwiek krytycznego o moim kraju! Niektórzy chyba mylą patriotyzm z szowinizmem a wręcz ze ślepym, głupim nacjonalizmem. Tymczasem według mnie, jeśli jesteś patriotą, to pragniesz, by Twój kraj się rozwijał, polepszał. Tymczasem nie ma rozwoju bez krytycznego oglądu, bez poprawy nieprawidłowości. Patriota więc nie tylko może, co wręcz musi krytykować swój kraj, gdyż tylko jasno zdefiniowane i nagłośnione problemy mogą być naprawiane - z korzyścią dla Polski.

Niestety jednym z zaniedbanych obszarów jest ochrona środowiska. I nie ma tu znaczenia, że w jakiś krajach europy jest gorzej, lub, że robią tam mniej. Tego typu argumentacja to nic innego jak "a u was biją murzynów". Podpatrujmy w innych krajach ich dobre działania i rozwiązania a unikajmy wdrażania u nas złych rzeczy, jakie z pewnością gdzieś za granicą Polski istnieją.

Zresztą, jeśli już ktoś używa argumentu, że gdzieś jest gorzej, niż u nas, to niech najpierw sprawdzi, czy rzeczywiście tak jest. Sporo wczoraj było krytyki pod adresem Niemiec, ulubionego tematu dla części prawicowych wyborców. Gdy Unia, organizacja zrzeszająca 27 państw kontynentu z ogromnie zróżnicowanym stanem przyrody i z dużymi różnicami w działaniach ochronnych podejmuje się podjęcia niezbędnych, w świetle obecnego kryzysu ekologicznego, działań naprawczych wyborcy prawicy zamiast szansy dla naszego kraju widzą zagrożenia i węszą spisek... oczywiście Niemiec. Nie żebym uważał, że jest to kraj "krystalicznie czysty" - co to, to nie. Problem jednak w tym, że cokolwiek by się nie działo, to dla prawicy jest niemal zawsze wina Niemiec.

 Najwyższą formą ochrony przyrody, jedyną w niemal 100% ograniczającą działalność gospodarczą jest Park Narodowy oraz rezerwat. Tych mamy w kraju ok. 1,5%, zaś - według danych GUS - średnia Unijna to ok. 3,4%. I są to dane dla ujednoliconych kryteriów międzynarodowych IUCN. Owszem, mamy bardzo duże tereny kraju objęte teoretyczną ochroną w Parkach Krajobrazowych - ok. 22%. Problem w tym, że jest to ochrona bardzo słaba a i tak zresztą często nieprzestrzegana. Prawdą jest też, że nie trzeba chronić wszystkich obszarów cennych przyrodniczo w najwyższym stopniu - w Parkach Narodowych i rezerwatach. Bardzo dużo terenów cennych przyrodniczo to obszary - dawnego - krajobrazu wiejskiego, lub umiarkowanie użytkowane gospodarczo lasy. Nie zmienia to jednak faktu, że zdefiniowanych i udokumentowanych do objęcia najwyższą formą ochrony terenów w Polsce jest więcej, niż ten 1,5% i od dekad na utworzenie czekają cztery Parki Narodowe i wiele rezerwatów. Powinniśmy więc mieć w rezerwatach i w Parkach Narodowych nie 1,5% powierzchni kraju, ale 2 - 3 razy więcej. Co ciekawe i bolesne - bylibyśmy wtedy dopiero w Unijnej średniej...

I tak pojawiły się, oczywiście, komentarze, że Strategia Bioróżnorodności UE została przygotowana - pod nadzorem Niemiec, oczywiście - tylko po to, by uczynić z Polski skansen. Tymczasem jest to wierutna bzdura. Strategia ani nie dotyczy tylko Polski, tylko całego obszaru UE, ani nie uczyni z naszego kraju skansenu.

Po pierwsze: Strategia będzie wspierać finansowo ekologiczną produkcję żywności. Jest to więc ogromna szansa dla naszej wsi, choć niestety szansa już obecnie zagrożona. Tyle się na prawicy, a już chyba zwłaszcza na łamach Telewizji Trwam mówi o ochronie "tradycyjnej polskiej wsi" a tu to samo środowisko ostro krytykuje propozycje Unii zmierzające do realnej ochrony tejże wsi i małych gospodarstw rolnych!

Dlaczego piszę, że jest to szansa zagrożona? Ano dlatego, że tej "tradycyjnej polskiej wsi" niemal już nie ma. Przynajmniej u mnie, w Wielkopolsce, ale słyszałem, że i w innych województwach jest coraz gorzej. W "zamian" mamy coraz większą dominację ogromnych ferm i już chyba praktycznie wszędzie monokultury, w tym uwielbianej przez dziki kukurydzy. Czy to źle? Z wolnorynkowego punktu widzenia - nie. To większe dochody (części) rolników, to kumulacja majątku, większe uprzemysłowienie rolnictwa, więcej żywności z hektara. Ale jest to przecież dokładnie ta sama droga, jaką poszły krytykowane Francja, Niemcy, Beneluks... Kraje, które teraz z zazdrością patrzą na naszą przyrodę i wydają miliardy by choć trochę ograniczyć negatywne skutki rolnictwa (wielko)przemysłowego...

No ale coś za coś. Za większą produkcję żywności z hektara płacimy degradacją nie tylko przyrody, ale też tradycyjnego krajobrazu rolniczego oraz - prawdopodobnie - zdrowiem. To, że rolnicy produkują więcej oznacza najczęściej, że stosują więcej nawozów sztucznych, środków ochrony roślin, intensywniej użytkują pola - co prowadzi do ich erozji. Większe stada trzody i bydła to większa koncentracja antybiotyków, chorób, ścieków zanieczyszczających nasze rzeki i Bałtyk. Jednak tego wszystkiego nie zobaczy konsument, kierujący się przy wyborze najniższą ceną w supermarkecie. Dziś więc już nie tylko naukowcy apelują, że "coś" w tym wolnorynkowym systemie rolniczym zgrzyta i należałoby go poprawić. Ta wiedza w Europie przedarła się już do decydentów i między innymi dlatego powstaje Strategia Bioróżnorodności. Zapomniałem jeszcze napisać, że - w mojej opinii - środowisko Radia Maryja co innego głosi a co innego robi. Z jednej strony mowa jest tam o obronie tradycyjnej polskiej wsi, drobnych gospodarzy. Z drugiej strony - rzeczywiście chroni się tam wielkich farmerów, inie mających wiele wspólnego z tradycją rolniczą Polski "futrzarzy" tymczasem w branży tej, co nie jest wielką tajemnicą, znaczny udział mają hodowcy zagraniczni...

Lubię to! Skomentuj364 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości