34 obserwujących
646 notek
750k odsłon
  1392   0

Sci fiction, światowy pokój i ludzka natura.

W kanonie sci - fictcion niezależnie czy jest to dystopia, czy utopia, bardzo często odmalowany jest obraz świata bez narodów, gdzie cała Ziemia jest zjednoczona. Oczywiście motywy tego zjednoczenia bynajmniej nie są szlachetne, to wynik na przykład inwazji obcej kosmicznej cywilizacji czy też prowadzenia wojny ze zbuntowanymi koloniami planetarnymi. I, według mojej opinii, taka przyszłość jest bardzo, bardzo prawdopodna, gdyż gdy tacy po prostu, jako gatunek, jesteśmy. Sci fiction zadaje jednak pytania, czy tacy musimy być i czy możemy się zmienić. No i czy możemy zmienić się dobrowolnie, czy zmiana będzie wymuszona. Jestem przekonany, że tylko przymus może ludzkość zmienić a i tak nasze genetyczne uwarunkowania zawsze będą wychodziły na wierzch.

Czego potrzeba do zjednoczenia ludzkości? Raczej można odrzucić utopijną wizję świata, który jednoczy się dobrowolnie, w wyniku rozwoju intelektualnego człowieka. To zbyt piękne, by było prawdziwe. Ale moim zdaniem przyszłość, w której jednoczymy się w wyniku jakiegoś zagrożenia jest całkiem realna, choć jest niemal pewne, że "po drodze" będzie wiele krwawych konfliktów i kryzysów cywilizacji. Tego również uczy historia. Imperia wzrastały, stagnowały, upadały. Jedne długo, inne gwałtownie. Wydaje się to być nieuniknione, dopóki będziemy się różnicować i uważać lepsi od innych. A inni lepsi od nas. Dopóki język, kolor skóry, religia, czy inne powody wojen będą dla choć promila ludzkości ważne, dopóty krwawe konflikty będą występować. W przypadku takich religii (nieważne, czy mówimy o islamie, judaizmie czy o chrześcijaństwie) warunkiem pokoju światowego jest albo mocny wzrost tolerancji religijnej PO OBU stronach, albo globalne odejście od religii do ateizmu. W perspektywie nawet setek lat nierealne...

Nieco lepiej jest z kolorem skóry. Tu postęp jaki się dokonał na przestrzeni ostatnich stu lat jest ogromny i idzie - z pewnymi oporami - ku lepszemu. Rasizm przez zdecydowaną większość ludzkości uznawany jest za coś złego. A dla garstki rasistów, która jest i pewnie - niestety - jeszcze długo będzie, jest coraz mniejsze przyzwolenie prawne i społeczne, by mogli czynić krzywdę innym. Oczywiście rasizm nie dotyczy tylko białych. Występuje w różnych formach i nasileniu na całym świecie, w Japonii występuje choćby zjawisko silnego ostracyzmu (ale bez agresji) części społeczeństwa wobec obcych - również białych Europejczyków czy Amerykanów. Ale ksenofobia i wśród Japończyków wydaje się słabnąć. Dla części tutejszych blogerów przypuszczam, że te zjawiska, ta postępująca globalizacja, odejście świata od narodów na rzecz globalizacji i unifikacji jest złe. Być może jednak jest nieuniknione. I choć w wyniku tych procesów znika bogactwo kulturowe, to czy jesteśmy w stanie je zatrzymać? I czy zanikanie kultur, w dobie ogromnych możliwości cyfryzacji i archiwizacji dosłownie wszystkiego, należy oceniać jako całkowicie negatywne, skoro przez ostatnie tysiąclecia zanikła niezliczona ilość kultur, tradycji, czy języków?

Weźmy "nasze" Boże Narodzenie. To, co napiszę dla wielu będzie kontrowersyjne i sprzeczne z ich światopoglądem, więc pewnie zareagują wrogo. Ale nie napiszę niczego nowego o czym historycy by nie wiedzieli i o czym by nie pisali. Jest bowiem bardzo prawdopodobne, że tradycję Bożego Narodzenia pożyczyliśmy sobie od wyznawców bożka Mithry, obchodzących swoje święto w Rzymie właśnie w dniach przesilenia zimowego... A w czasach już nam dużo bliższych, tradycja ubierania choinki liczy sobie... jakieś dwieście lat... Dziś dla nas jest to tradycja przez duże T. A nawet TRADYCJA. Ciężko nam sobie wyobrazić święta bez choinki, choć raptem dwieście lat temu był to zwyczaj nieznany, wtedy TRADYCJA była zupełnie inna. I nikt nie może mieć pewności, czy za kolejne dwieście lat nie będzie już innej TRADYCJI. Tradycji, której pewien odsetek społeczeństwa będzie zażarcie bronił i na którą będzie się powoływał w sporach z "niewiernymi". Dla niektórych więc zanik tradycji, globalizacja i unifikacja kultur i narodów jest jednoznacznie zła. Dla innych, stojących niejako pośrodku, jest i trochę zła i trochę dobra - potrafią dostrzec jej pozytywy. Dla jeszcze innych jest to zjawisko jednoznacznie dobre. Niezależnie jednak od takiej czy innej oceny jest to zjawisko nie do uniknięcia. Jednak tradycje nie znikają całkiem, nawet pod naporem globalizacji i unifikacji kultur - jakiś ich rdzeń zawsze trwa i jeszcze długo będzie trwał. Topienie Marzanny, śmingus - dyngus, malowanie jajek - to wszystko podobno robili już Słowianie. Którzy być może zapożyczyli część z tych rytuałów od innych plemion... I można przypuszczać, że z jakiś nieznanych nam powodów będą to robić przyszłe pokolenia...

Lubię to! Skomentuj92 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura