34 obserwujących
646 notek
750k odsłon
  520   0

Krótko o Japonii przez pryzmat filmów i seriali

Na swoim blogu kilka razy podzieliłem się z Wami moimi wrażeniami z obejrzanych przeze mnie filmów i seriali wyprodukowanych w Japonii. Nie były to recenzje, gdyż takowych, jak słusznie zauważył złośliwy komentator (a są inni?) pisać nie potrafię. Poniższe nie jest więc recenzją a bardziej podzieleniem się z Wami moimi subiektywnymi odczuciami popkulturowego i kulturowego bogactwa kraju Kwitnącej Wiśni. Tu skupię się na gatunku odkrytym przeze mnie kilka lat temu, wcześniej niesłusznie, jak się okazało, pogardzanym i nie docenianym. Tymczasem są to pozycje, które dostają często prestiżowe nagrody, jak oscarowy Spirited Awey (polski tytuł "W krainie bogów"), "Księżniczka Mononoke", "Ruchomy zamek Nauru" i wiele, wiele innych. Są to produkcje adresowane zarówno dla wymagających wysokiej jakości kultury dorosłych, poprzez komedie dla dorosłych i erotykę dla dorosłych, po produkcje wyłącznie dla dzieci... (Gdzieś kiedyś wyczytałem, że i "nasza" Pszczółka Maja" to też produkcja anime, niestety nie mogę znaleźć już tego artykułu... )

W każdym razie przez ostatnie dwa, trzy lata trafiłem na tytuły średnie, dobre, bardzo dobre i ocierające się o genialność. Po ich obejrzeniu nasuwa się kilka wniosków: pierwszy to taki, że dla Japończyków chyba nie ma tematu tabu, a seks - przynajmniej w kulturze medialnej - nie jest tematem, którego by unikali. I nie chodzi mi wcale o tzw. hentaie...

Po drugie: niemal w każdej produkcji można wyczyć ducha kultu rywalizacji, dawania z siebie więcej, choćby krew po nogach ciekła... Masz cierpieć, możesz się czołgać, ale nie możesz się poddać. A jak Ci się uda... spróbuj jeszcze raz, tylko lepiej. Z drugiej strony, właśnie przez takie podejście, drugim częstym motywem w anime są tzw. hikkimori

Wielu młodych ludzi nie wytrzymuje po prostu tej społecznej presji, zresztą jest po prostu niemożliwe, aby każdy odniósł sukces... Za sprawą między innymi poruszających często ten problem anime podejście społeczeństwa wobec hikimori obecnie się zmieniło, dawniej byli poddawani ostracyzmowi, co nie sprzyjało ich powrotowi do społeczeństwa, obecnie mogą liczyć na pomoc psychologiczną. Co ciekawe zjawisko to zaczęto obserwować i w innych krajach, w tym w Chinach. To, co wydaje się łączyć te kraje, to właśnie bardzo silna presja społeczeństwa, pogoń, na osiągnięcie sukcesu. 

Po trzecie Japończycy potrfią w anime podjąć każdy temat i to często z sukcesem. Przykład: czy komuś w Polsce wpadłoby do głowy wyprodukowanie filmu animowanego dla dorosłych o konkursie Chopinowskim? Nawet biorąc pod uwagę fakt, jak popularny jest Chopin w Japonii, temat ten - w przypadku filmów i seriali - wydaje się co najmniej ryzykowny. Niszowy. A jednak, ostatnio widziałem serial animowany o Chopinie właśnie, który niespodziewanie wbił mnie w fotel. Świetnie zrobiony, wyważony i co niezwykłe przy takiej tematyce: z dobrą, wciągającą do końca fabułą. Po tym, jak my zabraliśmy się za ekranizację dobrego Wiedźmina Sapkowskiego cieszę się, że za Chopina wzięli się prawdziwi jego wielbiciele. Obawiam się, że niestety, my byśmy wyprodukowali kolejny gniot... Co też niezwykłe w serialu (którego tytuł to You Lie i April i który dostępny jest na netflixie) to wielka dbałość o szczegóły: można poczuć się, jak na koncercie muzyki klasycznej albo na koncercie Chopinowskim.

Na blogu pisałem już o takich pozycjach jak " "Parasite" "Dr. Stone", które oceniam na 9/10. Mogę do tego dodać jeszcze Winland Saga (9/10), Kowboy Bepop (8/10), Ghost in the Shell (zekranizowana z Milą Jovovich), Notatnik Śmierci (8/10).

A z pozycji ocenianych subiektywnie przeze mnie na od 6 do 8: Accel World, Arifureta, Danmachi, Darwin Game, Jujutsu Kaisen, No game, no life. Plus tytuły dużo lżejsze, najczęściej komedie (w tym sprośne czasem): Kill la Kill, Mushoku tensei 

i

anime odkryte przeze mnie miesiąc temu, długo zastanawiałem się, czy na tym portalu warto się dzielić wrażeniami z niego... Ale, co mi tam. Tytuł to "ishuzoku-reviewers-18" Zaś fabuła w dużym skrócie sprawadza się do tego, że jest sobie fantastyczny świat, w którym żyją wszelakie znane nam z kultury wschodu i zachodu stwory. Są i elfy, ludzie, niziołki, wróżki, anioły, smoki, smokoludzie. Wojen niemal nie ma między tymi rasami, gdyż... napięcia (między rasowo) :) rozładowuje się przez... tak, tak, przez seks. Są więc burdele, a raczej cały wachlarz burdeli (sukkuzan>kurtyzany+sukkuby) w tym lokale ze smoczycami, niziołkami, wróźkami... Choroby? Zabezpieczenia? Od tego przecież są magiczne zaklęcia! W tym (pięknym :P) świecie paczka kumpli: człowiek, elf, niziołek i zwierzołak (?) para się najemnictwem, wypełnianiem misji w gildiach poszukiwaczy przygód (to aż nazbyt częsty motyw w SF). Tu jednak następuje miły zwrot akcji. W wolnym czasie, za zarobione złocisze kumple spędzają czas w pubie a potem idą na miasto, do sukkuzan właśnie. Pewnego dnia, po pijaku, postanawiają napisać recenzję lokalu z ostatniej wizyty. Niespodziewanie recencja ta spotyka się z ogromną popularnością wśród bywalcow pubu, którzy płacą naszym bohaterom, by ci zrecenzowali inne miejsca... No i się zaczyna, recenzje te są niezwykle zabawne, podszyte nienachalną erotyką (nawet cenzura jest tu zrobiona z humorem), autorzy bawią się i erotyką i fetyszami i konwencją fantastyki. Mamy różnorodność spojrzeń: ta sama recenzja tego samego sukkuzana różni się diametralnie w wykonaniu człowieka, czy niziołka. Przykład: człowiek lokal z wróżkami ocenia nisko ze względu na ograniczenia...ekhmmm... rozmiarów :) wskutek czego nie może sobie... poszaleć... zaś niziołek ten sam lokal ocenia wysoko... właśnie przez ograniczenia... rozmiarów! :P Tylko chyba Japończycy mogli na to wpaść i zrobić z tego serial absolutnie nie aspirujący do wysokiej kultury. Ale za to niezwykle sprośny i zabawny. Takich pozycji też trzeba i oni o tym wiedzą.

Wszystkie tytuły są dostępne za darmo w sieci.




Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura