33 obserwujących
636 notek
734k odsłony
  7203   0

Węglowe prawdy, półprawdy i kłamstwa.

Dla laika w temacie węglowym, jakim jestem, oddzielenie szumu informacyjnego jest, jeśli nie niemożliwe, to cholernie trudne. Nigdy tego nie ukrywałem, nie znam się na górnictwie a swoje zdanie opieram w całości na wiedzy wyniesionej ze studiów z ochrony środowiska i z publikacji rządowych instytucji i niezależnych ekspertów. Z tymi ostatnimi jest niestety problem: każda strona może wynająć eksperta (lub "eksperta") i przerzucać się argumentami. I komu tu wierzyć, skoro diabeł często tkwi w niemożliwych dla przeciętnego zjadacza chleba do sprawdzenia szczegółach? Ukrytych zapisach i odsyłaczach?

Na logikę rację powinien mieć ten, kto mniej kłamie (bo kłamstw niestety dopuszczają się obie strony, to już jest wojna podjazdowa na wyniszczenie).

Przyglądam się więc od jakiegoś czasu temu konfliktowi i z przykrością zauważam, że strona górnicza dopuszcza się wielu kłamst i i półpraw, choć i strona rządowa nie jest wolna od manipulowania. Oddzielić w takiej sytuacji ziarna od plew jest bardzo ciężko.

Na podstawie dyskusji pod moją poprzednią notką wybrałem kilka często powtarzanych "argumentów", które są co najmniej wątpliwe. By nie podgrzewać niepotrzebnie nerwów celowo używam tu cudzysłowiu, zamiast słowa, którego piewotnie chciałem użyć..

1. Argument pierwszy:  "Na kopalnie są chętni inwestorzy z Czech i Niemiec, muszą więc być rentowne."

Owszem są. Tyle tylko, że ich deklaracje nie pokrywają się z działaniami. I żeby nie było, informację o tych dziwnych ruchach wyczytałem na portalu górniczym:

http://www.nettg.pl/news/125129/gornictwo-fedruja-na-razie-w-marzeniach

"Pierwsza i najgłośniejsza propozycja miała polegać na wykupieniu zamykanej kopalni Kazimierz-Juliusz przez spółkę Polski Węgiel Dystrybucja z Dąbrowy Górniczej, która od roku wzbogaca węgiel i sprzedaje go w Polsce energetyce i odbiorcom prywatnym. PWD ogłosił, że chce powtórzyć w Kazimierzu sukces uratowanej przez pracowników kopalni Silesia. Szkopuł w tym, że - inaczej niż w Czechowicach - nie ujawniła dotąd inwestora, a jej własny kapitał zakładowy wynosi tylko 400 tys. zł. Szeptano, że oferta PWD jest ukrytą inicjatywą związkowców, którzy potrzebowali argumentu w konflikcie z zarządami kopalni i Katowickiego Holdingu Węglowego"

"Czwarta sosnowiecka "kopalnia" już praktycznie wydobywa, tyle że piasek zamiast węgla: w pobliżu centrum dystrybucyjnego Jeronimo Martins, przy eskpresówce S1, na działkach CTL Logistics (dawna kopalnia piasku Maczki-Bór) spółka o nazwie Zakład Górniczy Zagłębie z sąsiedniej Dąbrowy Górniczej rozpoczęła latem tego roku rozpoznanie złoża węgla kamiennego i w tym celu zgarnia koparkami wierzchnią warstwę piaszczystego gruntu. Według planów wydobycie węgla nie rozpocznie się wcześniej niż za... 10 lat, pod warunkiem, że surowiec się znajdzie i będzie leżał płytko, do 100 m pod powierzchnią."

Czy to wszystko nie jest podejrzane? W artykule z Nettg.pl dowiedzieć się też można skąpych informacji o braku działań innej często wspominanej firmy mającej zainwestować w upadające kopalnie: HMS Bergbau AG. Kłopot w tym, że (jak piszą w artykule) plany tej firmy znane są już od kilku lat i na razie nic się nie dzieje.

Trzeba też pamiętać, że zamykane kopalnie po sprzedaży inwestorowi mogą jednak okazać się rentowne. Dzieje się tak, gdyż górnicy rezygnują wtedy z przywilejów (ale za wyższe płace), co usprawnia administrację i zarządzanie, oraz pozwala odchudzić kadry. Zapomina się też często o tym, że taka prywatna kopalnia korzysta na tym, że do górniczych emerytur dopłaca skarb państwa.

Niewątliwie możliwość pierwokupu kopalni powinni mieć górnicy. Jeśli twierdzą, że wydobycie jest opłacalne powinni mieć taką możliwość. Tak zrobiono w kopalni Silesia, gdzie górnicy mają część akcji prywatnej firmy. Taka forma motywuje też do bardziej wydajnej pracy.

2. Argument drugi: Polska węglem stoi, mamy go na kilkaset lat.

To jest tak często powtarzany argument, że prawdziwe staje się powiedzenie Goebellsa: "kłamstwo powtarzane milion razy staje się prawdą" (Jakoś tak to leciało).

Jest prawdą, że mamy bardzo duże zasoby węgla. Zasobami w geologii nazywa się to wszystko, co jest pod ziemią, bez oglądania się na opłacalność wydobycia. Natomiast zasoby uwzględniające opłacalność ekonomiczną nazywamy w geologii rezerwami. Ale to jeszcze nie wszystko, bo opłacalne w wydobyciu zasoby (czyli rezerwy) są pomniejszane poprzez straty na wydobyciu. No i tu zaczyna się jazda, bo, po uwzględnieniu kryteriów ekonomicznych okazuje się, że rezerw wcale nie mamy tak dużo, a straty produkcyjne mamy z kolei bardzo duże.

Nie na darmo raport NIK z 2011 roku mówi o rabunkowej gospodarce węglem.

Wszystko po to, by ciąć koszty wydobycia i tak już bardzo wysokie.

http://www.nik.gov.pl/plik/id,2494,vp,3158.pdf

Straty wynikają między innymi z konieczności zostawiania filarów ochronnych, by chronić powierzchnię ziemi przed zapadaniem się gruntu. To są wcale nie małe straty, bo jak czytałem ostatnio:

"KWK Pokój oraz KWK Mys³owice. Ograniczenia zasobowe w KWK Pokój wynikaj¹
z faktu, ¿e kopalnia posiada 94,5% zasobów operatywnych w filarach ochronnych, a dodatkowo
konieczne jest pozostawienie filara dla ochrony projektowanej trasy N-S, ³¹cz¹cej
siê z autostrad¹ A-4.""

http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=10&cad=rja&uact=8&ved=0CFUQFjAJ&url=http%3A%2F%2Fmeeri.eu%2FWydawnictwa%2FPE111%2F30-Sobczyk.pdf&ei=YCi0VLHEH87qOK3xgIAK&usg=AFQjCNFC8bsVYBMcohbUre7QjXEtv18xpA

Tu chyba warto napisać o - moim zdaniem - ukrytym skandalu, za który nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Gdy kilka lat temu ceny węgla były bardzo wysokie kopalnie zamiast inwestować przejadały swoje zyski. Dziś to się mści, gdyż bez nowoczesnych maszyn kopanie wydobywają węgiel metodą ścianową uznawaną przez ekspertów za wydajną i bezpieczną, ale powodującą bardzo duże straty na wydobyciu.

Ostatnio w jednym artykule, którego niestety za cholerę nie mogę odnaleźć czytałem, że Bogdanka na jedną tonę wydobywanego węgla inwestuje w badania i sprzęt około 60zł, tymczasem kopalnie na Śląsku... góra kilkanaście złotych. To jest proszenie się o kłopoty na własne życzenie. Trudno jednak o inwestycje w firmie generującej gigantyczne straty...

Ale wracając do tematu zasobów i rezerw: co się stało, że tak ostatnio spadły szacunki rezerw w Polsce (ale i w całej Europie)?

Stały się kopalnie odkrywkowe w Azji, USA i RPA. Wydobycie tam węgla z głębokości kilkunastu metrów (a w USA nawet kilku) jest tak tanie, że opłaca się przewieźć węgiel przez pół świata i sprzedać go z zyskiem po drugiej stronie globu.

Tu warto zapoznać się z ciekawą analizą, która daje wiele do myślenia: http://slomski.us/2014/06/11/andrzej-szczesniak-falszywy-ekspert-rynku-wegla/#comments

3. Argument trzeci: "górnicy wcale nie zarabiają dużo"

Nie wiem ile NAPRAWDĘ zarabiają, przecież, by to sprawdzić sam musiałbym brać górniczą pensję. Jednak zastanawia mnie zderzenie deklaracji górników twierdzących, że zarabiają po 1500 zł z tym: http://natemat.pl/129957,biedni-gornicy-schowali-swoja-liste-plac-ze-wstydu

Oczywiście górnicy dołowi, ci pracujący w naprawdę niebezpiecznych i trudnych warunkach powinni być godziwie wynagradzani, co do tego nie ma wątpliwości. Otwartym pozostaje pytanie, czy pracownicy biurowi powinni zarabiać po 5000 zł. (Jeśli wierzyć zamieszczonemu w artykule zestawieniu).

4. Argument czwarty: "węgiel jest nasz, nawet jeśli wydobycie jest nieopłacalne, to nie można z niego zrezygnować, gdyż zapewnia nam niezależność od Rosji"

To jest dla mnie najbardziej kontrowersyjny i najtrudniejszy do rozgryzienia argument ze wszystkich wymienionych. Z jednej strony wydaje się logiczny, z drugiej strony i tak już sprawadzamy węgiel z Rosji (i nie tylko), i to coraz więcej, gdyż wygywa cenowo i jakościowo (tak!) z naszym.

I, przyglądając się importerom węgla zauważyłem ciekawą rzecz. Niemcy i Wielka Brytania, które też przecież posiadają znaczne pokłady węgla od lat osiemdziesiątych niemal całkowicie z niego zrezygnowały, zdając się na import. Jakoś nie widzę, by gospodarka Wielkiej Brytanii ucierpiała na tym.

Czy jednak nie popełniają te kraje błędu, wystawiając się na możliwość uzależnienia od Rosyjskiego węgla i możliwość sznatażu?

Nie, z kilku powodów. Węgiel jest zupełnie odmiennym pod względem strategicznym surowcem od gazu. Zauważmy, że o ile na gazie Putin często stosował groźbę szantażu, tak nigdy nie robił tego z ropą i węglem, których Rosja też bardzo dużo eksportuje.

Węgla na świecie jest bardzo dużo, rozmieszczony jest w wielu miejscach, jest wielu eksporterów a jest też dopiero trzecim, pod względem ważności surowcem energetycznym. Jak Putinowi choćby zaświtałaby w głowie myśl o szantażu, to importerzy szybciutko znaleźliby sobie innego dostawce.

Kraje - importerzy węgla mają też przecież swoje własne rezerwy pod ziemią. I chociaż wznowienie wydobycia w zamkniętych i zalanych kopalniach nie byłoby tanie, jest wykonalne, co też odbiera ewnetualną siłę szantażu Putinowi.

Strategia importerów węgla jest więc prosta: zostawiamy własne zasoby na przyszłość, czekając na wzrost cen (a nawet licząc się z możliwością ich zostawienia na zawsze) a importujemy tani węgiel. Czy jest to słuszna droga? Czas pokaże, wydaje się jednak, że to mądra decyzja. Tani węgiel z odkrywek Indonezji, Rosji, Kazachstanu, Kolumbii, USA, RPA... prędzej, czy późiej się skończy a ceny węgla podskoczą. Nikt jednak nie wie, czy stanie się to za pięć, pięćdziesiąt, czy sto lat. A może nie stanie się nigdy.

My tymczasem fedrujemy drogi i coraz droższy węgiel z głębinowych kopalni, wykorzystując do cna rezerwy, które według PIG, NIK i innych niezależnych instytucji skończyć się mają za 20-30 lat. Gdy na węgiel znów przyjdzie koniunktura może się okazać, że nie mamy czego sprzedawać...

Oczywiście nie twierdzę, że mamy zamknąć wszystkie kopalnie i nagle przestawiać naszą energetykę opartą w 90% na węglu na nowe tory atomu i OZE. Nie, nie twierdzę tak, bo to by była głupota. Po pierwsze możliwość zaspokojenia naszych potrzeb energetycznych przez OZE to na razie kilkanaście, góra kilkadziesiąt procent. Po drugie nawet w połączeniu z czterema, cholernie drogimi i kontrowersyjnymi atomówkami da to może z 50% zapotrzebowania. Po trzecie przy nowoczesnych technologiach węgiel można spalać nawet z 40% wydajnością i znaczną redukcją zanieczyszczeń (ale możliwość wychwytu CO2 to, jak narazie mrzonka).

Twierdzę natomiast, że powinniśmy tę drogę zacząć. Opracować program powolnego, obliczonego na dekady wygaszania górnictwa. Program uwzględniający edukację i zamrażanie kierunków górniczych na uczelniach, by nowe pokolenia górniczych nie trafiały na studnię bezrobocia. Program likwidowania dopłat do energetyki konwencjonalnej i wspierania energetyki rozproszonej.

5. Argument piąty: "importowany węgiel jest gorszej jakości"

Tu przytoczę tylko opinię dyrektora Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla z Zabrza: "to było niewykonalne zadanie. Nie ma takich parametrów technicznych, które pozwoliłyby wyeliminować węgiel rosyjski i nie uderzałyby jednocześnie w polski - mówi w rozmowie z WysokieNapiecie.pl dr hab. Piotr Sobolewski, dyrektor IChPW. - Przyrody i fizyki się nie oszuka."

http://wysokienapiecie.pl/energetyka-konwencjonalna/499-kto-wyjdzie-zwyciesko-z-bitwy-o-normy-dla-wegla

Swoją drogą to zastanawiające, że nie mieliśmy norm jakościowych... a ich wprowadzenie musi być bronione:

"Tu nie chodzi tylko o import, chodzi o przyszłość węgla jako paliwa w Polsce. Jeśli dziś nie wprowadzimy norm jakości, to coraz więcej miast będzie szło w ślady Krakowa i w ogóle zakazywało palenia węglem w gospodarstwach domowych."

A rynek detaliczny to ostatnia deska ratunku dla branży...

No i na koniec, choć podobno leżącego się nie kopie do wysokich kosztów wydobyciu, uporczywie utrzymującej się dekoniunktury na światowych rynkach, pełzającej w ślimaczym tempie światowej gospodarki, rozwoju OZE muszę też wspomnieć o niekorzystnej dla branży węglowej polityce.

To jednak zbyt szeroki temat na jedną notkę...

 

 

 

 

 

 

 

 

Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale