31 obserwujących
542 notki
561k odsłon
2411 odsłon

Krok ostateczny - geoinżynieria klimatu, oby do tego nie doszło!

Wykop Skomentuj45

Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy już w czarnej d**ie. Wielu nie chce w to wierzyć, zakrzykując głosy naukowców, gdyż te mówią o konieczności ograniczeń. Ja w sumie też wolałbym, by naukowcy się mylili, by stary porządek do którego wszyscy przywykliśmy nadal trwał. Ale czy kiedykolwiek w dziejach było tak, że jakiś system społeczno - kulturowo - gospodarczy utrzymał się dłużej, niż tysiąc lat? Nie, nigdy tak nie było. Obecny system, do którego jesteśmy przyzwyczajeni dał nam wiele dobrego, jest jedną z lepszych rzeczy, które ludzkość wymyśliła, jednak ma w sobie krytyczny błąd: by światowa gospodarka rosła i by poprawiał się byt ludzi musimy wydobywać coraz więcej i więcej surowców i produkować coraz więcej zanieczyszczeń. Każde podwojenie światowego PKB oznacza podwojenie zużywanej energii, wydobywanych surowców oraz emitowanych zanieczyszczeń. Jest dla większości, gdyż niestety są osoby tym faktom zaprzeczające, jasne, że Ziemia ma granice wytrzymałości. Pytanie nie jest więc, czy te granice kiedyś przekroczymy, tylko kiedy to się stanie.

image

A jak pisałem wielokrotnie pojawia się coraz więcej dowodów, że te granice już są przekroczone. Z pewnością przekroczyliśmy próg odporności planety na nadwyżki azotu  i fosforu z rolnictwa (coraz większe martwe przybrzeżne strefy w oceanach) oraz utraty genetycznej bioróżnorodności (to ogromny problem, przykładowo zanikają stare odmiany pszenicy, które mają geny odporności na choroby). Szybko zbliżamy się do progu odporności klimatycznej (nie w kierunku zmiany klimatu problem, tylko w jej szybkości), rośnie zanieczyszczenie plastikiem, nowymi związkami chemicznymi, zakwaszenie oceanów. Już jeden z tych problemów ma ogromny niszczycielski dla życia potencjał, ale ich połączony wpływ to dla życia broń masowego rażenia.

Jeszcze kilka lat temu wiadomość o znalezieniu martwego wieloryba z kilkudziesięcioma kilogramami plastiku w żołądku była sensacją. Obecnie takich doniesień jest nawet kilkanaście w roku...

https://wiadomosci.onet.pl/politico/nawet-nie-wiemy-ile-zjadamy-codziennie-plastiku-ani-czy-nam-to-szkodzi/d39jcvg

I tak, Ziemia przetrwa. Z całą pewnością życie się odbuduje, z geologii znamy ogromne kryzysy, Wielkie Wymierania, kiedy to nawet ponad 95% ówczesnych gatunków wymarło a jednak żyjemy na zielono - błękitnej planecie. Nie jest to jednak >dla nas< żadnym pocieszeniem, gdy nie będzie już ŚWIATA JAKI ZNAMY. Być może ludzkość i to przetrwa, być może będziemy mieszkać w miastach, uzależnieni całkowicie od technologii (dla mnie, umiarkowanego technofila - koszmar), być może zdołamy skolonizować inne planety. Ale po cholerę ryzykować?

Tymczasem właśnie ryzykujemy i to coraz bardziej. Ociepleniu klimatu powodowanego emisją gazów cieplarnianych (dwutlenek węgla, podtlenek azotu, metan, halogenki i inne) zaprzecza coraz mniej osób, dowody są już zbyt przytłaczające. Pewnie zaraz kilku blogerów mi napisze, że mamy chłodny maj - a jak na razie mieści się on w wieloletniej normie, po serii dwunastu miesięcy znacznie powyżej normy:

image

Przebieg temperatury w 2019 roku na tle zaznaczonych skrajnych wartości z wielolecia 1951 - 2018. Źródło: meteomodel.pl

Wielu już zapomniało, że kwiecień i maj 2018 były rekordowo ciepłe, tak samo, jak cały rok ubiegły. Wcześniej rekordowo ciepły rok mieliśmy w 2015, 2014, 2007. To są oczywiście dane dla rekordów temperatury z obszaru Polski. Mało kto - poza specjalistami siedzącymi w temacie - zdaje sobie sprawę z ogromnych zmian klimatu w obecnym stuleciu. Warszawa pod względem średniej rocznej temperatury jest już jak Budapeszt sto lat temu. Tak szybkie przesuwanie się stref klimatycznych oznacza dla nas ogromne kłopoty gospodarcze. Nawet jeśli roczne sumy opadów by się nie zmniejszyły, to wyższa temperatura oznacza większe parowanie i coraz większą podatność na susze. A z dotychczasowych badań widzimy, że coś z opadami u nas nie tak. Coraz częściej intensywnie deszcz pada zimą (zamiast śniegu, który przechowuje wilgoć dla roślin na wiosnę) a wiosną i latem mamy susze, przerywane (zbyt) intensywnymi opadami deszczu, które nie dość, że nie pomagają na suszę, to jeszcze wywołują tak zwane powodzie błyskawiczne. Ile to razy w ubiegłym roku w kwietniu mieliśmy krótkie, ale intensywne burze, po których były zalane miasta? Woda z takich nawalnych opadów nie odbudowuje zapasów w gruncie i w warstwach podziemnych, tylko szybko odpływa do morza - tracimy ją. No a nawet, gdyby udało się choć część tej wody zatrzymać, to jest ona zanieczyszczana.

Mówi się o stepowieniu Wielkopolski i Kujaw, mieliśmy w ubiegłym miesiącu burze pyłowe jak z Sahary, mamy w maju stan niskiej wody w rzekach, który normalnie powinien wystąpić po czerwcu, lipcu. I dwie, trzy dekady temu tak było: po śnieżnej i mroźnej zimie przychodziła w lutym - marcu odwilż, rzeki wzbierały od topniejącego śniegu i zatorów lodowych, ta woda była dla roślin dostępna aż do lata. A teraz? Kiedy ostatnio była prawdziwie śnieżna zima z grubą i trwałą pokrywą? Kiedy ostatnio rzeki całkowicie zimą zamarzły? Dlaczego dzieje się to coraz rzadziej?

Wykop Skomentuj45
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości