32 obserwujących
565 notek
598k odsłon
1434 odsłony

Nie, to nie cykliczność!

Wykop Skomentuj141

I znów pojawiła się notka o zmianach klimatu, której autor twierdzi, że to problem wydumany, bo klimat zmieniał się zawsze...

Wicie, rozumiecie: autor jest mądrzejszy od naukowców od lat badających ten problem, poświęcających zagadnieniu lata życia... Naprawdę, sądzicie, że naukowcy nie wiedzą o cykliczności zmian klimatu? Serio?! Niestety po kilku latach na Salonie wiem, że - niestety - bardzo wielu ludzi ma się za mądrzejszych od badaczy klimatu.

Tak, zmiany klimatu były, są i będą. Klimat ma wiele cykli na które nie mieliśmy, nie mamy i nie będziemy mieć wpływu. Klimatolodzy o tym doskonale wiedzą! Więc w czym problem? Ano w tym, że obecna zmiana klimatu zachodzi w przeciwną stronę, niż powinna! Cykl Milankovica, czyli mechanizm odpowiedzialny za rytm epok lodowcowych i ociepleń powinien teraz prowadzić do ochłodzenia, nie ocieplenia! Tak samo, jak ociepleniu nie sprzyja słabnące od kilku dekad Słońce, jednak obecnie coraz więcej dowodów pokazuje, że w skali czasowej tysięcy i dziesiątek tysięcy lat wpływ Słońca na klimat nie jest duży. Choć oczywiście nie znaczy to, że nasza gwiazda nie ma wpływu na klimat.

Obecna zmiana klimatu odbywa się też sto razy szybciej, niż zdecydowana większość zmian paleoklimatu, poza tymi związanymi z katastrofami naturalnymi, tych jednak było dosłownie kilka a przecież obecnie nie ma ani ogromnej aktywności wulkanicznej ani nie spadła ostatnio wielka kometa, jak ta odpowiedzialna - prawdopodobnie - za wybicie dinozaurów.

Co więcej naturalny cykl, czyli ochłodzenie związane z cyklem Milankovica bez przeszkód zachodził bardzo powoli aż do połowy XVII wieku, czyli do... tak, Rewolucji Przemysłowej. Potem ochłodzenie wyhamowało, przez jakiś czas, by po paru dekadach od Rewolucji Przemysłowej (inercja!) naturalny cykl zupełnie się odwrócił! Przypomnę: powinno się ochładzać i ŻADEN naturalny czynnik nie sprzyja obecnie ociepleniu!

image

Zrekonstruowana różnymi metodami paleotemperatura z zaznaczonymi (czerwony) pomiarami instrumentalnymi od 1880 roku.

A może potrzeba szerszej perspektywy? Proszę bardzo:

image

Zmiany klimatu na przestrzeni 500 mln lat. Uwaga: skala logarytmiczna (inaczej się nie da), czyli każda "kratka" odpowiada mniej więcej 1/10 kratki poprzedniej. (Jak inaczej to wytłumaczyć? Nie wiem). W każdym razie widać, że obecnej zmianie daleko do naturalności...

image

U góry: aktywność Słońca i mierzona anomalia temperatury. Umiarkowana korelacja Słońce - temperatura zerwana w latach 60tych XX wieku... Źródło: www.naukaoklimacie.pl


image

Zgodność obserwowanych zjawisk z ich naturalnymi czynnikami w porównaniu do czynnika antropogenicznego. WSZYSTKIE obserwowane obecnie zjawiska można wyjaśnić TYLKO działalnością przemysłową!

Z jednym zgodzę się z autorem: w przeszłości zmiany klimatu niszczyły całe cywilizacje, ale były też dla ludzkości mobilizujące. I oby tym razem też tak było: obyśmy zmobilizowali się na tyle, by nie dopuścić do własnej zguby i by zastąpić brudne paliwa kopalne czystymi źródłami odnawialnymi...

A co z ostrzeżeniami naukowców z lat 70tych XX wieku o... ochłodzeniu? Cóż, jest to prawda i nikt temu nie zaprzecza. Ale zastanówmy się: ile mniej o klimacie wiedzieliśmy pięćdziesiąt lat temu (!), jaki był wtedy poziom emisji gazów cieplarnianych (o wiele mniejszy niż obecnie) i jakie wnioski - przy uwzględnieniu naturalnego, ochładzającego, cyklu Milankovica można była wtedy wyciągnąć. O takich drobnostkach, że w latach 70tych superkomputery miały wydajność obecnych komórek, czy o raczkujących dopiero modelach komputerowych nawet nie wspominam. A nie, jednak wspomniałem:)

A jednak już w latach 70tych naukowcy stawiający hipotezę o ochłodzeniu klimatu byli w mniejszości. Tak, już 50 lat temu przeważał w nauce pogląd, że mimo wszystko "przeciąganie liny" zwycięży wpływ antropogeniczny. Bo zmiany klimatu to jest właśnie takie przeciąganie liny: z jednej strony ciągną czynniki prowadzące naturalnie do ochłodzenia: cykl Milankovica, słabe Słońce, plus antropogeniczne zapylenie atmosfery. Z drugiej strony "linę" ciągną czynniki antropogeniczne: wylesianie, likwidacja obszarów podmokłych, zmiany albedo z tym związane no i właśnie emisja gazów cieplarnianych: dwutlenku węgla z przemysłu, metanu z rolnictwa... I o ile o nienaturalnym pochodzeniu NADMIARU dwutlenku węgla i metanu w atmosferze można dowodzić "tylko" po odcisku izotopowym, tak nikt nie ma wątpliwości, że fluorki, halogenki i inne gazy przemysłowe mają całkowicie antropogeniczne źródło. A są to gazy o potencja ocieplenia (GWP) czasem nawet tysiące razy większym od dwutlenku węgla, choć na szczęście emitujemy ich też do atmosfery tysiące razy mniej.

Z komentarzy widzę też, że nie każdy rozumie, jak działa nauka. Otóż nie jest ona demokratyczna: znaczy to, że każdy naukowiec może na podstawie różnych przesłanek dojść do odmiennych hipotez (wniosków), ale to waga dowodów decyduje, która hipoteza staje się teorią (w języku nauki czymś mającym wiele solidnych dowodów). Nawet dzisiaj, choć dowodów na antropogeniczność globalnego ocieplenia jest bardzo wiele (nienaturalny kierunek zmiany, skład izotopowy atmosfery, zgadzające się bilanse emisje ze wzrostem stężenia, korelacja pomiędzy emisjami a tempem ocieplenia i jego początkiem...), to i tak nadal co jakiś czas pojawiają się naukowcy głoszący nadejście ochłodzenia. I od kilku dekad to ochłodzenie ma nadejść "lada chwila" Tylko nie nadchodzi i wciąż odsuwane jest w czasie. Prognozy takich sceptyków, choć w zasadzie po latach okazuje się, że nie zasługują na bycie tak nazywanymi, gdyż sceptyk to jest ktoś, kto nie zgadza się z głównym nurtem wagi, ale potrafi zmienić poglądy, gdy dowody przeczą jego tezom, jak Abdusumatov, Lindzen, Sharkowa... stały się już w środowisku klimatologów legendarne i w zasadzie powinny skompromitować wymienionych, jednak niestety ta wiedza nie przebija się do społeczeństwa. Cóż, dość chyba napisać, że według takiego Lindzena już od dekady co najmniej powinniśmy mieć nową Małą Epokę Lodowcową...

image

Prognozy: "sceptyków" (Easterbrook, Akasofu, Mclean, Lindzen), oraz "ociepleniowców" (IPCC, Hansen, Broecker), kontra pomiary instrumentalne. Widać jak skompromitowała się prognoza Easterbrooka z 2000 roku (niebieski ciemny), Lindzena (fiolotowy) i jak dobrze sprawdzają się prognozy np. Hansena z... 1985 roku (fioletowy). Jakieś pytania?

Pisanie mojego bloga zacząłem w 2014 roku. Blogosfera wciąż wtedy żyła głośną "aferą" Climategate z Kopenhagi, obecnie nawet osoby sceptyczne klimatologom bardzo rzadko poruszają ten temat. Cóż, po latach wszystkie (a było ich od cholery i ciut) komisje śledcze oczyściły naukowców od wszelkich zarzutów (choć zaleciły im też by precyzyjniej się wyrażali w swoich pracach). Kto o tym pisze w mediach? Nikt!

Ale "climategate" przyniosła też coś dobrego. Dała ona impuls prawdziwemu sceptykowi AGO, fizykowi Richardowi Mullerowi, który nie poprzestał, jak większość, na zaprzeczaniu, tylko postanowił sam sprawdzić IPCC, zupełnie jak w kartach: "sprawdzam!" Zwołał więc międzynarodową ekipę fizyków, przeanalizował dziesiątki tysięcy danych pomiarowych: pod względem metodyki, jednorodności (czy nie są manipulowane, da się to wykryć matematycznie), sprawdził jak się dane klimatyczne zbiera, przechowuje, analizuje. Dostał na to potężne wsparcie finansowe od braci Koch, petrochemicznych magnatów, którzy zapewne liczyli nie na to, co ostatecznie ustalił: nie miał absolutnie żadnych zastrzeżeń! Ale to, że Muller zmienił zdanie w świetle dowodów - które sam sprawdzał! - odróżnia go od tzw. denialistów. On jest prawdziwym sceptykiem: bada, sprawdza, dostosowuje opinie do dowodów, nie dowody do poglądów!

https://www.theguardian.com/environment/blog/2012/aug/03/scepticism-climate-study-richard-muller


Wykop Skomentuj141
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości