31 obserwujących
580 notek
631k odsłon
3128 odsłon

Dlaczego nie ma protestów ekologów w Warszawie?

Wykop Skomentuj277

No właśnie. Oczywiście jestem po tej jasnej stronie mocy, więc chyba nic dziwnego, że mam zamiar bronić ekologów. Czy w ogóle ekolodzy powinni w Warszawie protestować? Zobaczmy:

Według Słownika Języka Polskiego protest to: "1. «ostre wystąpienie przeciw działaniu uważanemu za niesłuszne»"

Z definicji tej można wywieść kilka kluczowych słów:

1. "ostre" - Czyli protest w znaczeniu opisywanym nie ogranicza się do powiedzenia "protestuję" (przeciwko czemuś) ale do dalej idących działań. Znamy choćby demonstracje, blokady dróg, obozy okupacyjne, strajki głodowe, włoskie, itp.,itd.

2. "wystąpienie przeciw" Czyli protest musi mieć cel, adresata: rząd, partię, polityka...

3. "działaniu" Czyli protest musi mieć też przyczynę: podwyżkę podatków, nałożenie nadmiernych obowiązków, przemoc, wycinkę cennego drzewostanu...

4. "uważanemu za niesłuszne" Czyli uzupełnienie powyższego: protest musi mieć przyczynę i musi być ona uważana przez większą grupę społeczną za jednoznacznie złą (co nie znaczy, że całość społeczeństwa podzielą tę opinię).

Wychodząc od definicji i od jej słów kluczowych możemy teraz rozpatrzeć powyższe dla awarii kolektora ściekowego w Warszawie. Czy istnieją przyczyn(ki) do protestu? W mojej ocenie - nie. Doszło do awarii, nie było więc celowego działania a wobec tego nie ma spełnienia punktu 3. Co więcej awaria ta, jeśli zakończy się w ciągu kilku tygodni od zaistnienia nie będzie też jednoznacznie zła. To znaczy, oczywiście, że awaria jest jednoznacznie zła, ale jej skutki - jeśli uda się szybko awarię usunąć - nie będą jakąś nadzwyczajną katastrofą dla rzeki, co potwierdza wielu specjalistów. Krótkotrwałe skutki mocno negatywne oczywiście wystąpią i w tym sensie to jest katastrofa, ale śmiem twierdzić, że już następnego lata w Wiśle nie będzie po niej śladu.


I to jest w mojej opinii kluczowa różnica między Warszawą a Białowieżą. W Warszawie skutki awarii da się ograniczyć, zaś jej efekty są tymczasowe i do naprawienia. W przypadku wycinki zarażonych kornikiem świerków w strefie wyłączonej z takich zabiegów w ramach umów międzynarodowych z UE (Plan Zadań Ochronnych Natura 2000) jak i UNESCO (strefy wyłączone z usuwania martwych świerków uzgodnione z Polskimi leśnikami) efekty nie tylko są dla ekspertów jednoznacznie negatywne, ale też nie do naprawienia przez co najmniej dekady.

No i na koniec. Przy przyczynach protestu musi być dość jasno (co i tak jest często kontrowersyjne) ustalony adresat (winny) jednoznacznie złych działań. W przypadku choćby Puszczy Białowieskiej wiadomo było kto stoi za wycinką: były minister ochrony środowiska działający według ekologów i przytłaczającej części ekspertów niezgodnie z międzynarodowym i polskim prawem. Byli to też leśnicy, którzy po raz pierwszy sprowadzili do Puszczy sprzęt ciężki: harwestery, które to tam znaleźć się nie powinny a już na pewno nie w pobliżu rezerwatów i stref ochronnych. Wreszcie wycinki dokonywano w samym środku sezonu lęgowego - co niestety jest częstą praktyką w całej Polsce a jest działaniem jednoznacznie szkodliwym dla ptactwa leśnego.

Natomiast winnego awarii kolektora ściekowego nie da się tak jednoznacznie ustalić. Obecnie ustalenia wskazują na wykonawcę, co jednak nie jest pewne na sto procent, wykonawcę wybrano w przetargu o który oskarża się urzędników Hanny Gronkiewicz - Waltz (jednak zapomina się o ważnym szczególe, gdyby wtedy nie wybrano szybko wykonawcy stracilibyśmy potężną dotację z UE wartą miliardy), przetarg z kolei przygotowano w oparciu o dokumentacje planistyczną i projektową autorstwa urzędników Lecha Kaczyńskiego a oni z kolei musieli dostosować się do ustaleń Uchwały Rady miasta Warszawy z... 1999, czyli za czasów Piskorskiego, kiedy to ostatecznie zrezygnowano z alternatywnych rozwiązań systemu kanalizacyjnego miasta.

Oczywiście nie wyklucza to winy rządu HGW, na dzień dzisiejszy nie ma jednak dowodów, że przetarg spartolono ani tym bardziej, że doszło do korupcji. Na razie są niejasne domniemania, które trudno nazwać nawet poszlakami a już tym bardziej dowodami. Nie da się więc - obecnie - ustalić winnego awarii.

Powyższe oczywiście dotyczy logiki, w alternatywnym świecie polityki winny od dawna jest już ustalony.

Załóżmy, że ekolodzy poszliby protestować pod kolektor. Przeciwko komu?  HGW? Nie ma póki co dowodów na jej winę (co nie znaczy, że jest niewinna - uwaga dla Salonowego betonu). A może przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu? Ale przecież on nie żyje no i chyba każdy ma świadomość, że musiałoby to wywołać wojenkę polsko - polską. Przeciwko Trzaskowskiemu? Ale on przecież prezydentuje od niedawna, nie mógł się do tej awarii przyczynić, co przyznają chyba nawet jego najwięksi wrogowie polityczni.

Uważam, że powyższa argumentacja dość jasno pokazuje, że ekolodzy słusznie nie protestują. Powody merytoryczne oczywiście są ważne, ale w grę wchodzi też polityka: każdy ma świadomość, że wywołałoby to niepotrzebne podgrzanie gorącej i tak atmosfery. Awaria kolektora i wyciek nieczystości do Wisły już są bezpardonowo wykorzystywane w politycznej bitwie po obu stronach i doszło niestety do brudnych chwytów. Znaleźć się więc musiał przysłowiowy chłopiec do bicia - ekolodzy.



Wykop Skomentuj277
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości