9 obserwujących
41 notek
68k odsłon
492 odsłony

Pamięć powstania warszawskiego

Wykop Skomentuj1

A zatem: „Współczesne praktyki pamięci nie wzięły się znikąd – kształtowały się przez długie dekady […]. Tylko cała opowiedziana w poprzednich rozdziałach historia może posłużyć za klucz do rozszyfrowania tego, co współcześnie dzieje się na Cmentarzu Powązkowskim”. (Tutaj uwaga: książka wydana została w 2016 roku).

*

Napiórkowski jest tutaj w najwyższej formie pisarskiej. Śledzenie wywodu ułatwiają obrazowe opozycje, na przykład toposów Pochodu („chętnie wykorzystywany przez propagandę komunistyczną opowiada o ciągłym podążaniu naprzód […], nakazując pozostawienie za sobą przeszłości i zmarłych”) oraz Konduktu („związany z polską tradycją martyrologiczną – podkreśla wagę żałoby i skupienia na przeszłości”). Fascynujące są analizy artystycznej „wizji powrotu czy wręcz zemsty gniewnych zmarłych”, której najczęstszą obecnie postać „można by określić mianem Nekropolis, a więc opowieści o nawiedzonym mieście zbudowanym na stosie trupów”. Do tego dochodzą mikrobiografie – na przykład Jadwigi Romockiej (bardzo ważnej postaci komitetów ekshumacyjnych), jej zabitego w powstaniu syna Andrzeja Romockiego, „Morra” (którego powstańczy hełm wystawiono w Muzeum Powstania Warszawskiego), albo Jana Mazurkiewicza, „Radosława” (pułkownika grającego z władzami Polski Ludowej w skomplikowaną grę o losy żywych i zmarłych żołnierzy).

Ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Już po lekturze rozmowa ze znajomym historykiem, znacznie bardziej konserwatywnym niż ja, wzmocniła moje pierwsze wrażenie: ten tekst to znakomity „gateway drug” dla lewicy. Prawdopodobnie większość jej przedstawicieli nie wywodzi się ze środowisk (rodzin, szkół, drużyn harcerskich…), w których pielęgnowano by pamięć o sposobie traktowania zmarłych powstańców – lub w ogóle żołnierzy – przez totalitarną czy autorytarną władzę. Nie mając takiego doświadczenia, trudno sobie wyobrazić, że gdy część lewicy mówi o bandyckich czynach niektórych członków powojennego podziemia (a bez wątpienia bandyckie bywały), to część prawicy słyszy powtórkę z języka propagandy usprawiedliwiającej mordy sądowe. Trudno sobie wyobrazić, jak silne – słusznie bądź nie – może być poczucie krzywdy zadanej ojcom, dziadkom, pradziadkom. Jeżeli nie dosłownym, to symbolicznym.

O podobnych sprawach autor pisze zresztą wprost. Przykładowo: „Wśród licznych ważnych przyczyn, dla których tak trudna jest dziś rzetelna dyskusja o stosunku Armii Krajowej […] do ludności żydowskiej, niewątpliwie istotną rolę odgrywa instrumentalne posługiwanie się tą kwestią przez propagandę komunistyczną pierwszych lat powojennych. Przykłady rzekomego lub prawdziwego antysemityzmu partyzantów lub nawet AK jako organizacji pojawiały się […] na tyle często, że nastąpiło ich utożsamienie z okresem najgorszych propagandowych kłamstw […]. Dlatego właśnie […] dla wielu ludzi przywiązanych do pamięci Armii Krajowej i ukształtowanych przez wieloletnią walkę o jej dobre imię każdy, kto podaje w wątpliwość […] moralność czynów żołnierzy AK, przemawia głosem najohydniejszej komunistycznej propagandy”. 

Zapewne duża część polskiej młodej lewicy (która jest najbliższą mi formacją ideowo-polityczną) to osoby, które na co dzień nie żyją historią. Jednym z powodów może być to, że nie były do tego wychowywane. Nie oceniam, czy to dobrze, czy źle, ale dla prób rozmowy z ludźmi mającymi inną biografię (wcale niekoniecznie identyfikującymi się jako prawicowcy i niekoniecznie zaangażowanymi wprost w politykę) jest to prawdopodobnie poważna przeszkoda. Sądzę, że między innymi stąd wynikają trudności lewicowej polityki historycznej. Ciekawe, czy książka Marcina Napiórkowskiego pozwoli niektórym z tych trudności łatwiej zaradzić.

Wpis ukazał się również, w nieznacznie innej postaci, na moim fanpejdżu.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura