2 obserwujących
115 notek
9153 odsłony
30 odsłon

A.8 Początek czegoś - kwiecień

Wykop Skomentuj

W skład kursu wchodziła też tak zwana teoria. Zajęcia- około dwie godziny dziennie- polegały na rozwiązywaniu testów i analizowaniu odpowiedzi. Na pierwszych zajęciach był nawet pan instruktor. Ale potem przestał przychodzić. Po kilku następnych dniach kursanci poszli w jego ślady i też nie przychodzili. Ja całej teorii - kodeksu drogowego, techniki i pierwszej pomocy- nauczyłem się z książki, w której były wszystkie pytania ( z odpowiedziami), które występowały w testach. Testów było trzydzieści, pytań około sześćset. Analizując kolejne pytania opanowałem wiedzę z zasad ruchu, budowy pojazdów oraz pierwszej pomocy. Zajęło mi to z pięć może sześć dni.

W wolnych chwilach relaksowałem się spacerując nad morzem. Szum fal- spokojny i raczej równomierny- bardzo dobrze mi robił.

Życie towarzyskie na obiekcie kwitło w najlepsze. Integracja w najwyższym stopniu. Grupa pań sprawiała wrażenie, ze bardziej im zależy na poznaniu instruktora niż na zdaniu egzaminów. Instruktorzy też bardziej czuli się na wczasach niż w pracy. Zwłaszcza dwóch- ten od teorii i jeden od jazdy, który wręcz zniknął na blisko tydzień. Dosłownie. Nie było wiadomo gdzie jest.

Wymiany składów w pokojach, wieczorki grupowe, prywatki - to była normalka na tym kursie. Do imprezek dołączył też personel. Dwie recepcjonistki przez kilka dni opuszczały pokój dwóch młodych warszawiaków tylko idąc do pracy. Jedna z nich musiała nawet załatwić urlop

Ja mieszkałem z Józkiem ( Zeflikiem) z Zabrza. Górnik, prosty chłopak. Też się nieżle bawił. Byłem z nim parę razy w knajpie " Pod żaglami" na piwie. Do piwa obowiązkowo kotlet żeglarski( specjalność zakładu) wielkości talerza. Do tego frytki i badajże cztery różne surówki. Bomba! A piwo nie koniecznie jedno. Chętnie korzystałem z tego zestawu.

Józek na szczęście był w innej grupie. Ale bywaliśmy razem na kotlecie. Zeflik, nie wiem czemu , podkładał pod popielniczkę banknoty. Raz zapomniał o nim. Zjedliśmy co nasze. Potem rachunek. W pobliskim sklepie kupił flaszkę. O banknocie przypomniał sobie ( i mnie też) dopiero w pokoju. Klął jak szewc, gdy mu uświadomiłem gdzie go zostawił.

Kilka dni potem siedziałem sam w pokoju. Zeflik wpadł jak burza i kopiąc w swoich bagażach pytał w kółko: "Gdzie moja halba? Gdzie halba?" Nie znałem tego słowa. Zorientowałem się w czym rzecz, gdy wyciągnął z walizki flaszkę, którą kupił parę dni wcześniej. Szczęśliwy wybiegł z pokoju. Chyba załapał się na jakąś imprezkę.

Ostatnia jazda dzień przed egzaminem totalnie mi nie wyszła. Zamówiłem więc dodatkowa jazdę. W pokoju walnąłem się na wyrko i zasnąłem. Spałem trzy godziny. W tym czasie Józek urządził w pokoju imprezkę. Jakieś panienki, flaszka... Próbowali mnie obudzić. Nie dali rady. Obudziłem się już po libacji. Po kolacji odwołałem jazdę. Michał nie był zadowolony. Miał jakieś plany na wieczór i potrzebował kasy.

A ja wyszedłem z założenia, że skoro ostania jazda mi nie wyszła, to może to tylko jakiś kryzys. Biorąc dodatkową jazdę mogło się okazać, że to tylko chwilowe zachwianie formy i nie byłoby sprawy. Ale mogłoby się okazać, że jest faktycznie żle. I wtedy przed egzaminem byłyby niepotrzebne nerwy. Dlatego wolałem przyjąć w ciemno, że jest jednak dobrze i się nie przejmować. Przez chwilę współczułem Michałowi. Ale to już jego problem, jak się bawić w miarę oszczędnie. I poszedłem na telewizję.

Tego dnia kończyły się obrady Okrągłego Stołu. Pokazywali nawet w dzienniku. Oglądałem, ale myślami byłem gdzieś indziej. A raczej kiedy indziej. Następnego dnia dokładnie.

Jeszcze jedna ciekawostka. W jednej grupie była pani, która przyjechała ze swoim adoratorem. Pani była raczej atrakcyjna a adorator chyba z Niemiec. W każdym razie dziany gościu. Więc stać go było na wypożyczenie samochodu. Dawał tej pani jeżdzić tym samochodem.   (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura