3 obserwujących
156 notek
12k odsłon
60 odsłon

B.45 Zapiski wartownika - 26 lutego

Wykop Skomentuj


Pani Władysława była raczej wymagająca ale uczyła na luzie. często w trakcie lekcji potrafiła nas rozśmieszyć.

10 marca poniedziałek

Jak rzadko kiedy piszę w domu. Jest piąta po południu. Pewnie dzisiejszy zapis skończę w pracy. Mam dzisiaj trzecią zmianę. Czyli cała noc przed nami.

W mojej sprawie chyba coś wreszcie ruszyło. W piątek w pracy odwiedził nas Jacek z Wiodącej. Zadał mi pytanie na temat wiadomej sprawy. I był bardzo zdziwiony, że jeszcze nic nie jest załatwione. Powiedziałem mu kto się zapoznał ze sprawą. Nie mówiłem mu, to znaczy nie przypomniałem, że on też postanowił, a raczej obiecał mi pomoc.

Skończyło się na tym, że zlecił Danielowi ( społeczny inspektor pracy) napisać wniosek o wyznaczenie mojej osoby na stanowisko dowódcy zmiany ( jest przecież wakat). Artur, jako szef ochrony, ma to podpisać. Jacek zaopiniuje pozytywnie ten wniosek i zawiezie go do Dyrektora. Zobaczymy co będzie dalej.

Z męskiej części grona pedagogicznego w technikum największym poczuciem humoru szczycił się pan Witold- rusycysta. Pisałem kiedyś o mojej nauczycielce geografii? No właśnie pani Janina była jego żoną. Bodajże jedną z pięciu. W szkole nazywali go Bubek.Być może miało to jakiś związek z jego niskim wzrostem. Mnie bardziej przypominał małego kogucika dziobiącego wszystko co się rusza w okolicy.

Przypominają mi się scenki jakie można było zobaczyć czasem na korytarzach. Tłok, pełno chłopaków na korytarzu. Dzwonek na lekcje. Obok drzwi do klas trudno przejść. I nagle ktoś odskakuje na bok. Zaraz inny w przeciwną stronę. I następny. W luce pojawia się uśmiechnięta twarz rusycysty. Pan profesor był niższy średnio o głowę od dowolnego ucznia. Toteż w tłuku torował sobie drogę ... rogiem dziennika. Zawsze trafiał dokładnie w środek pleców. Toteż można się dziwić, że nikt mu się nie odwinął...

W szkole krążyła historia- legenda, jak to kiedyś Bubek szedł kładką nad torami. Była taka na starym dworcu kolejowym. Dopadło go kilku młodych ludzi. Spakowali go do dużego worka i wrzucili na wagon z węglem przejeżdzający dołem. Pan Witold odnalazł się gdzieś pod Warszawą. Czy wiedział, że tą wycieczkę zafundowali mu uczniowie jako wyraz wdzięczności? Tego legenda nie podawała.

11 marca wtorek

W pracy jednak nic nie napisałem. Teraz jest popołudnie. Może coś napiszę w domu.

Przepisów ruchu i bhp uczył nas przez dwa lata pan Henryk. Wyleczony- podobno- alkoholik i opiekun drużyny harcerskiej. Miał piękne przezwisko: Krwawy Heniek. (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura