3 obserwujących
186 notek
14k odsłon
60 odsłon

B.51 Zapiski wartownika 11 marca jeszcze kolejny raz

Wykop Skomentuj

Na szczęście cała balanga trwała tylko kilkanaście minut i rozeszliśmy się do domów. Leszek i Gosia gdzieś zniknęli. My z Darkiem i Maćkiem odprowadziliśmy do domu Kasię. Na drugą stronę ulicy. Mieszkała w sumie ze trzydzieści metrów od Marioli, w dwupiętrowym bloku. 

Potem , już w wakacje, zaprosiliśmy Mariolkę i Kaśkę do kina. Ale przyszła tylko Mara. Potem spotkaliśmy Kasię może ze dwa razy w mieście. Troszkę zapomniałem o tej wysokiej dziewczynie.

Ale na horyzoncie pojawiła się studniówka. Wypadało iść z osobą towarzyszącą. Teoretycznie mógłbym zaprosić kogoś z zaprzyjażnionego technikum medycznego. Ale ja przypomniałem sobie o blond warkoczu Katarzyny. Pokręciłem się ze dwa dni po jej okolicy. I niby przypadkiem spotkałem ją pod blokiem, gdy wracała ze szkoły. Poprosiłem o spotkanie po południu. Zgodziła się i spotkaliśmy się na pobliskim skwerku. Był wspólny spacer i moja propozycja. Nie odmówiła.

I poszliśmy na bal. Impreza była bardo udana. Dla nas trwała do pierwszej w nocy. Powrót w mrożną noc, przy zaćmieniu księżyca. Było nawet romantycznie.

Póżniej spotykaliśmy się w różnych miejscach. Na pochodzie pierwszomajowym widziałem ją wśród harcerzy Liceum księdza Piotra. Szła w pierwszym szeregu, obok sztandaru. Po obronie pracy dyplomowej dzwoniła do mnie z gratulacjami. A potem znikła z pola widzenia na jakiś czas.

I przyszła matura...

Ale wróćmy jeszcze do czwartej klasy, gdy mieliśmy praktykę w Fabryce Samochodów w Tychach. No, to już była poważna sprawa. Przedsmak normalnej pracy. Zapamiętałem kilka zdarzeń z tego czasu.

Pierwszy tydzień przechorowałem. Złapałem jakąś infekcje na gardło. I dostałem tydzień chorobowego.

12 marca środa

Mieszkaliśmy w internacie. Duży, kilku piętrowy blok. Pełno młodzieży, głównie miejscowej. Kiedyś na dyskotece doszło do przepychanek. Ktoś postraszył Hanysów Jankiem. Jakiś duży miejscowy sam go znalazł w pokoju. Szturchnął leżącego na łóżku Jasia w ramię. Janek wstał, podał gościowi na przywitanie rękę... I po chwili wielki Hanys leżał między łóżkami. I tak w sumie trzy razy gość wstawał i lądował na ziemi. Póżniej Janek stwierdził pytającym tonem " Starczy?" i spokojnie położył się na łóżku. Napastnik bez słowa wyszedł. Od tamtego czasu nie było scysji. Po prostu żyliśmy obok siebie.    (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura