3 obserwujących
186 notek
14k odsłon
42 odsłony

B.52 Zapiski wartownika - 12 marca

Wykop Skomentuj

Maj był ciepły tego roku. Kupiliśmy działkę pod Marzyszem. Trzeba ją było grodzić. Czas leciał szybko. Ustną matmę zdawałem chyba dwudziestego dziewiątego . Przed wejściem zaskoczenie. Nie było Cześka! Podobno Krwawa Mery nie puściła go na poprawce z polskiego. Nie wzruszyło jej to, że Czesiek to ścisły umysł, że polski to jego pięta Achillesowa. 

I zostałem sam! Wszedłem do klasy na miękkich nogach. Komisja- pani Henia i dwie inne nauczycielki- już czekały. Stefana nie było. Wylosowałem jakiś zestaw. Siadłem przy jakimś stoliku, żeby się przygotować. Pan Stefan przyszedł po paru minutach, więc do tablicy. Byłem przygotowany, więc rozwaliłem wszystkie zadania. Pisałem stojąc, ale nie ukrywam, że nogi w kolanach mi drżały.

Wreszcie skończyłem. Stefan zadał pytanie, Henia też... I cztery. Stefan - co było dla mnie najlepszą nagrodą - powiedział, że mógłby dać pięć, ale... po trójce na koniec szkoły to mogłoby dziwnie wyglądać. Ale dla mnie to i tak był sukces.

Rozdanie świadectw było chyba dwa dni póżniej , albo nawet następnego dnia. I tak skończyła się moja szkoła średnia.

Powoli rodziło się dla mnie nowe, dorosłe życie. Teraz, gdy to piszę, dociera do mnie, że wokół mnie też wtedy coś się zaczynało dziać. W końcu był rok osiemdziesiąty! Lato było gorące. Dosłownie i w przenośni. Mnie czekały egzaminy na studia. Kraj też własnie zdawał egzamin z patriotyzmu i paru innych " przedmiotów". Wtedy zaczynałem już rozumieć co się dzieje w kraju. Słuchaliśmy Wolnej Europy i Głosu Ameryki. Wiedzieliśmy co się działo na Lubelszczyżnie i Śląsku.

Ale przed latem" Solidarności" miałem zdawać. Ruszyłem więc do boju. Pisemne z matmy i ruskiego poszły bez problemu. Małe problemy miałem z ustnymi. Matma i fizyka wydawało mi się, że jednak poszło... Wydawało mi się... Brakło punktów. I nie zostałem przyjęty. Mimo sugestii Mamy, pan Ryszard nie pomógł.

Nie przejąłem się zbytnio tą porażką. Chciałem- wtedy faktycznie chciałem- zdawać jeszcze raz. W repasażach we wrześniu albo za rok.

Uprzedzę nieco fakty, pominę wakacje i przejdę do września. Teść Jarka, pan Zdzisław z Krakowa, zaproponował mi pomoc. Miał znajomości na WSP w Grodzie Kraka (faktycznie

znał więcej niż dobrze jedną panią profesor) i załatwił mi prawie pewne przyjęcie. Warunek prosty: zdać ! Choćby i na trzy z dwoma, ale zdać. Przeniosłem się na dwa dni do wujka Bogusia do Nowej Huty. Jarek dowoził mnie maluchem na egzaminy.

Pierwszy dzień pisemne : matma i ruski. Bez problemu. A potem ustne: matma i fizyka.

Wchodzę do sali. Dwie komisje. Podchodzę do jednej , losuję zestaw pytań. Idę do ostatniego stolika, żeby się przygotować. Po drodze czytam pytania. Pierwsze łatwe, drugie proste, trzecie trywialne. Będzie dobrze. Siadam, długopis, kartka... przecież ja to powtarzałem wczoraj!... Może drugie? Zero! Trzecie ? Pustka. Przy stoliku komisji całkowity blok... Jeden, chyba swój, zadaje pomocnicze pytanie. Nie wiem... drugie.... Nie wiem!!!... Nie musi pan już iść do drugiej komisji... Do widzenia.

Siadłem obok Jarka przed drzwiami. Powoli  wracałem do siebie. Przypominałem sobie prawidłowe odpowiedzi. Wszystkie... Po czasie blok opadł... Kompromitacja! jak ja się pokażę ? Wstyd!!!

Właściwie to był koniec mojej edukacji. Próbowałem co prawda zdawać chyba jeszcze dwa razy, ale to było raczej oszukiwanie samego siebie. Trudno, nie będę studentem. Mam dwóch braci magistrów, więc raczej starczy. Ja nie muszę być.

A swoją drogą ciekawe co to było. Kiedyś z Bronką, potem na egzaminach dostawałem... czego? Sklerozy? Pomroczności? Nigdy więcej czegoś takiego nie miałem. Bronka mogła mnie hipnotyzować. Mogła, teoretycznie. Ale w Krakowie? Nie wiem. Czary jakieś czy co? A może po prostu słaba psychika? Zbyt wczesne rozlużnienie? Może... Może. (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura