2 obserwujących
231 notek
17k odsłon
42 odsłony

B.118 Zapiski wartownika - 13 maja cd

Wykop Skomentuj


Potem wydarzenia potoczyły się szybko. Teściowa ściągnęła ambulans i pojechała mężowi na ratunek. Teresa chyba została. Nie pamiętam co się działo z moim samochodem. W każdym razie poleciałem po służbowego poloneza i pojechałem z Tereską na Orzepowice.

Teść na widok białych fartuchów ozdrowiał. Po przebadaniu lekarz stwierdził, że musi zabrać pacjenta do szpitala. W grę wchodziła rozedma płuc albo woda w płucach. Teść nie chciał jechać. Więc lekarz - kawał chłopa - wrzucił niemalże Teścia - skóra i kości - do karetki i pojechali do szpitala. Szpital Wojewódzki nr 3 w Rybniku był dosłownie przez płot. Z tym, że w budowie. Więc Teść trafił na Byłych Więżniów. A ja zostałem, żeby czekać na Alojza. Oczywiście zadzwoniłem też do pana Henia. Póżnym wieczorem odstawiłem poloneza do garażu FPG. Nie pamiętam jak maluch Teścia trafił do domu...

A propo  Alojza. Pod koniec mojej kadencji na magazynie, któregoś dnia Alojz poinformował mnie, że Bessy uciekła przez otwartą bramę. Wtedy uwierzyłem, aczkolwiek nie do końca. Bo na Bessy wystarczyło krzyknąć i wracała. Ale może wtedy akurat zrobiła wyjątek. Toteż bardzo się zdziwiłem gdy zobaczyłem psa biegającego po placu. Alojz skwitował to krótko. Po ponad roku wróciła. I to zza Raciborza! Ciekawe skąd wiedział? Przecież uciekła...

Badania w szpitalu wykazały, że Teść ma wodę w lewym płucu. Więc został skierowany do Bystrej koło Bielska, do specjalistycznego szpitala. Tam lekarze opanowali sytuację, spuścili mu ciecz z płuca robiąc dziurę w klatce piersiowej. Po paru dniach Teść wyszedł ze szpitala. Pracowałem wtedy jeszcze w FPG i po cichej umowie z Romanem, odskoczyłem w godzinach pracy, żeby przywieść Teścia do domu. Chyba znowu maluchem. Kurcze, co z polonezem?

Dacię sprzedałem jednemu z kierowców FPG, panu Staszkowi. Czyżby wtedy polonez był u blacharza? Dodam tylko, że poloneza dostałem w darowiżnie od Mecenasa. A koszty remontu poniosła Mama. Oj, zdarł z nas ten blacharz.. No ale polonez się sypał.

Teść doszedł do siebie. Nie wrócił do pracy, ale czuł się nieżle. Potem zaczęły się problemy Mecenasa, o czym pisałem wcześniej. Na pogrzeb Teść przyjechał swoim bordowym fiacikiem. Przywiózł Tereskę i wykonane przez nią potrawy na stypę. No i oczywiście wiązanki na pogrzeb. Wszystko było prawie w porządku. Mało kto zauważył, że miał problemy z utrzymaniem widelca w ręce. Moja Mama to widziała. I że bardzo żle wyglądał. Kiedy Stanisław pojechał do domu, twierdziła, że nie puściłaby go samego na miejscu Tereski. Troszkę to zlekceważyliśmy.

Mijały tygodnie. Z Teściem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zaczęły mu się przestawiać godziny. Czasem mówił coś bez sensu. Kiedyś miał odebrać auto od mechanika. Zawiozłem go do mechanika służbowym autem, bo miałem wolną chwilę. I zostawiłem, bo musiałem wracać. Podobno przyjechał po trzech godzinach. Samochód do garażu a Teść na kanapę. Pół przytomny. Teściowa wezwała pogotowie. Oczywiście - szpital. Na sygnale do Bystrej. Pojechaliśmy następnego dnia... Szukamy po salach...Nie ma! Ale ja go znalazłem. Poznałem po siwej czuprynie .   (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura