2 obserwujących
225 notek
17k odsłon
42 odsłony

B.120 Zapiski wartownika - 14 maja

Wykop Skomentuj

W sumie na tym posterunku robiło nas chyba siedmiu. Oprócz tego była jeszcze brama osobowa. Główne wejście od strony ulicy Chrobrego. Ale tam trafiłem nieco póżniej. 

Na terenie zakładu znajdowało się kilka firm, które wynajmowały teren i hale. I tak firma Gawron to był transport. Na placu parkowało pięć dużych ciężarowych samochodów należących do starszego pana z Wisły, którego nazwisko było nazwą firmy. W firmie jeżdziło chyba pięciu kierowców, z tego dwóch synów właściciela. I właśnie z nimi nestor miał największe problemy. Bo panowie usiłowali kręcić "biznez" na własny rachunek, przez co podkradali staremu kasę. Wiadomo, kasa zostawała w rodzinie, tylko nie w tym portfelu co powinna.

W jednej z hal mieściła się firma Vertical produkująca wchodzące wtedy do obiegu plastikowe okna. I oni mieli ze trzy samochody. W jeszcze innej hali instalowała się hurtownia farb i lakierów. I te wszystkie firmy i ich samochody były pod naszą kontrolą. Każdy wjazd i wyjazd musieliśmy mieć zapisany.

Zaraz na początku pracy miałem coś w rodzaju egzaminu. Przypadkowo, ale jednak. Otóż jeden z kolegów z bramy osobowej, Andrzej, miał na sprzedaż elektryczne organy. Jakieś Casio czy coś w tym rodzaju. I znalazł się chętny. Kierowca z Famagóru, Heniek. I chłopaki postanowili, że dobiją targu na bramie towarowej. Spotkali się około ósmej. Andrzej na stole rozłożył sprzęt. Heniek pod stołem ukrył płynny załącznik do negocjacji. Mój współpracownik ochoczo asystował obu panom. Ja podjąłem się wykonywać przez okienko przynajmniej minimum obsługi klientów.

Przekazywanie instrumentu trochę się przedłużyło. Heniek opuścił posterunek, oczywiście z klawiaturą pod pachą, dopiero przed drugą. Andrzej zniknął trochę wcześniej. Mój wspólnik zasnął w fotelu. Po drugiej lekko huczało mi w głowie. Zrobiłem sobie kawę. Na stoliku piętrzyła się sterta przepustek. Postanowiłem zrobić z nimi porządek. Najpierw ułożyłem i wpisałem do rejestru przepustki osobowe. Potem dopasowałem do nich materiałowe. Na tej podstawie rozpisałem książki wjazdów i wyjazdów. Z brudnopisów i kartek rozpisałem kursy farbiarzy i tych z Verticalu. Teraz zostało porozpisywać przepustki materiałowe na poszczególne działy... Zrobione.

Zajęło mi to półtorej godziny i kosztowało ze cztery papierosy. Za kolejną godzinę, czyli przed piątą, obudził się kumpel. I był bardzo zdziwiony, że sobie poradziłem. I to on zaliczył mi "egzamin".

Kiedyś po dwudziestej drugiej przyjechała samochodem szefowa farbiarzy. Wjechała, żeby zebrać swoich ludzi, którzy coś tam remontowali. Ale około północy, razem z Marianem, postanowiliśmy sprawdzić gdzie się ta pani podziała. Mój kolega objechał teren swoim samochodem i nie znalazł. Nawet samochodu! Znależli dopiero potem wspólnie z patrolem z Osobowej. Auto stało w jakimś zakamarku przy hali farbiarzy. A pani? Czekając aż pracownicy skończą poszła do biura i... zasnęła. Pracownicy cierpliwie czekali, nie chcąc budzić szefowej. Cała ekipa wyjechała przed pierwszą w nocy.

Kiedyś, chyba już w czerwcu, miałem nockę. Oczywiście z Marianem. Przed ósmą przyjechał kierownik Zyga, żeby zabrać awaryjnie jednego pracownika na inny obiekt. I przypadkowo wyczaił braki na bramie osobowej. Otóż okazało się, że dwóch z czterech ludzi pojechało sobie na wycieczkę, żeby odwiedzić kolegę.   (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura