2 obserwujących
28 notek
2298 odsłon
36 odsłon

Szkic XIII : Siostra i brat

Wykop Skomentuj

 Wiktoria i Stanisław nie czekali długo z decyzją o ślubie. Potem przeprowadzili się do jego domu. On pracował jako operator sprzętu ciężkiego i mechanik. Ona została nauczycielką. Pod koniec kariery zrobiła studia i dodatkowo drugi stopień specjalizacji. On niestety zapadł na "chorobę zawodową " mechaników i przepijał sporą część zarobków. Może jest to choroba nie tylko tej grupy zawodowej, ale nie wnikajmy. Toteż gdy dzieci skończyły szkołę przenieśli się na wieś. Oczywiście Stanisław został sam. Ale jemu to nie przeszkadzało... 

Z dzieci starsza była Elżbieta. Legenda głosi, że została poczęta na wakacjach w górach. Pewne jest, że urodziła się drugiego kwietnia. Wiktoria pojechała do szpitala już pierwszego. Staszek gdy tego dnia wrócił do domu myślał, że to jakiś żart z tym szpitalem. Uwierzył po tygodniu gdy wytrzeżwiał, a jego "panie" wróciły do domu. Ela od początku była oczkiem w głowie mamusi. Nawet urodziny Gabriela nie zmieniły tej sytuacji. Dziewczynka rozwijała się normalnie. Chodziła do szkoły, uczyła się nieżle. Na ale w tej samej szkole uczyła mama... Niby nic a jednak...

Dokładnie nie wiadomo kto wpadł na ten pomysł, ale Ela poszła do szkoły muzycznej i przez kilka lat całymi dniami ciężko pracowała. Rano do szkoły, potem do drugiej. Na dodatek dojazdy z wioski do miasta. Zawsze z przesiadkami. Ale radziła sobie sama. Matka niezbyt się interesowała problemami córki. Na dodatek sama przecież robiła studia.

Ela już pod koniec szkoły muzycznej wkręciła się do pracy w tej placówce. A po jej skończeniu została na dłużej. Z jej inicjatywy rodzina wróciła do domu w mieście. Jakoś udało się posklejać wszystkie rozbite związki. Ale nadal była blisko matki. Niemal koleżanką.

Przez parę lat Ela pracowała w centralnej części kraju w wydawnictwie religijnym. Zresztą od szkoły średniej była bardzo religijna. W tej pracy była sekretarką, pracownikiem administracyjnym, a także wypełniała kilka innych funkcji. Po powrocie do domu zachowała nadal mocną wiarę czym zresztą " zaraziła " kilka innych osób...

Za mąż wyszła trochę póżno, bo w wieku trzydziestu niemal lat. Z mężem wyjechała do innego miasta. Niestety, nie układało się im z jego rodzicami i po czterech latach oboje wrócili do jej rodziców. Przez kilkanaście lat Ela opiekowała się coraz bardziej chorą na serce matką. Do pracy już nie udało się jej wrócić. Teraz mieszkają we dwoje w jej rodzinnym domu. I jakoś wiążą koniec z końcem.

Gabriel był młodszy od siostry o rok. Zawsze żył w jej cieniu. Ale nie mógł narzekać. Był raczej zwykłym chłopcem. Takich jak on znajdziecie wszędzie, jak to mówią na pęczki. W szkole nie miał większych problemów. Ale tylko w podstawowej. Bo potem coś się porobiło.

Raz, że popadł w trochę złe towarzystwo. Co gorsza miał pecha w życiu. W krótkim czasie miał dwa wypadki drogowe. Najpierw potrącił go motor, gdy szedł drogą. A potem jechał na rowerze i potrącił go samochód. Stracił przytomność. Kilka godzin leżał w rowie. Droga była mało uczęszczana. W tamtych latach nie było jeszcze tyle samochodów. Gabryś był mocnym chłopakiem. Do domu przywieżli go jacyś obcy. Potem na pogotowie. Złamana noga. Trzeba było zakładać śruby pod kolanem. Ale jakoś z tego wyszedł. 

Nikt nie zwrócił większej uwagi na obrażenia głowy. Ślady uderzenia zeszły. Ale bóle głowy zostały. Potem jakieś zwidy, koszmary nocne. Po paru latach neurolog stwierdził schizofrenię. I koniec normalnego życie. Do końca życia nędzna rencina. I życie pod opieką rodziny. Starał się żyć normalnie. Codziennie chodził na zakupy do sklepu na rogu.Papierosy / dzienny przydział jedna paczka/, butelka wody / do popicia lekarstw/. Do tego zakupy dla rodziny. Zawsze wygospodarował sobie parę groszy na dodatkowe papierosy. Potem zawał... Ale palić nie przestał. Drugiego nie przeżył. Nie zdążył kiedyś wyjść z ubikacji...

Ale Gabriel miał talenty. Na przykład artystyczny. Pięknie malował. Świetnie potrafił kopiować. Namalował kilka kopii. Nie były gorsze od oryginałów. Portret św. Maksymiliana wisi w kościele w wiosce, w której mieszkali kilkanaście lat.

Drugim talentem Gabriela były szachy. Był bardzo dobry. Tylko, że nie miał z kim grać. Szwagier grywał z nim kilkanaście razy. Ale nie był to dobry rywal. Tylko parę razy Gabryś musiał uznać jego wyższość.

Ela i Gabryś nie lubili się zbytnio. Ona delikatna i czuła na jego głupie aluzje lub niestosowne uwagi. On wiedział podświadomie , że musi walczyć o prymat z siostrą. I walczył. Nie przebierał raczej w środkach. Ale niestety, osiągał wręcz przeciwny efekt. Podpadał nie tylko siostrze ale i matce.

Ojciec też nie był zadowolony z jego stanu, powiedzmy, zdrowia. Nie okazywał mu raczej swojej awersji. Ale nie lubił go zbytnio. Był jaki był. Trudno, nic z tym nie zrobisz. Ale to przecież syn...

Potem pojawił się szwagier Zbyszek. Chyba się nawet na swój sposób zaprzyjażnili. Często grywali w szachy. Czasami chodzili razem na piwo... Nie wiadomo dokładnie jak, ale Zbyszek potrafił znależć wspólny język z Gabrysiem. Może nie do końca, ale jednak.

Zbyszek często przypomina swoją ostatnią rozmowę ze szwagrem. Oto miał na drugą zmianę. Wychodząc z domu minął się z Gabrysiem, który siadał do obiadu. Rzucił mu / jak miał w zwyczaju / " smacznego dobry człowieku ". Gabriel odparł / też tradycyjnie / " dzięki dobra istoto". I tyle. Kiedy Zbyszek wrócił do domu, było już po wszystkim... Gabrielowi brakło do czterdziestki dwa tygodnie.


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura