2 obserwujących
58 notek
4442 odsłony
49 odsłon

Jeszcze trochę o wakacjach

Wykop Skomentuj

Rodziny gospodarzy i letników w zasadzie w pewnym sensie zaprzyjażniły się . Szczególnie panie. Zwłaszcza na polu kuchennym i  kulinarnym. Ciekawostka z tej branży: jedzenie grzybów. Letnicy kiedyś przywieżli sporą ilość kani. Irena poszła do kuchni, żeby je usmażyć. Gospodyni omal zawału nie dostała na jej widok. A bardziej na widok grzybów. Okazało się, że lubiane powszechnie grzyby nie były docenione na wybrzeżu. Tutaj nikt ich nie jadał! A nawet uważano je za trujące! Miejscowi z pewnymi obawami je konsumowali. Ale w końcu stwierdzili, ze kotlety z kani są świetne i zatwierdzili je do swego jadłospisu. 

Rodzina Zbyszka została w Łebie a wujek Zenek wraz z rodziną przemieścił się w sobie znanym kierunku. Irena i Antoni razem z dziećmi zostali i spędzili urlop w tej miejscowości.

Po południu, gdy nie było co robić, Zbyszek penetrował okolicę. Lubił bawić się na łące między budynkiem a kanałem. Kiedyś zobaczył dwójkę starszych od siebie dzieci. Jacyś miejscowi. Postanowił zobaczyć co robili. Zobaczył, ze dziewczynka leży na trawie a chłopak siedzi na jej kolanach. Oboje w strojach plażowych... Chociaż czy na pewno? Zbyszek chciał to zobaczyć. Ale chłopak coś do niego krzyknął. Nawet rzucił w jego stronę jakiś kamyczek, może dwa... Może nie chciał pomocy ? Zbyszek nie załapał o co chodzi. Ale zostawił ich samych. Nie chciał się bawić w rzucanie kamieniami. .. Tym bardziej, że z dziewczynami nie można się przecież bawić.

W następnym roku Zbyszek zaliczył ostatnie wakacje jako przedszkolak. Tym razem w Sopocie. Główna atrakcja to była plaża. Mieszkali w domku kempingowym na podwórku prywatnego domu. A na plaże chodzili do Gran Hotelu. Wtedy plaża była ogólnie dostępna. A na plaży tłum znanych z telewizji osób. Irena Kwiatkowska, Józef Nalberczak, Janusz Gajos i kilka innych. I to całe towarzystwo niemal na sąsiednim kocu. A z drugiej strony stada obcokrajowców. Szwedzi siedzieli w środku kręgu z koszy. Na zewnątrz przenikały tylko ich głosy i śmiechy. I co pewien czas korki od szampanów.

Kulinarnie też mieli co wspominać. O ile z Łeby wspominali pierogi z jagodami w "restauracji" dworcowej to w Jelitkowie/ dzielnica Sopotu/ przebojem była zupa jagodowa ze stołówki w domu na sąsiedniej posesji. W starej kamienicy. Chłodnik super .Do tego domowe schabowe z ziemniakami. Palce lizać..

Jeszcze jedna ciekawostka. Zbyszek siedzi na brzegu łóżka i patrzy jak Irena przygotowuje śniadanie. Wziął jakiś kubek ze stołu. I powoli czyta : Sa...łatka...rybna.... Centrala.... Ryb...na Kiel...ce... Tego już nawet Antoni nie wytrzymał. Sałatka z ryb morskich z Kielc? Nad morzem? Ale tak niestety było. Ryby łowione w morzu jechały w Polskę. Tam je przerabiano i jechały do sklepów nad morzem. Taka ciekawostka.

W następnym roku znowu Sopot i znowu plaża przed Grand Hotelem. Tym razem mieszkali kilka ulic dalej, w starej kamienicy. Pokój miał duża lodzę z widokiem na podwórko.W zasadzie nic specjalnego sie nie działo. Wakacje jak wakacje. Plaża , słońce, wycieczki. 

Po dwóch tygodniach Zbyszek został sam z mamą. Antoni bowiem zabrał starszych chłopców i pojechał z nimi na wycieczkę na Węgry. Mały został, bo był podobno za mały do takich wyjazdów.Ale i tak było fajnie. Pogoda troszkę sie zepsuła. Ale byli w zoo, Pojechali nawet do innej części Trójmiasta i odwiedzili panią Władzię czyli żonę wujka Zenka. Chrzestny też pojechał na ta wycieczkę i zabrał córki. A pani Władzia została z Adasiem. W sumie druga część wakacji też minęła niezwykle szybko.     (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura