2 obserwujących
58 notek
4442 odsłony
42 odsłony

Z bratem i bez

Wykop Skomentuj

Jako jedną z głównych atrakcji w czasie przerwy traktowano ganianie się, z przebieganiem rzecz jasna, po murku. Wiele razy, wielu uczniów stosowało taki manewr w czasie biegów lub gonitw. Zawsze się to udawało. Prawie wszystkim. Bo niestety nie Zbyszkowi... Spadł... Zrobiła się afera. Ktoś zadzwonił do domu. Irena przybiegła niemal. Potem odniosła syna do szpitala, który był na przeciwko ich domu...

Krążą słuchy, że w czasie tej przerwy Jarek był gdzieś blisko brata. I podobno tez maczał palce w całym zajściu... Podobno... Ale ludzie czasem gadają różne dziwne rzeczy.

A tak w ogóle to Zbyszek był bardzo wywrotny. Po pobycie w szpitalu z podejrzeniem wstrząsu mózgu zaraz wrócił do ruchliwego trybu życia. Jeszcze przed końcem pierwszej klasy znowu trafił do tej samej placówki służby zdrowia. Tym razem biegł przez ogródek do domu. Tuż przed tarasem potknął się o jakiś kamień i poleciał głową do przodu. Efekt ? Rozcięty łuk brwiowy. I znowu do szpitalika. Szycie głowy. Pielęgniarka poznała go i spytała: Ty tu nie dawno byłeś? Znowu przyszedłeś?" Zbyszek zawsze miał filozoficzne ciągoty, więc odparł " cóż, takie jest życie".

A wracając do stosunków ze starszym bratem, trzeba przyznać, że Zbyszek czasem się rewanżował. Na przykład taki przypadek. Byli sami. Bawili się w kowboja i Indianina. Zbyszek był czerwonoskórym. I biały lał go zgodnie z tradycją. Ale mały leżąc na plecach niemal na łopatkach, poczuł pod ręką maczugę. Taką rolę spełniała zasuszona bulwa z jakiegoś korzenia... Zbyszek nie myślał długo. Zrobił zamach i uderzył korzeniem brata w głowę. Ten padł, przyciskając go całym ciałem do podłoża. Zbyszek poddał się. Ale brat leżał nieruchowo. Dopiero po długiej chwili ocknął się. I sprał młodszego za karę. Na dodatek podkablował mamie.Ta też udzieliła mu słownej reprymendy. I to było nawet gorsze od lania, którego się spodziewał.

Bardzo rzadko się zdarzało, ze Zbyszek w czasach szkolnych nie rozumiał co się wokół niego dzieje. Były to dosyć dziwne przypadki. Jeden na swój sposób śmieszny a drugi raczej prawie tragiczny. 

Jedną z ciekawostek początkowego okresu edukacji Zbyszka, było grupowe oglądanie telewizji w szkolnej świetlicy. Kiedyś na jesieni do sali przyniesiono kilkadziesiąt krzeseł. Oczywiście drewnianych - innych nie było. Otworzono szafkę z telewizorem. Pól godziny ustawiano antenę - długi kawałek przewodu antenowego. Wreszcie udało się. Pojawił się na ekranie program TVP. Jedyny zresztą emitowany wtedy na terenie kraju. Na krzesełka posadzono dzieci z klas drugich, może trzecich. Z tyłu zasiadły panie nauczycielki. Ktoś widział nawet pana Kierownika. I zaczęło się.

Na ekranie pojawiła się Sala Kongresowa w Warszawie. Na mównicy stanął sam towarzysz Wiesław. I równo o godzinie dziesiątej zaczął wygłaszać przemówienie. Ten pan, a raczej towarzysz,był najważniejszą osobą w rządzącej wtedy w naszym kraju partii. W telewizji transmitowano referat towarzysza Wiesława, który wygłaszał na rozpoczęciu kolejnego, bodaj piątego zjazdu tej formacji politycznej.


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura