2 obserwujących
58 notek
4442 odsłony
36 odsłon

Zjazd i skok

Wykop Skomentuj

Dzieci oczywiście były "bardzo zainteresowane" oglądanym programem, z pewnością przemówieniem. Na dodatek krzesła też nie były zbyt wygodne. Toteż kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę / ktoś zapomniał wyłączyć ?/ gromadka uczniów zerwała się spontanicznie i wybiegła z sali. Podejrzewam, że chciały się podzielić z innymi tym co dowiedziały się z telewizora. A może tylko tym, ze mogły ten program obejrzeć.

Zbyszek wybiegł na podwórko, oczywiście ubrał się w szatni, i pobiegł do domu. Ale w połowie drogi natknął się na remont ulicy. Rozradowani robotnicy drogowi z wielkim zapałem kładli na ulicy nową nawierzchnię. Byli bardzo szczęśliwi /?/ mogąc pracować przy tej inwestycji. Tym bardziej, ze wiedzieli iż po skończeniu pracy będą mogli obejrzeć transmisję z Warszawy. Ale dopiero jak skończą...

Zbyszek też chciał im pomóc. I to tak bardzo, że zabawił tam bardzo długo. Dopiero mama zaprowadziła go do domu. Nie bardzo wiedział czemu wyszła go szukać. Przecież minęły dopiero cztery godziny od wyjścia ze szkoły...

Mama miała rację. Obiad już prawie ostygł. A za chwilę zaczynał się Zwierzyniec. Jak mógł zapomnieć? Przecież nigdzie więcej nie pokazywali Misia Yogi ani Psa Huckelberry. No i opowieści M.Sumińskiego też były obowiązkowym punktem " edukacji" przyrodniczej.

Drugim razem było gorzej. Kilka lat potem w zimie Irena pojechała do Krakowa, żeby odwiedzić Andrzeja. Zbyszek nawet nie wiedział po co. Może starszy brat miał kłopoty? Przy nim się nie mówiło takich rzeczy. Jarek wiedział na pewno.

Oficjalnie Zbyszek został pod opieką starszego brata. Ale ponieważ skończył zajęcia w szkole przed bratem postanowił iść na narty. Blisko domu był mini stok narciarski. Taka bardziej ośla łączka. Ale w jego wieku wystarczyło. Kiedy tam przybył jego koledzy z klasy właśnie rozpoczęli skoki na skoczni. Ktoś ulepił ze śniegu niby próg w połowie długości stoku. Po najeżdzie można było polecieć kilka metrów. Więc Zbyszek też postanowił oddać skok. I nawet mu się to udało. Najechał, odbił się i poleciał. Przeleciał nawet dosyć daleko /miał dobrą masę/. Niestety lądowanie mu nie wyszło. Uderzył głową o ziemię. Gdy się nie podnosił dłuższą chwilę koledzy uciekli. Po jakimś czasie dowiedział się, ze jeden został, ukryty w krzakach.

Zbyszek nie bardzo świadom co się stało, wstał i przypiął ponownie narty. Gdy zobaczył, że nikogo nie ma postanowił wracać do domu. Jarek już był. Zjedli obiad. Odrobił lekcje. Uprosił Jarka, żeby puścił go jeszcze na sanki. Zjechał parę razy i poczuł się obolały. W domu położył się na tapczanie i słuchał radia. Ale zaczęli gadać w jakimś dziwnym języku. Jarek zresztą też... Co jest... Gdy Irena wróciła akurat zasnął. Nie umieli go dobudzić. W nocy zwymiotował. Rano obudził się obolały. Zwłaszcza pod czaszką. Ale już było dobrze, raczej lepiej. Przeszło bez śladu. Czyżby ?...

Klasa Zbyszka niemal od początku była raczej zgraną grupą. Ktoś /jakiś rodzic ?/na początku nazwał ich Ali Baba i czterdziestu rozbójników. Bo faktycznie było ich nawet ponad czterdziestu. Na dodatek pani Ela też była kobietą dosyć, rzekł bym, dużą. Ale bardzo sympatyczna i miała w sobie to coś co pozwoliło jej okiełznać liczną grupę małych rozrabiaków.  (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura