2 obserwujących
92 notki
7348 odsłon
30 odsłon

Nowa praca

Wykop Skomentuj

W tak zwanym międzyczasie, Zbychu zmienił pracę. Wujek Marian / brat Matki/ załatwił mu biurowa pracę w firmie inwestycyjno budowlanej. Rejonowa dyrekcja miała siedzibę na głównej ulicy, niemal w samym centrum miasta. Zresztą kilkadziesiąt metrów dalej był budynek, w którym Zbychu sie urodził. W tej firmie Zbychu był referentem administracyjnym. Zajmował się różnymi głupotami. Kartki żywnościowe, bilety miesięczne dla pracowników. Czasem robił zakupy materiałów biurowych i środków czystości. Jak trzeba było, robił za złota rączkę i naprawiał zamki w drzwiach. W sumie taki przynieś wynieść pozamiataj. Ale w sumie lepiej niż na produkcji w systemie trzyzmianowym.

Panowie inspektorzy byli raczej w porządku. Towarzystwo raczej zgrane. Typy różne. Było ich coś około czterdziestu. Zbyszek nie narzekał. Traktowali go dobrze mimo, że był sporo młodszy od nich. Nie przeszkadzało im, ze był protegowanym jednego z dyrektorów. Niektórzy nawet żartowali sobie z Mariana. Zbyszek śmiał się razem z nimi. Wujkowi oczywiście nic nie mówił. Jak sam twierdził, nie był jego rzecznikiem prasowym ani informatorem.

Ciekawostką zakładu było, że większość pracownic to były stare panny albo rozwódki. Panie z księgowości, planowania i dokumentacji w większości miały dosyć ciekawą przeszłość. Ale było też kilka młodszych dziewczyn. Choćby Jola, sekretarka dyrektora. Sympatyczna blondynka. Mimo młodego wieku, opanowana i obeznana w tajnikach pracy na swoim stanowisku. Wiedziała jak sobie radzić z inspektorami, ale i obcymi klientami. Albo jej koleżanka z księgowości, Joasia. Kierownik Zbyszka, pan Wojtek, mówił o niej "osa". To z powodu charakteru ale i figury. Zbyszkowi się podobała, ale nawet nie pomyślał o niej jak o dziewczynie. Swojej oczywiście. W pewnym momencie okazało się, że jej matka, pielęgniarka ze szpitalika, dobrze znała jego mamę. Zbyszek jednak jej jakoś nie kojarzył. Ale pewnie się znali. W końcu mieszkał po drugiej stronie ulicy. I był kilka razy pacjentem w szpitaliku...

Ze starszych koleżanek trochę kolegował z Jolką maszynistką. Sporo starsza ale młodszych traktowała jak młodsze rodzeństwo. Sympatyczna, lekko zachrypnięta. Miała blizny na szyji po operacji tarczycy. Nigdy nie traciła optymizmu. Gdy ktoś narzekał na problemy lub twierdził, ze jest ciężko chory mówiła " tak łatwo sie nie umiera"...

Inną prowodyrkę wśród młodych była starsza Asia. Zastępczyni szefowej księgowości była prowadzącą koło ZMS. Przez nią Zbyszek przez jakiś czas należał do tej organizacji. Tak mówiąc szczerze, tylko z ciekawości. Chociaż miał nadzieję, ze ten związek odejdzie na fali przemian od komuny. Ale nie odszedł. Za to Zbyszek odszedł. Do wojska. Ale o tym za chwilę.

Kierownikiem Zbyszka był pan Kazimierz. Jednak wszyscy nazywali go Wojtek. Brodaty bardzo energiczny człowiek. Wędkarz z zamiłowania miał ciągoty do - powiedzmy -majsterkowania. Sam zabezpieczył swoje biurka i szafki systemem niewidocznych "szpilek" blokujących drzwiczki szuflady. Specjalizował się też w kontroli kierowcy samochodu służbowego. Podejrzewał Staszka, kierowcę że podbiera oszczędzoną benzynę. Podejrzenia były o tyle słuszne, że Fiat miał normę jedenaście litrów a każdy wiedział, ze pali poniżej dziewięciu. Więc gdzie była ta nadwyżka? Staszek brał je na własny użytek? Oczywiście ! Wojtek usiłował mu to udowodnić. Ale Staszek robił to z głową. Nie pomogły kontrolne tankowania. ani żadne inne kontrole. Wojtek jeżdził dwa dni zastępczo. I co ? Auto paliło normę! Nigdy nie ustalono jak Staszek to robił, ale paliwo miał na swoje potrzeby...   (cdn)


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura