3 obserwujących
154 notki
12k odsłon
132 odsłony

Wojsko stare i młode

Wykop Skomentuj2

Potem oczywiście poszli znowu do magazynu.Starszy pan, który okazał się kierownikiem, z lekka ochrzanił Staszka za robienie sobie jaj z młodego. Kapral oczywiście puścił to mimo uszu. Bo co tam może cywil kapralowi. I to w dodatku już wickowi.

Na koniec Zbyszek dostał miotłę i korytarz na warsztacie do zamiecenia. W końcu więcej kotów nie było.

Gdy póżnym popołudniem zszedł do bloku miał już zaliczone sprzątanie szatni i wszystkich toalet na warsztacie. Po kolacji oczywiście rejony na kwaterze, ale zrobił wszystko. Tym bardziej, że dwóch trochę starszych mu pomogło. No bo ci dopiero za dwa tygodnie mieli przecinkę. Więc jeszcze mieli obowiązki.

Wieczorem Zbyszek pomarzył chwilę o wypadzie do domu. Miał w sumie pół godziny na piechotę albo trzy przystanki autobusem. Miał w kieszeni stałą przepustkę na wyjścia do miasta. Ale nie miał jeszcze "prawa"do wyjścia. Starzy się nie zgodzili... No cóż... trzeba poczekać.

Tuż po przyjeżdzie do nowej jednostki troszkę podpadł. W sobotę Mecenas miał urodziny. Specjalne, bo sześćdziesiąte piąte. Przechodził na emeryturę. Zbyszek bardzo chciał być w domu na tej imprezie. Ale niestety nie załapał się na wyjście. Próbował interweniować u Chorążego. Ale niestety Dziadek nie dał się przebłagać... trudno. Taki los.

Wieczorem, gdy wszyscy siedzieli na kwaterze, do pomieszczenia wszedł kapitan Wiktor. Z jednym ze starszych żołnierzy uzgodnił ,ze zabiera Zbyszka na swoją kompanię. Znał tamtego. bo Mirek u niego służył. Wiktor podobno miał to uzgodnione z Majorem czyli dowódcą Zbyszka. Mirek nie protestował.

Wiktor zaprowadził Zbycha na swoją kompanię. Pozałatwiał co miał do załatwienia jako "kontrolny" i zapakował Zbyszka do swojej czerwonej skody i wywiózł z jednostki. Oczywiście pojechali na imprezę. Byli wszyscy stali bywalcy czyli cała rodzina. Zbyszek pojadł nieżle pierwszy raz od powrotu do miasta. Wieczorem wrócił do jednostki. Wiktor umówił go w mieście ze swoimi ludżmi. Spod przychodni wojewódzkiej mieli go zabrać jacyś jego "pracownicy". I zabrali. Wrócił na pace wojskowego stara. Potem bokiem do budynku i na salę.

Najstarszy służbą Mirosław "Jacenty" /to od nazwiska/ był niestety na sali. Twarz tęskniąca za inteligencją nie wróżyła nic dobrego. Przyjrzał się dokładnie młodemu wracającemu po dłuższej nieobecności. Potem zadał pytanie o miejsce pobytu przez ostatnie parę godzin. Zbyszek powiedział, ze na kompanii budowlanej. Jacenty rzucił, ze widział jak wychodzili pieszo z kapitanem. Zgodnie z prawdą Zbychu odparł, ze nigdzie nie wychodził z kapitanem. Jacenty powtórzył. Zbyszek ponownie zaprzeczył. I dodał coś, że nie przekonają jeden drugiego. Mirek rzucił ,że i tak wie, że wychodzili. Zakończył sugestią,że trzeba posprzątać salę. Zbychu skwapliwie zabrał się za swoje obowiązki. Był w końcu tylko kotem. A Mirek liczył już ostatnie dni do wyjścia.

Jacenty nie mieszał się zbytnio do "młodych". Jak stary kocur obserwował otoczenie. Dyscyplinę właściwie utrzymywał wiosenny pobór. On był z jesieni. Pół roku starszy.

Do służby na stacji trafił z kompanii Wiktora. Major dostał nowe mieszkanie i potrzebował murarza. Konkretnie kafelkarza glazurnika. I padło na Mirka. Dostał możliwość zabłyśnięcia. I trzeba powiedzieć, że faktycznie błysnął. Do legendy oddziału przeszedł stosując niezwykłą metodę kładzenia kafelek. Od góry do dołu. Oczywiście w nagrodę Major wycofał go z prac remontowych w domu. Ale na stacji został. Teraz właśnie kończył służbę. Nie tylko on cieszył się z tego powodu.     (cdn)


Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura