Romuald Szeremietiew Romuald Szeremietiew
13400
BLOG

Warszawa - semper invicta

Romuald Szeremietiew Romuald Szeremietiew Powstanie Warszawskie Obserwuj temat Obserwuj notkę 229

"Naszym celem nie jest ratowanie czegokolwiek w Europie przed Sowietami. Najlepiej byłoby, gdyby Stalin zajął Europę do kanału La Manche, to wtedy będzie tam nareszcie spokój." 

Franklin Delano Roosevelt 

Plan [Powstania Warszawskiego] był rozumny i pod każdym względem politycznie moralny. Nieprawdą jest, że wybuchło przedwcześnie, że działała tu „zbrodnicza lekkomyślność generała Bora”. […] Mimo wszystko powstanie przyniosło nam ogromne korzyści polityczne. […] 

Józef Mackiewicz 

image

Powstanie Warszawskie potępiane przez Sowiety i ich kolaborantów w „Polsce Ludowej”, dziś dostaje negatywne oceny także ze strony niektórych publicystów prawicowych twierdzących, że do tego skłania ich realizm, rozsadek i… patriotyzm.

Słyszymy – dowódcy AK mogli uratować miasto, a wysłali „na front” nieuzbrojone wojsko (powstańców) i nie zapewnili bezpieczeństwa cywilom (mieszkańcom stolicy) – któż to widział zabierać ludność cywilną na front. A tak niewiele trzeba było – mówią ci mądrale – wystarczyło nie wywoływać powstania i ludzie by żyli, a stolica nie zostałaby zniszczona. 

Słyszymy – ci głupcy/zbrodniarze dowodzący AK chcieli pokazać Szkopom i Kacapom, jakimi są bohaterami i zafundowali Warszawie zagładę. Przy tym generałowie AK są pokazywani jak jacyś wyobcowani ze społeczeństwa, żyjący bezpiecznie, a narażający innych, Bogu ducha winnych ludzi na niemieckie kule i śmierć. 

Tymczasem dowódcy AK, tak jak wszyscy uczestnicy powstania, byli tak samo narażeni na śmierć, doświadczali tego też ich bliscy. Żona gen. Bora-Komorowskiego, będąca w 8 miesiącu ciąży, z dwuletnim imagesynem, cudem uniknęła śmierci, gdy udało jej się wymknąć Niemcom. Inni „sprawcy” wybuchu powstania; gen. Tadeusz Pełczyński został ciężko ranny i stracił w powstaniu syna – kapral podchorąży Krzysztof Pełczyński 1 sierpnia 1944 r. ciężko ranny podczas zdobywania koszar SS, 17 sierpnia zmarł w szpitalu polowym; syn gen. Leopolda Okulickiego Zbigniew, sierżant podchorąży 2 Korpusu zginął 8 lipca 1944 r. pod Ankoną we Włoszech, a sam generał aresztowany przez NKWD został zamordowany w więzieniu w Moskwie w 1946 r. 

Gen. Bór pytany, dlaczego nie powiedział żonie o terminie wybuchu powstania i nie wysłał jej poza Warszawę, odpowiedział: „Nie mogłem uprzedzić wszystkich kobiet w ciąży, jakie były w Warszawie, aby uciekały z miasta, więc nie mogłem robić wyjątku wobec żony”.

A gdyby nie było powstania 

Wspomnijmy lato 1944 roku – od wschodu nadciągają milionowe armie Stalina, nad Wisłą Niemcy przygotowują się do stawienia im oporu. Hitler nakazuje przekształcić Warszawę w twierdzę („Festung Warschau”) i bronić jej do upadłego, także gdyby znalazła się w okrążeniu. Trudno przyjąć, że taka obrona Warszawy przez Niemców i jej zdobywanie przez Sowietów nie spowodowałaby zniszczenia miasta i śmierci tysięcy jego mieszkańców. 

Wspomnijmy, że nim doszło do powstania, Niemcy już zgładzili w Warszawie 450 tys. jej mieszkańców, natomiast około 100 tys. wywieźli na roboty i do obozów koncentracyjnych. Uległo też zniszczeniu 30 proc. zabudowy miasta (skutek bombardowań w 1939 r. i zburzenia getta 1943 r.). 

Okupant zarządził 28 lipca 1944 r., aby mężczyźni pomiędzy 16-65 rokiem życia w liczbie 100 tys., następnie podniesiono tę liczbę do 200 tys., stawili się do budowy umocnień „Festung Warschau”. To wezwanie, mimo groźby karania śmiercią w razie odmowy, zostało zignorowane. Trudno przyjąć, że Niemcy nie zastosowaliby wobec tego żadnych środków represyjnych.

Niemcy wiedzieli, że w Warszawie w konspiracji funkcjonuje wielotysięczna Armia Krajowa. Trudno przypuścić, że podjęliby obronę „Festung Warschau", pozostawiając w mieście krnąbrną ludność i zakonspirowaną AK. Można chyba przyjąć, że wcześniej ludność by wysiedlono i wymordowano młodszą część, potencjalnych konspiratorów. Rzeź Woli dobitnie pokazuje, do czego Niemcy byli zdolni. Uwzględniając powyższe, można być pewnym, że w warunkach sierpnia 1944 r., nie dałoby się w Warszawie bezpiecznie „przeczekać” starcia Niemców z Rosjanami. 

image

Co by się stało z Warszawą bronioną przez Niemców? Mamy przykład Mińska, stolicy Białorusi. W 1944 r. w Mińsku nie było gen. Bora i polskiej Armii Krajowej. Nie było też żadnego powstania. Mieszkańcy Mińska nie podjęli żadnej walki, chowali się w piwnicach, czekając na nadejście Armii Czerwonej. Sowieci działaniami armii pancernych okrążyli Mińsk od północnego zachodu i zdobywali miasto od wschodu, walcząc z okrążoną w tym rejonie niemiecką 4 Armią. Zanim doszło do walk o Mińsk, był on kilkakrotnie bombardowany przez sowieckie lotnictwo (na przełomie czerwca i lipca 1944 r.). Bombardowania były bardzo niecelne i ucierpiało przede wszystkim samo miasto. W rezultacie działań wojennych zniszczeniu uległo 83 proc. zabudowy. Unicestwiono prawie wszystkie zabytki i zakłady przemysłowe. Przed wybuchem wojny Mińsk liczył 270 tys. ludności, wśród żywych pozostało tylko 70 tys. 

Polityka władz węgierskich w czasie II wojny światowej jest często wskazywana przez obecnych krytyków Powstania Warszawskiego jako mądra (sojusz z Hitlerem) w przeciwieństwie do niemądrej polityki polskich władz stawiających opór Niemcom. Tymczasem mamy przykład obrony Budapesztu („Festung Budapest”) październik 1944 – luty 1945. Zginęło wtedy 100 tys. żołnierzy węgierskich i niemieckich (w Warszawie poległo ok. 18 tys. powstańców) i 150 – niektóre źródła podają nawet 300 tys. mieszkańców Budapesztu, do tego 40 tys. zamordowanych przez Rosjan już po kapitulacji miasta. To też rezultat zbliżony do „warszawskiego”. Zabudowa Budapesztu legła w gruzach w 85 procentach, tak jak w Warszawie. 

image





Obojętnie więc, jaki wariant rozwoju sytuacji przyjmiemy dla Warszawy – wykluczając wybuch powstania – można być pewnym, że byłaby ona zniszczona, a jej ludność wypędzona i w znacznej części wymordowana.

Gdyby jednak powstania nie było… co by pisali dzisiejsi zajadli krytycy dowódców AK? 

Usłyszelibyśmy, że skoro AK w Warszawie liczyła tysiące ludzi, a Sowieci zbliżali się do Warszawy, to trzeba było uderzyć na Niemców i w ten sposób z pomocą sowiecką uratować miasto od zagłady. Nikt przecież by nie przewidział tego, co Stalin zrobił. Wskazywano by, że skoro Sowieci wspólnie z AK w lipcu 1944 r. wyzwalali Wilno, to dlaczego miałoby być inaczej w sierpniu 1944 r. w Warszawie?

Wprawdzie później Sowieci rozbroiliby akowców, aresztowaliby dowódców, ale miasto i ludność byłyby uratowane. Pisano by, że gdyby nie bierność dowództwa AK, to można było uratować ludność od śmierci i stolicę Polski od zniszczenia. To byśmy zapewne usłyszeli! 

W interesie Stalina 

Innym powodem krytyki jest twierdzenie, że Stalin chciał wybuchu powstania w Warszawie i dlatego dowódcy AK wywołując je, tak naprawdę działali w interesie sowieckim, a do tego jeszcze gen. Leopold Okulicki, zwolennik wywołania powstania był sowieckim prowokatorem (sic!). 

Dowództwo AK podejmując walkę – słyszymy – w konsekwencji doprowadziło do likwidacji największego ośrodka oporu przeciwko Sowietom, jakim mogłaby być niezniszczona Warszawa. Dlatego zresztą pewien publicysta zatytułował swoją książkę o powstaniu „Obłęd 44”. 

Warszawa z Delegaturą Rządu, Komendą Główną i warszawskim zgrupowaniem AK rzeczywiście była dla Stalina poważnym kłopotem. Pacyfikacja takiego ośrodka wymagała znacznych sił i byłaby trudna do przełknięcia dla aliantów. Trwała Akcja „Burza” i Sowieci wiedzieli, że AK jest realną siłą, chociaż słabo uzbrojoną. Sowiecki wywiad miał jednak informacje, że w ramach Akcji „Burza” nie są przewidziane działania w Warszawie. To dlatego zresztą broń wysyłano z Warszawy w teren, do oddziałów prowadzących walki. 

image


Kierownictwo PPR natomiast dobrze wiedziało, jakie są nastroje w stolicy. Stalin chciał to wykorzystać, sprowokować jakąś akcję zbrojną, oskarżając dowództwo AK, że nie chce walczyć z Niemcami. W Moskwie liczono, że przy braku rozkazów AK wzywających do walki, sprowokowana ludność spontanicznie chwyci za broń i wtedy komuniści staną na czele i przy wsparciu armii sowieckiej opanują stolicę Polski. 

Komendant Główny AK gen. Bór pisał w meldunku do Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego: „Bezczynność AK z chwilą wkraczania Sowietów na nasze ziemie nie byłaby równoznaczna z biernością Kraju. Inicjatywę do walki z Niemcami da w tym wypadku PPR i znaczny odłam społeczeństwa może się przyłączyć do tego ruchu. Wtedy faktycznie Kraj poszedłby na współpracę z Sowietami przez nikogo już nie hamowaną. Sowiety nie zastałyby na naszych ziemiach AK posłusznej Rządowi i N.W., lecz swych zwolenników witających ich chlebem i solą. Nie byłoby wtedy przeszkody, aby upozorować wolę Narodu Polskiego stworzenia 17 republiki sowieckiej.” 

Radio Moskwa, skąd nadawała po polsku tzw. Radiostacja Kościuszko, w lipcu zaczęło wołać:

„Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska sowieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko przez sześć dni. Wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy, co tylko w naszej mocy, by nie zdołali powtórzyć tego samego w Warszawie. Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność.” 

Sowieci rozrzucali z samolotów ulotki nawołujące ludność Warszawy do atakowania Niemców. 28 i 29 lipca Stalin wydał rozkazy nakazujące wojskom marszałka Rokossowskiego opanowanie Warszawy. 29 lipca na murach Warszawy pojawiła się odezwa podpisana przez samozwańczego generała Juliana Skokowskiego – kierującego lewicową Polską Armią Ludową – w której informowano fałszywie, że generał „Bór” wraz z KG AK uciekli z Warszawy, a Skokowski obejmuje dowództwo nad wszystkimi organizacjami podziemnymi w mieście i zarządza mobilizację do walki z Niemcami. Sowieci sądzili, że żołnierze AK nie otrzymując rozkazu do walki, spontanicznie podejmą bój i wówczas wojska sowieckie i komunistyczna agentura (PPR) opanują Warszawę. 

image

Kierownictwo podziemia po przeprowadzeniu analizy stanu spraw w relacjach z aliantami i zagrożeniu, jakie niesie dla niepodległości Polski sowiecka ofensywa, postanowiło zmienić poprzedni plan i podjąć walkę o stolicę. Uznano, że opanowanie stolicy i zademonstrowanie obecności legalnych władz RP w Warszawie może mieć istotne znaczenie dla losów Polski. Takie stanowisko akceptował Naczelny Wódz gen. Sosnkowski, który uważał, że nie ma warunków do wywołania powstania powszechnego w kraju, ale należy w ramach Akcji „Burza” podjąć działania w celu opanowania Warszawy określane jako „walka o Warszawę”. 

Wybuch powstania na rozkaz Komendanta Głównego AK był zaskoczeniem dla Stalina i uniemożliwiał Sowietom zaplanowane opanowanie stolicy Polski. Powtórzmy – Stalin chciał wybuchu powstania w Warszawie, ale pod sowiecką kontrolą, dla ustanowienia władzy komunistów; to nie miało być polskie powstanie w obronie niepodległości Polski. 

Europa byłaby sowiecka 

Przed laty francuski historyk Stephane Courtois ogłosił, że odwiedzając jedno z archiwów rosyjskich, trafił na dokumenty wykazujące, że Powstanie Warszawskie przeszkodziło w przygotowanej i zaplanowanej w 

imageszczegółach operacji Armii Czerwonej, która w pościgu za Niemcami miała ruszyć przez Europę, aby dokonać podboju Francji we współpracy z tamtejszymi komunistami. 

Courtois jest uznanym historykiem komunizmu, brał udział w pracach nad „Czarną księgą komunizmu”, do której napisał wstęp oraz rozdział poświęcony Związkowi Sowieckiemu. Sowieckie dokumenty oglądał więc kompetentny historyk. Szkoda, że ta wiadomość nie została potwierdzona szczegółowymi badaniami, np. polskich historyków – być może dlatego, że archiwa rosyjska są dla polskich historyków trudno dostępne.

Spójrzmy jednak na Powstanie Warszawskie, uwzględniając kontekst zasygnalizowany przez francuskiego historyka. Jak wiadomo walki w Warszawie wybuchły 1 sierpnia 1944 r. i trwały do 2 października. W tym czasie Sowieci rzeczywiście stanęli w miejscu, na linii Wisły. Lądowanie wojsk alianckich, w tym polskich, w Normandii miało miejsce 6 czerwca 1944 r. W sierpniu trwała bitwa pod Falaise (7 sierpnia) i wyzwolono Paryż (25 sierpnia). We wrześniu miała miejsce nieudana aliancka operacja powietrzno-desantowa „Market-Garden”. A jeszcze w grudniu 1944 r. Niemcy podjęli kontrofensywę w Ardenach i zadali aliantom poważne straty, powodując opóźnienie o siedem tygodni ataku sił aliantów na Niemcy. 

W tym czasie na terenach między Warszawą a Berlinem oraz pomiędzy Karpatami a Bałtykiem Niemcy nie miały sił zdolnych powstrzymać sowieckie armie z tysiącami czołgów i samolotów. Sowieci zaś po uchwyceniu przyczółków na lewym brzegu Wisły z łatwością mogli przerzucać na zachód masy swych wojsk. Mieli zresztą doświadczenie w forsowaniu szerszych niż Wisła rzek, jak chociażby Dniepru. Podjęta w tych warunkach w sierpniu ofensywa w okresie listopada 1944 r. doszłaby do Berlina. Stąd do zachodnich krańców Niemiec byłoby tylko ok. 450-600 km, czyli zajęcie całych Niemiec przez wojska sowieckie byłoby jak najbardziej realne. 

Nieżyjący dziś historyk Józef Szaniawski podawał, że marszałek Wasyl Czujkow, jeden z dowódców sowieckich w nieocenzurowanej wersji pamiętników napisał: ,,Wojnę można było zakończyć pół roku wcześniej – nie w maju 1945, ale do grudnia 1944, gdyby nie decyzja Stalina wstrzymująca I Front Białoruski w sierpniu 1944. (...) Moglibyśmy dojść dalej na Zachód, nie do Berlina i nad Łabę, ale aż do Renu. Los wojny potoczyłby się inaczej. (...) Ileż milionów istnień ludzkich udałoby się ocalić, iluż żołnierzy mniej by poległo". 

Forsowanie Renu, wkroczenie wojsk alianckich na teren Niemiec miało miejsce dopiero 7 – 24 marca 1945 r. Rosjanie mieliby więc dość czasu, gdyby nie półroczny postój na Wisłą, aby zająć całe Niemcy. Czy udałoby się to samo z Francją można oczywiście wątpić. Powstaje tylko pytanie, kto tak naprawdę panował na terenach wyzwolonych Francji – formacja generała de Gaulle’a czy komuniści z francuskiego ruchu oporu (w tymczasowym rządzie de Gaulle'a jedna trzecia ministerstw była w rękach komunistów, entuzjastów Stalina, szef partii komunistycznej Maurice Thorez, zajadły stalinowiec, był wicepremierem – dodajmy skazanym w 1940 r. na śmierć za dezercję z wojska w obliczu agresji niemieckiej.) 

image

Sytuacja była niejednoznaczna. Stalin miał bardzo mocne aktywa we Francji, ale nie wiadomo, czy odważyłby się na konflikt z zachodnimi aliantami lub... czy alianci w obliczu działań sowieckich wycofaliby się za kanał La Manche, oddając Francję komunistom. Albo jeszcze inaczej – czy USA byłyby w stanie zawiesić wojnę z Japonią, podejmując ją ze Stalinem o Francję i czy prezydent Roosevelt, otoczony sowiecką agenturą byłby zdolny walczyć w obronie nielubianego przez siebie de Gaulle’a przeciw „wujaszkowi Joe”, jak pieszczotliwie nazywał sowieckiego dyktatora.

Zamiar Roosevelta

W październiku 1942 r. na tysiącach stacji kolejowych w USA rozwieszono tzw. mapę Gomberga (nazywaną tak od nazwiska jej podejrzanego wydawcy). Pojawiły się opinie, że pokazany na niej „Zarys powojennej mapy Nowego Świata”, nowy ład międzynarodowy, opracowały sowieckie tajne służby lub, że powstał on w kręgu wpływowej w USA Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR) – w każdym razie nikt tych map nie usuwał z dworców kolejowych w USA.

image

U spodu mapy wydrukowano program zawarty w 41 punktach, który zaczynał się od słów „Taka będzie nasza polityka”. Punkt nr 14 głosił: „ZSRR (Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich) trzecia co do wagi militarna siła, w kooperacji z USA jako siłą dla wolności i utrzymania światowego pokoju, przejmie kontrolę nad wyzwolonymi, zdezorganizowanymi, przylegającymi do jej granic terenami, łącznie z Niemcami i Austrią, które będą reedukowane i w końcu zostaną dołączone jako równorzędne republiki ZSRR, jak w przybliżeniu zaznaczono na mapie”. Na mapie nie tylko Europę Środkowo-Wschodnią, ale też całe Niemcy wskazywano jako obszar sowiecki.

image

Sprawa była poważna bowiem, gdy wieść o tym trafiła do Watykanu papież Pius XII napisał do arcybiskupa Nowego Jorku Francisa Spellmana list, w którym prosił o przeciwdziałania niebezpieczeństwu trwałego zajęcia przez Sowiety krajów katolickiej Europy. Abp. Spellman dotarł do prezydenta Roosevelta i usłyszał od niego: „Naszym celem nie jest ratowanie czegokolwiek w Europie przed Sowietami. Najlepiej byłoby, gdyby Stalin zajął Europę do kanału La Manche, to wtedy będzie tam nareszcie spokój." 

Zdziwienie budzi, dlaczego Roosevelt oddawał Europę Sowietom. Inne plany w tym zakresie miał premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill. Kiedy zachodni alianci rozważali kwestię inwazji na Europę i pokonania Niemiec Churchill był zwolennikiem uderzenia w tzw. miękkie podbrzusze Europy, czyli na Bałkany i stąd na północ ku wybrzeżom Bałtyku. Chodziło o to, aby zająć przed wojskami sowieckimi środkową część kontynentu i zmusić okrążone Niemcy do kapitulacji, ale też nie wpuścić Sowietów do Europy. 

Prawdopodobne było, że skierowana na Bałkany główna ofensywa, w której wojska polskie (armia gen. Andersa) odgrywałyby istotną rolę, zakończy się sukcesem. Temu celowi służyły tajne rozmowy organizowane m.in. przez polski wywiad (płk Kowalewski) z rządami Rumunii, Bułgarii i Węgier, które chciały przejść na stronę aliantów. Oczywiste było, że istotnym wsparciem ofensywy alianckiej byłyby też siły podziemia w Jugosławii, Grecji, Słowacji, i największe – w Polsce.

Stalin wiedział o planach Churchilla i zabiegał, aby lądowanie aliantów miało miejsce jak najdalej od Bałkanów, w północnej Francji. Prezydent USA poparł stanowisko sowieckiego dyktatora. Churchill był zbyt słaby, by przeforsować swój zamiar. W ten sposób także strategiczne plany rządu RP związane z sojusznikiem brytyjskim zawiodły.

W rezultacie główna inwazja miała miejsce w Normandii, a nie na Bałkanach. Wykonano tylko drugorzędną ofensywę we Włoszech, a II Korpus Polski wyzwalał Włochy. AK nie dostała obiecywanego wsparcia od aliantów w broni i sprzęcie, polska brygada spadochronowa zamiast lądować w Polsce, została użyta w fatalny sposób na froncie zachodnim. Powszechnego powstania w Polsce podjętego w obliczu alianckiej ofensywy nie było. 

image

Stało się tak, ponieważ prezydent Roosevelt chciał uczynić z USA supermocarstwo dominujące w świecie zachodnim. W tym świecie rywalem USA nie był ZSRR, ale Wielka Brytania, ciągle potężne kolonialne imperium.

image

Stalin był niejako z innego świata, nie mógł zagrozić pozycji USA na Zachodzie. Koncepcja, aby przyszły ład międzynarodowy opierał się na dwu biegunach – USA na Zachodzie, ZSRR na Wschodzie – była przedmiotem amerykańskich zabiegów. To dlatego zgoda Roosevelta na sowieckie nabytki terytorialne w Europie odpowiadała planom Waszyngtonu, służyło to bowiem osłabieniu Anglii i umocnieniu pozycji USA w świecie zachodnim. Konsekwencją tego była zdrada, jakiej doświadczyła Polska ze strony swoich sojuszników. 

Czego nie mógł Stalin

Można spotkać opinię, że gdyby Stalin chciał zajmować Niemcy, to walczącą Warszawę by zostawił i ruszył na Zachód. Zastanówmy się, czy Sowieci mogli „obejść” Warszawę, zostawić na zapleczu kilkudziesięciotysięczne zgrupowanie AK i wielkie miasto, które było stolicą państwa członka koalicji antyhitlerowskiej. Musieliby przecież ją sobie podporządkować, nie mogli dopuścić, aby w Warszawie zaczęły funkcjonować legalne władze RP. Musieliby stolicę Polski spacyfikować, używając dużych sił – a wtedy też pewnie wybuchłoby powstanie, tyle że antysowieckie. 

To nie było Wilno leżące na terenach, które zachodni alianci już oddali Stalinowi, ale Warszawa znajdująca się na terenie, który według Churchilla i Roosevelta miał stanowić terytorium Polski po zakończonej wojnie. Natarcie na zachód z ominięciem Warszawy było więc niemożliwe bowiem sprawiłoby wycofanie Niemców i opanowanie Warszawy przez AK – rozwiązanie dla Stalina jak najgorsze. 

Stąd zachowanie Stalina: stać w miejscu i czekać, aż Niemcy zamordują Warszawę. Pacyfikacja Warszawy rękami niemieckimi była rozwiązaniem dla Sowietów najlepszym. Niemcy i Sowieci uzyskali dzięki powstaniu korzyści (Niemcy – wstrzymanie sowieckiej ofensywy na Berlin, Sowieci – destrukcję polskiego ośrodka niepodległościowego).

image

Powstanie zakończyło się 3 października 1944 r. Ofensywa sowiecka na Zachód ruszyła dopiero w styczniu 1945 r. – dlaczego tak późno? Po prostu w ciągu 63 dni Powstania Warszawskiego Niemcy wykorzystali brak nacisku sowieckiego i odtworzyli front na terytorium Polski. Sowieci chcąc teraz atakować, musieli się odpowiednio przygotować. To, co było możliwe niejako z marszu w sierpniu 1944 r., gdy niemiecki front na terytorium Polski rozsypał się, było niemożliwe w październiku, gdy niemiecka obrona okrzepła. Dlatego ofensywa sowiecka mogła ruszyć dopiero w styczniu 1945 r. i dotarła do Belina w kwietniu 1945 r. Na zajmowanie całych Niemiec było już za późno. 

W takiej perspektywie Powstanie Warszawskie 1944 r. zyskuje całkiem inne znaczenie. Nie tyle jest przegraną doraźnie bitwą o zachowanie niepodległości Polski, ale staje się wydarzeniem o podstawowym znaczeniu strategicznym dla powojennych losów całej Europy. Bowiem nawet jeśli Stalinowi nie udałoby się zająć Francji, to już tylko opanowanie całych Niemiec miałoby daleko idące konsekwencje dla przyszłości Europy. 

Nie powstałoby przecież główne europejskie mocarstwo zbudowane przez Konrada Adenauera, Republika Federalna Niemiec. Byłaby natomiast tylko jedna potężna komunistyczna Niemiecka Republika Demokratyczna, a potencjał niemiecki w całości zasilałby blok sowiecki. Werner von Braun nie budowałby rakiet dla Amerykanów, tylko dla Stalina. Jakie to miałoby następstwa w „zimnowojennym” starciu bloku zachodniego z Sowietami, nie trzeba mówić. 

Jednak zwycięstwo Warszawy

Bohaterstwo i poświęcenie żołnierzy warszawskiej AK i tysięcy warszawiaków przeciwstawiających się niemieckiemu złu irytuje tych, którzy uważają, że ze złem można układać się i nie należy odrzucać współpracy z szubrawcami, skoro za taką cenę zachowamy dobra materialne, a zwłaszcza życie. W tym miejscu pojawiają się dywagacje na temat realizmu w polityce (ma on skłaniać do kapitulowania przed silniejszym od nas bandytą) i zapewnienia o szkodliwości kierowania się moralnością w polityce. Słyszymy, że w imię politycznej skuteczności trzeba odrzucać moralność, a nawet robić złe rzeczy, zapominając np. o czymś tak niepraktycznym jak honor. 

Sfera wartości i nakaz, aby dla ich obrony nawet ryzykować życiem jest uznawane przez „realistów” za głupstwo nie warte uwagi. 

W dziejach narodu są różne zdarzenia, które zapisują się w tradycji, utrwalają cechy wyróżniające i odróżniające go od innych narodów. Są zdarzenia, które na trwałe zapisują się w świadomości narodowej, sprawiają, że przypominając o nich, odczuwamy dumę. Słowa Jana Lechonia, który w wierszu mówił o historii Polski, że „nie ma dziejów piękniejszych niż Twoje” dobrze rozumie każdy polski patriota.

image

Zdarzeniem mocno oddziałującym na świadomość narodową Polaków jest Powstanie Warszawskie 1944 r. Ważnym i ciągle niedostrzeganym aspektem powstania są jego strategiczne następstwa. Nie mają racji krytycy powstańczego zrywu, że poza gruzami stolicy i tysiącami zabitych, zamordowanych warszawiaków tak naprawdę nic więcej nie ma.

Powstanie Warszawskie było czynem zbrojnym, który miał zapewnić utrzymanie przez Polskę niepodległości. Patrząc na jego doraźne skutki, powstańcy ponieśli klęskę. Kiedy jednak zastanowimy się, jakie były konsekwencje powstania po upływie dziesięcioleci, także jak je widzimy współcześnie, okazuje się, że sprawa, o którą walczyli powstańcy zwyciężyła. Uzasadniony też jest pogląd, że gdyby nie było zrywu w 1944 roku, to w przyszłości prawdopodobnie nie byłoby Solidarności, odzyskania przez Polskę niepodległości i wyzwolenie się z komunistycznej niewoli tylu narodów. Tej zależności nie mogą pojąć krytycy powstania patrzący na nie tak, jakby pozostali w 1945 r., i z takiej tylko perspektywy oceniali sens znaczenie powstańczego zrywu. 

Powstanie zakończyło się klęską, więc była to przegrana, ale była to przegrana DORAŹNA. Cel, dla którego podjęto walkę, niepodległość, został w przyszłości osiągnięty. Uczestnicy Powstania Warszawskiego doczekali dni, gdy Związek Sowiecki zawalił się. Jednym ze źródeł tej „największej katastrofy geopolitycznej XX wieku i wielkiego dramatu Rosjan” (jak powiedział Władimir Putin) było powstanie z 1944 roku. 

image

W 1920 r. pod Warszawą Polacy zatrzymali bolszewicki marsz na Europę. Zwycięstwo polskiego wojska powstrzymało komunizm. W 1944 r. powstańcy Warszawy pokrzyżowali Stalinowi jego plany podboju Europy. Trzeba uświadamiać nie tylko w Polsce, ale też na Zachodzie, czym było Powstanie Warszawskie, aby zrozumiano jak ważną dla bezpieczeństwa kontynentu rolę odgrywa Polska.

image


Warszawa została odznaczona przez Naczelnego Wodza za obronę we wrześniu 1939 r. orderem krzyża wojennego Virtuti Militari. Na herbie umieszczona została dewiza – Semper invicta – Zawsze niezwyciężona. Stolica Polski potwierdziła to w miesiącach powstańczego zrywu 1944 r.



Kiedy dziś oglądamy Polaków czczących pamieć o Powstaniu wiemy, że ono dało nam zwycięstwo.

image


Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura