129 obserwujących
515 notek
990k odsłon
  824   2

W 82. rocznicę września ‘39

image  Mamy różne ośrodki nazywane z angielska think-tankami, gdzie zgromadzeni eksperci i znawcy analizują rozliczne dane, zastanawiają się, co też będzie robił przeciwnik i jakimi siłami, i jak, trzeba będzie reagować. Tworzą modele przyszłych działań taktycznych i operacyjnych używając przy tym wymyślnych terminów; pojawiają się jakieś „bańki anty-dostępowe”, zdolności „przeciwzaskoczeniowe”, działania hybrydowe, także agresja „podprogowa”, rozważanie, czy jest „głębia operacyjna”, jak przeprowadzić „projekcje siły” na wrogim terytorium. Tajemnicze terminy i hermetyczny język, dostępny oświeconym kapłanom militarnych działań ma onieśmielić maluczkich, pokazać dystans dzielący ich od ekspertów, uniemożliwić wypowiadanie się w sprawach wojska i obrony.

 Oczywiście można uprawiać umysłową gimnastykę w kwestiach obronności. Wśród chłopców różnego wieku popularne bywają gry wojenne w które oni z zapałem grają. Nie chodzi jednak o to, aby gimnastykować umysł przesuwając wirtualne dywizje, ale by przygotować kraj do obrony najbardziej rzetelnie, zapewniając krajowi bezpieczeństwo.

Najczarniejszy scenariusz

 Jak powinniśmy przystąpić do rozwiązania problemu pt. zapewnić Polsce bezpieczeństwo? Otóż nie uda się tego zrobić jeśli będziemy tylko rozważali wymyślane scenariusze wojenne. Trzeba najpierw ustalić jaka sytuacja może być dla nas najgorsza (czarny scenariusz) i dopiero wówczas jak temu przeciwstawiać się - nie warto spierać się, czy najgorszy wariant zagrożenia jest realny, czy nie. Jeśli do niego nie dojdzie, to bardzo dobrze, jeśli jednak nastąpi, to chyba lepiej być przygotowanym na taką sytuację wcześniej. Środki przygotowane na maksymalne zagrożenie będą zresztą przydatne także wtedy, jeśli zagrożenia będą mniejsze.

 Mamy doświadczenie z historii Polski jakie zagrożenie jest najgorsze - wrzesień 1939 r. Najazd przeważających sił, całkowite rozbicie polskiej armii regularnej, brak pomocy sojuszniczej, okupacja kraju. Przyjmijmy, że może Polsce zagrozić coś podobnego!

image Polacy oczywiście powinni budować środkowoeuropejski ośrodek siły (Międzymorze), skonstruować samodzielną, niezależną politykę wspierając ją realną siłą, nowoczesnym Wojskiem Polskim, przy tym podstawą polskiej polityki powinny być własne zdolności obronne, a nie tylko sojusznicze. Można określić hierarchię zadań, które trzeba wykonać budując odpowiedni system obrony państwa. Najpierw należy opracować strategię obronności będącą wytyczną do działania w obronności kraju. Na jej podstawie należy sprawdzić w jakim zakresie siły zbrojne i przemysł obronny mogą strategię wykonać. Następnie będzie można tworzyć program budowania potrzebnych sił zbrojnych, plany modernizacji technicznej, przy czym problemem nie jest liczebność obecnej armii zawodowej, ilość jednostek wojskowych, ale struktura polskich sił zbrojnych oraz przyjęty sposób obrony kraju.

 W razie wybuchu wojny nieprzyjaciel uderzy wojskami operacyjnymi. Ich siła uderzenia wynika z tego, że takie wojska działają w maksymalnym skupieniu. Niczym pięść rozbijają i miażdżą obronę. Żeby bronić się skutecznie trzeba osłabić siłę uderzenia, spowodować, aby ta „pięść” musiała podzielić się niejako na pojedyncze „palce”. Trzeba więc mieć przygotowaną dużą liczbę punktów oporu na terenie całego kraju (przygotowane obronnie terytorium), co zmusi atakującego do zdobywania wielu miejsc, a więc do rozdzielania sił. Wówczas obrońca będzie mógł zyskiwać lokalnie przewagę i w konsekwencji może odnosić zwycięstwa, odpierać ataki.

 Polska musi mieć wojsko, które będzie zdolne bronić całego terytorium, a nie tylko stawiać opór na wybranych kierunkach natarcia wojsk nieprzyjaciela. Takiej obrony nie da się wykonać ograniczoną liczbą żołnierzy zawodowych. Dlatego należy obok wojsk operacyjnych budować powszechną kilkuset tysięczną obronę terytorialną. Wówczas dopiero będziemy mieli armię zdolną do obrony całego terytorium kraju.

Jak uniknąć wojny?

 Możemy odstraszyć potencjalnego agresora wykazując, że Polska będzie trudnym przeciwnikiem bowiem wszyscy Polacy, nie tylko zawodowi żołnierze, będą jej bronić. Trzeba przekonująco dowodzić, że opór będzie powszechny, a Polacy są do niego moralnie przygotowani. Przygotowani tak dalece, że nawet zniszczenie wojsk regularnych (operacyjnych) nie będzie oznaczało końca wojny. Są bowiem przygotowane siły, które będą kontynuować opór w formie nieregularnej, „asymetrycznej”. Żołnierze obrony terytorialnej powinni być szkoleni w nabywaniu zdolności prowadzania działań nieregularnych.

image Przygotowane jeszcze przed wybuchem wojny siły do działań nieregularnych będą czynnikiem poważnie ograniczającym możliwości opanowanie terytorium RP przez wroga. Przykład historyczny: po kampanii 1939 r. walkę kontynuował oddział mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Liczył on około 200 dobrze uzbrojonych żołnierzy. Niemcy by go zniszczyć, musieli użyć 7,5 tys. ludzi – sił 37 razy większych. To oznacza, że gdyby takich oddziałów było więcej Niemcy mieliby wielkie trudności, aby Polskę okupować. Jeżeli dziś mamy trochę ponad 100 tysięcy żołnierzy (tyle liczy armia regularna) to do jej zniszczenia nieprzyjaciel potrzebuje 300-400 żołnierzy – uważa się, że przewaga jak 3 do 1 jest wystarczająca, aby odnieść zwycięstwo. Ale jeśli wróg musi się liczyć także z oporem nieregularnym, to wtedy powinien dysponować innym rodzajem przewagi, nie chodzi bowiem, aby pokonać przeciwnika na polu bitewnym, ale o kontrolowanie i utrzymanie w posłuszeństwie milionów ludzi na dużym terenie. Aby sparaliżować opór nieregularny okupant potrzebuje przewagi co najmniej 20 do 1, np. na 100 tysięcy działających nieregularnie obrońców nie wystarczy 300-400 tysięcy okupantów, trzeba ich mieć dużo, dużo więcej. Biorąc pod uwagę tego typu wskaźniki nieprzyjaciel przygotowując atak na Polskę i kalkulując potrzebne siły, licząc się z oporem nieregularnym, musiałby zgromadzić miliony żołnierzy. Można wyrazić pewność, że po uświadomieniu sobie tej konieczności agresor z napaści na Polskę zrezygnuje.

 Zasadniczym dążeniem w tworzeniu systemu obronnego jest wywołanie przekonania, że dysponujemy zabezpieczeniami umożliwiającymi stawienie skutecznego oporu każdej agresji. Siły terytorialne (obrona miejscowa) jako podstawa obrony nie będą ścierać się frontalnie z dywizjami agresora, ale powszechność oporu sprawi, że agresor chcąc kontrolować cały kraj będzie musiał zgromadzić ogromne siły, albo te którymi dysponuje podzielić i w konsekwencji uwikłać się w konflikt asymetryczny, w którym nie można zwyciężyć.

image Dwudziestokrotna przewaga – podkreślmy to - jest potrzebna agresorowi do nasycenia całego terytorium wojskiem, aby opór nieregularny był niemożliwy. NATO nie miało takiej przewagi w Afganistanie i przegrało, a wcześniej przecież z tego samego powodu tam przegrali Rosjanie. Jeśli więc napadający na Polskę też nie będzie dysponował taką przewagą, to wystąpi syndrom krótkiej kołdry – ciągle będą tereny, których nie będzie kontrolował i tym samym nie zdoła Polski okupować. W tych warunkach lepiej nie atakować, aby nie uwikłać się w niekończący się konflikt asymetryczny. Na tym polega istota odstraszania z pomocą sił OT pozwalające na wypracowanie sytuacji oddalającej wojnę, a nie uczestnictwo w wojnie. Nie chodzi o to, aby prowadzić jakieś wojny partyzanckie, ale by przyjęty sposób obrony (obrona totalna) zniechęcał/odstraszał napastnika i żadnej wojny, nie tylko partyzanckiej, nie trzeba było prowadzić i...nie można było Polski okupować.


Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura