18 obserwujących
171 notek
488k odsłon
  4560   2

Straż Graniczna - głupie pytania grożą ripostą

Rzecznik komendanta głównego Straży Granicznej, ppor. SG Anna Michalska - foto: Internet.
Rzecznik komendanta głównego Straży Granicznej, ppor. SG Anna Michalska - foto: Internet.

[W tej lokalizacji artykuł obejmuje więcej, niż jedną stronę.]

Od chwili wybuchu wojny hybrydowej z Łukaszenką, polskie służby prezentują się w mediach za pośrednictwem trzech twarzy.

Pierwsza twarz jest zawsze skoncentrowana, pełna troski i zasmucona mizerną kondycją natury ludzkiej. To jest twarz Mariusza Kamińskiego, szefa resortu spraw wewnętrznych. Minister cierpliwie tłumaczy, argumentuje ściszonym głosem, a czasami, gdy głupota adwersarzy przekroczy nawet jego wyśrubowany próg tolerancji, pozwala sobie na zwroty typu „ty nierozsądny człowieku”, co - jak na niego - trzeba uznać za skrajnie surową reprymendę.

Druga twarz, generalska, to oblicze Tomasza Pragi, szefa Straży Granicznej. Ujemna charyzma tego człowieka jest tak charakterystyczna, jak przekrzywiony melonik Charliego Chaplina. Głosikiem zalęknionej myszki, przy użyciu wykutych na blachę formułek, generał Praga usiłuje robić dobre wrażenie. Nikt nie ma odwagi mu wytłumaczyć, że to wrażenie będzie tym lepsze, im rzadziej będzie się publicznie wypowiadał.

Trzecia twarz ma gładkie niewieście rysy, oplecione starannie wymodelowaną koafiurą i zdradzające lekką nutkę przemęczenia. Twarz należy do podporucznik Straży Granicznej, Anny Michalskiej, która nominalnie jest rzecznikiem prasowym komendanta głównego SG, a w praktyce stała się rzeczniczką całej formacji i głównym źródłem danych o sytuacji na granicy, do którego zwracają się dziennikarze.

Początkowo pani rzecznik prezentowała w mediach suchy przekaz. Tylu i tylu zatrzymanych, tyle a tyle udaremnionych prób nielegalnego przekroczenia granicy, z rzadka cichawy apel do polityków, aby się łaskawie raczyli od Straży Granicznej odpierwiastkować i pozwolili funkcjonariuszom wypełniać ustawowe powinności. Było to trochę ugrzecznione i trochę nijakie. Lewackie media i tak wypisywały głupoty, a użyteczni debile Łukaszenki i tak wygadywali brednie z sejmowej trybuny i w studiach telewizyjnych.

W pewnym momencie nastąpiła metamorfoza. Gandalf Szary przemienił się w Gandalfa Białego. Podporucznik Michalska przestała być „jeszcze jedną rzeczniczką prasową” i pokazała pazur.

W trakcie debaty nad przedłużeniem stanu wyjątkowego, tytani intelektu spod znaku ulicy i zagranicy, urządzili kabareton pod tytułem „Gdzie są dzieci z Michałowa”. Kwicząc, sycząc, warcząc i becząc, wznosili fotografię kilkuletniej dziewczynki, jak ikonę maryjnego kultu, perorując, że to biedne dziecko zostało odłączone od rodziców, wywiezione przez strażników granicznych do lasu i pozostawione tam na mróz i poniewierkę. Tego, że dziecko jest starannie odziane i zajęte zabawą na wybetonowanym dziedzińcu, nie zauważyli.

Biały dzień, chodnik, zabawka. No, taki nocny środek leśnej głuszy w równoległym lewackim świecie. Fakty są takie, że kilka dni wcześniej patrol SG zatrzymał grupę nielegalnych migrantów, złożoną z kilkorga dorosłych i gromadki dzieci, odwiózł ich do placówki w Michałowie, nakarmił, napoił i po odebraniu oświadczeń, że żaden z cudzoziemców nie ma kaprysu ubiegać się o międzynarodową ochronę w Polsce, odstawił całe towarzystwo do linii granicy, po czym przejęli ich funkcjonariusze białoruscy. Budzące lewacką grozę zdjęcia dzieci przycupniętych na podwórku placówki powstały w ten sposób, że jedna hiena prasowa rzucała dzieciom słodycze przez ogrodzenie, jak pedofil pod przedszkolem, a druga hiena trzaskała efektowne fotki.

Refren „gdzie są dzieci z Michałowa” powraca nadal, pomimo, że nazajutrz po debacie Straż Graniczna wydała komunikat, w którym wyjaśniono co i jak. Dziennikarze spod ciemnej gwiazdy uczepili się tematu, jak muszka owocówka włączonego w nocy laptopa. Gdzie są dzieci z Michałowa? Pani redaktor, któryś raz mówię pani, że wraz z dorosłymi opiekunami zostały odstawione do linii granicy. Ale konkretnie to w które miejsce? Do linii granicy. Ale gdzie, gdzie? A po co pani ta wiedza, co pani z nią zrobi? ZONK.

Druga sytuacja – pani rzecznik, a gdzie są te dzieci z Michałowa? Dzieci z Michałowa, mój ulubiony temat – skwitowała pani rzecznik. I sprawny występ dziumdzi z TVN rozlazł się, jak rozmokły kapiszon. Trauma, w którą funkcjonariuszka SG wprawiła funkcjonariuszkę TVN była tak głęboka, że na Twitterze podziękowała odbiorcom za „słowa wsparcia”. Debilizm obnażony, pustosłowie rozgniecione obcasem, zgroza!

Trzecia sytuacja – czy zatrzymani cudzoziemcy mogli skorzystać z pomocy tłumacza? Pani redaktor, nasi funkcjonariusze porozumieli się z cudzoziemcami dostatecznie sprawnie, aby ustalić ich intencje i cel wyprawy. – Ale czy tym osobom zapewniono tłumacza z narzecza dolnoklingońskiego? – A czego pani nie rozumie w sformułowaniu „Berlin azyl”? Szok i niedowierzanie. Jak tak można! Do Pani Dziennikarki!

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale