19 obserwujących
180 notek
538k odsłon
  10873   2

Związek zawodowy szydzi z policjantów

W dniu 6 grudnia 2021 roku prasowy organ Rafała Jankowskiego opublikował paszkwil, pełen pogardy dla policjantów. Chodzi o wypłaty wysokich premii dla funkcjonariuszy, po kilka tysięcy na głowę. Nie na każdą. Premie są uznaniowe, więc wszystko było w rękach lokalnych przełożonych. Niby poszły jakieś wytyczne z Warszawy, ale sposób, w jaki ci przełożeni zagospodarowali powierzone im fundusze, nie wskazuje, aby przejmowali się jakimikolwiek wytycznymi. Panowała tu absolutna wielkopańska dowolność, przy zdumiewającej bierności szefa formacji, generała Szymczyka.

Wytyczne mówiły o pominięciu w przydziale premii, jeśli ktoś w roku obliczeniowym przebywał na zwolnieniu lekarskim dłużej, niż łącznie 90 dni. Zwolnienia po wypadkach w służbie, urlopy macierzyńskie, tacierzyńskie – jeśli trwały dłużej, premia nie przysługiwała. Czy to jest sprawiedliwe? Można długo dyskutować. To znaczy, można by, gdyby tych kryteriów przestrzegano. W terenie komendanci dokładali do nich swoje trzy grosze. Premii nie dostali niezaszczepieni. Nie dostali ich także ci, którzy choćby jeden dzień przebywali na L4, ale we wrześniu.

Dlaczego we wrześniu? Bo wtedy w całej Polsce trwał oddolny Wielki Protest Mundurowych, WPM. Oddolny, czyli z pominięciem struktury związkowej. Przewodniczący Jankowski już jest syty. A wiadomo, że syty nie dąży. Jego zarząd, jak również zarządy innych związków mundurowych, w pełni zasłużyły na miano Tłustych Kotów. Towarzystwo wzajemnej adoracji zgadzało się na wszystko, co w tegorocznym rozdaniu oferowała mundurowym strona rządowa. Dosłownie wszystko, poczynając od trzystuzłotowego ochłapu, jako podwyżki uposażeń. Rząd jawnie i bezceremonialnie pogwałcił porozumienie z 8 listopada 2018 roku, kończące ówczesny Protest Służb Mundurowych. A ci przy herbatce i wafelkach wystawiali ulizane buźki do salonowych fotografii z wiceministrem Wąsikiem.

Ten oddolny protest w ostatniej fazie przyjął formę wzorowaną na Psiej Grypie. Inaczej się nazywała i wzięło w niej udział mniej funkcjonariuszy, ale w niektórych regionach protest pokazał swą siłę. Bardzo to ubodło takich komendantów, dla których nieśmiertelnym wzorcem dowódcy pozostaje osławiony Von Nogay. Cała kariera zbudowana na zajeżdżaniu ludzi, prężenie klaty po ordery za wierność, a tu trach – pustoszeją jednostki. I z listopadowym awansem można się pożegnać. Momentalnie trep zamieniał się w anioła zemsty. Ja wam dam protesty! Jako uzasadnienie odmowy przyznania premii Von Nogaye wpisywali w dokumentacji „brak dyspozycyjności” danego funkcjonariusza. Przez 360 dni w ciągu całego roku człowiek rzucał wszystko na każde wezwanie, tyrał w nadgodzinach, nie pytał, kto mu zwróci ten czas, zabrany najbliższym. A z powodu jednego wrześniowego tygodnia okazał się niedyspozycyjny w oczach Von Nogaya.

I na to wszystko wchodzi pyszałek prasowy Jankowskiego, cały na brązowo. I szydzi, że grzecznych policjantów odwiedził właśnie Mikołaj, a ci niegrzeczni mogą tylko bezsilnie się wściekać i złorzeczyć nagrodzonym kolegom. Widocznie dla tej osoby jest oczywiste, że jeżeli komuś dzieje się lepiej, to jedyną reakcją pozostałych musi być zawiść.

Prasowy pyszałek Jankowskiego porównuje uczestników wrześniowego protestu do dzieci, które wbrew ostrzeżeniom rodziców, poparzyły się żelazkiem. Któż więc ma być tymi rodzicami? Przełożeni? Komendant jest jak mądry ojciec, a jego podwładni, to dzieci, które dzielą się na grzeczne i niegrzeczne? Łubu dubu, panie pyszałku, niech żyje nam prezes Ochódzki sto lat. Do tego jeszcze te przechwałki, jakoby sukces Psiej Grypy w osiemnastym roku był zasługą właśnie pana Jankowskiego, a nie tych policjantów, z których teraz autor paszkwilu tak bezczelnie drwi.

Przykro nie dostać kilkutysięcznej premii i patrzeć, jak inni cieszą się z jej otrzymania. Ale dlaczego prasowemu pyszałkowi Jankowskiego tak bardzo zależy, aby wykreować tutaj antagonizm? Udziału w oddolnym proteście funkcjonariusze odmawiali z różnych przyczyn. Strach wcale nie był motywem wiodącym. Dla wielu istotny był argument, że prawo dopuszcza protesty funkcjonariuszy, ale wyłącznie pod auspicjami związków zawodowych. Po co więc narażać się na nieprzyjemności w jednostce, dołączając do akcji, która i tak jest skazana na porażkę. Jest to racjonalne rozumowanie, wcale nie tchórzliwe, ani wazeliniarskie. Tłuste Koty związkowe nie wykorzystały energii oddolnego protestu. To im, a nie funkcjonariuszom w terenie, zabrakło odwagi. To ci podnóżkowi, a nie mundurowe doły, umorusali się wazeliną. Dlaczego więc ten, kto nie dostał premii, miałby obligatoryjnie patrzeć wilkiem na tego, który ją dostał? Komu może zależeć na takim ukształtowaniu relacji interpersonalnych w jednostkach? Czy związkowiec, który ma choćby śladowe pojęcie o tym, jaka jest misja organu przedstawicielskiego, wpadłby na pomysł, aby jątrzyć wśród ludzi?

Na taki pomysł może wpaść kto inny. Taki, co nie ma pojęcia o dowodzeniu ludźmi i wyuczył się „zarządzać poprzez konflikt”. Dziel i rządź. Ktoś, kto takiemu kieszonkowemu dyktatorowi przychodzi w sukurs, machając związkową chorągiewką i szydząc z ludzkiej krzywdy, zasługuje na pogardę. Potulny sługusek, ujadający zza nogi pana.

Nagrodowy karnawał przetoczył się nie tylko przez szeregi Policji. Podobne patologie miały miejsce w Państwowej Straży Pożarnej. Zamordyzm odcisnął swą mściwą pieczęć na dokumentach personalnych, deprecjonując ofiarność strażaków formułką o „braku dyspozycyjności”. W żadnej formacji centrale związkowe nie uznały za stosowne odwołać się do swojego przedstawicielskiego mandatu i skonsultować ze zrzeszonymi związkowcami decyzje podejmowane w imieniu wszystkich funkcjonariuszy. Uśmieszki znad kawusi, pełna kabza i błoga perspektywa dalszego nic nierobienia – cała prawda o Tłustych Kotach.

Na tym tle chlubnie wyróżniają się dwa zarządy z terenu. Lubuski Zarząd Wojewódzki związku policjantów i Nadwiślański Zarząd Oddziałowy związku strażników granicznych. Ci związkowcy nie wahali się, aby w oficjalnych uchwałach udzielić poparcia postulatom Wielkiego Protestu Mundurowych, a dodatkowo teraz lubuscy związkowcy twardo stają w obronie praw policjantów, których ominęły „mikołajkowe” premie.

Jedną z idei, leżących u podstaw WPM, było przewietrzenie związkowych struktur. Nie likwidacja związków, ale oczyszczenie ich z obmierzłego służalczego elementu, gotowego wziąć zawsze stronę przełożonych i pysznić się ich łaską. Dzisiejsza publikacja na stronie Tłustych Kotów Jankowskiego potwierdza dobitnie, że deserwilizacja związków zawodowych w służbach, to warunek niezbędny, aby funkcjonariusze wreszcie zaczęli być godnie reprezentowani.

[]

Przeczytaj także:
Wielki Protest Mundurowych - czy było warto?

Zobacz galerię zdjęć:

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale