20 obserwujących
189 notek
571k odsłon
  18091   3

Państwowa Straż Pożarna - folwark Von Nogayów

Przykład odpowiedzi Bartkowiaka na jeden z takich komentarzy (pisownia oryginalna): „Za nim Pan coś skomentuje, warto się zastanowić. Jutro może Pan zapyta swojego przełożonego to na pewno wyjaśni. Gdyby nie to zapraszam do siebie. Czołem”.

I co, faktycznie strażak miałby na drugi dzień iść z facebookową pierdołą do swojego przełożonego? A na jaki szczebel uderzać? Do dowódcy JRG? Do komendanta miejskiego? A może wojewódzkiego? A może jednak zechciałby z zaproszenia Bartkowiaka skorzystać? No ale jak miałby to zrobić? Czy w jednostce otrzymałby polecenie wyjazdu służbowego? A kiedy Bartkowiak by go przyjął? No przecież to jest pustosłowie, którym się szef formacji kompromituje. Zniżać się do poziomu facebookwej pyskówki? I publicznie kierować zawoalowane trepowskie groźby?

Bartkowiak straszy strażaków 1

Bartkowiak straszy strażaków 2

Bartkowiak straszy strażaków 3

Bartkowiak straszy strażaków 4

Bartkowiak straszy strażaków - mem

Podobne zapędy ujawnił zresztą Przybyła. Odniosłem się do tego w odrębnym wpisie:

Co poszło nie tak, czyli prosta miara rzetelności

Mem o bydgoskim okólniku, dotyczącym nagród dla strażaków, został na MDR opublikowany 4 sierpnia pod fajrant. Minęło popołudnie, minął piąty sierpnia, szósty... Jedyną reakcją ludzi, do których treść memu się odnosi, było to, że jeden upolityczniony imbecyl na swoim koncie FB nazwał mnie "manipulantem", a drugi, zamordysta w lampasach, skwapliwie mu to zalajkował.

A co powinni byli zrobić?

Prosta sprawa - jeśli ktoś uważa, że opublikowana informacja jest nieprawdziwa, powinien zwrócić się do administratora z postulatem sprostowania. Przedstawić swoje stanowisko, podać fakty. Tutaj nic takiego nie miało miejsca. Rozgorzała natomiast wojna. MDR kontra polityczne bezmózgie lizusy z kierownictwa PSP. Przez "głupi" mem wylazła z tego towarzystwa cała prawda o nim. Do tego dochodzą liczne informacje od sygnalistów, rzucające jeszcze więcej światła na ten trepowski lupanar.

Zawsze działało, wystarczyło, że naburmuszony zupak z krótkim siurkiem warknął w komentarzach na Fejsie i już zastraszeni dyskutanci wycofywali się z podkulonymi ogonami, przepraszając, że żyją. A tutaj... ZONK. Co poszło nie tak?

Ja wam powiem, wy oślizgłe upolitycznione trepy w lampasach, co poszło nie tak: ZADARLIŚCIE Z NIEWŁAŚCIWYM ADMINEM.

Link do tego wpisu: Prosta miara rzetelności

Na przestrzeni lat nie raz zdarzyło się, że zamieszczałem na MDR sprostowania i przeprosiny kierowane do przełożonych, których dotyczyły nieścisłe lub nieprawdziwe wpisy. Był wśród nich komendant placówki Straży Granicznej, pomówiony o to, że zabronił związkowcom oflagowania obiektu w ramach legalnie prowadzonej akcji protestacyjnej. Komendant bez problemu znalazł sposób na skontaktowanie się ze mną i w rozmowie telefonicznej przedstawił stan faktyczny. Potem się okazało, że informator „chciał zaistnieć” i powielił bezrefleksyjnie plotkę. Był też dowódca jednostki ratowniczo-gaśniczej PSP, o którym sygnalista poinformował, że dopuścił się gróźb wobec strażaków biorących udział w legalnym proteście. Dowódca napisał do mnie na MDR, szczegółowo przedstawił sytuację. Też okazało się, że doszło do bezmyślnego powielenia głupiej paplaniny. W obu przypadkach zamieściłem przeprosiny i podałem, jak jest naprawdę. Zdarzyło się na początku pandemii, że napisał do mnie policjant, przekazując bardzo krytyczny opis sytuacji w jednej z komend powiatowych. Po pewnym czasie komendant z tej jednostki przysłał mi oficjalne sprostowanie, a także deklarację, że w trosce o wizerunek własny i służby, wystąpił do przełożonych o przeprowadzenie kontroli w swojej jednostce. Wyniki kontroli także przesłał. Wszystko na bieżąco publikowałem na MDR wraz z należnymi przeprosinami.

Ani Przybyła, ani Bartkowiak nie odnieśli się merytorycznie do publikacji na MDR, ale jeden okrzyknął mnie manipulantem, a drugi mu to po koleżeńsku „zalajkował”. Taki to poziom „ludzi honoru”.

Bartkowiak LUBI TO

Dyzma

Obejmując funkcję komendanta wojewódzkiego PSP, Bartkowiak nie miał wymaganego wykształcenia. Nie kwalifikował się nawet na p.o., czyli „pełniącego obowiązki”. Braki uzupełniał wstecznie, korzystając z dobrodziejstw nowo wprowadzonych zmian w przepisach.

Dyzma Główny PSP

Układy personalne pomogły mu także nabyć dodatkowe tytuły, które ładnie zapełniają generalskie CV. W czerwcu 2018 roku ukończył studia podyplomowe z zakresu BHP. Podyplomówka, powie ktoś, no i co z tego? To z tego, że te studia trwały trzy miesiące. Podyplomowy sprint odbył Bartkowiak wraz ze swoim ówczesnym zastępcą, Matczakiem, teraz komendantem wojewódzkim w Poznaniu, i z Przybyłą, swoim aktualnym zastępcą. Umożliwił im to Walkowiak, behapowiec w komendzie wojewódzkiej, który ma także posadę wykładowcy na uczelni, gdzie podyplomówka się odbyła.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale