14 obserwujących
140 notek
328k odsłon
45639 odsłon

Straż Graniczna bez Dobrej Zmiany

Foto: Internet
Foto: Internet
Wykop Skomentuj2

[Uwaga, w obecnej lokalizacji tekst obejmuje więcej, niż jedną stronę]

Od dwóch lat Polska dźwiga się z gruzów kondominium i pręży pracowite muskuły w ożywczym blasku Dobrej Zmiany. Nowy porządek wdrażany jest we wszystkich dziedzinach. Edukacja, przemysł, gospodarka, rynek pracy, ochrona zdrowia, sądownictwo, obronność, sprawy wewnętrzne. Gdzie nie spojrzeć, tam zmiana. Na ogół dobra i głęboka.

Pewne obszary pozostają jednak dziewiczo nietknięte, niczym ostępy Puszczy Białowieskiej, liźniętej ledwie przez ludzką interwencję, a i to głównie z przyczyn sanitarnych.

Jednym z takich obszarów jest Straż Graniczna. Nie można powiedzieć, od objęcia władzy przez nowy obóz, w formacji zdarzyło się wiele na plus. Przywrócono oddział na Południu, wpompowano dużo pieniędzy w nowoczesny sprzęt, ludzie dostali podwyżki. Obecnie zarzut o nieprzygotowaniu SG do odparcia fali muzułmańskich imigrantów, byłby nieuzasadniony. Dwa lata temu było pod tym względem znacznie gorzej.

No to o co chodzi? Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Niestety nic nie zmieniło się w polityce kadrowej. Podczas gdy Policja doczekała się błyskotliwego, pojętnego szefa, faceta na poziomie, umiejącego odnaleźć się merytorycznie i medialnie, Straż Graniczna wciąż pozostaje prywatnym folwarkiem skonsolidowanego klubu. Czynnik kompetencyjny, jako kryterium obsady kierowniczych stanowisk, zajmuje odległe miejsce na liście wymogów kadrowych.

Poniżej cztery opowieści i morał.

Opowieść pierwsza - Placówka

Placówka w pięknym portowym mieście, tworzącym aglomerację z Gdańskiem i Sopotem. Kto tam dowodzi? Taki jeden mroczny facio, wcześniej komendant placówki w Gdańsku, do której trafił prościutko z ekspozytury Biura Spraw Wewnętrznych. Był to okres, gdy gdański wydział BSW przechodził gruntowny przeciąg kadrowy i dotychczasowa załoga postanowiła przedsiębiorczo roztasować się na lukratywnych posadkach w jednostkach liniowych. Można sobie wyobrazić, jaki był skutek, gdy naczelnikami wydziałów i komendantami placówek nagle zostały miernoty, zdolne głównie do prześladowania funkcjonariuszy. Mocne słowa? Ale prawdziwe. W tamtym czasie pion wewnętrzny, zarówno w Straży Granicznej, jak i Policji, zamiast chronić funkcjonariuszy przed zagrożeniem korupcją, szantażem, czy groźbami bandytów, brał na celownik ofiary tych zagrożeń. Przy czym nigdy miecz BSW nie zawisł nad głową żadnego komendanta, czy zastępcy. W całym Resorcie najwybitniejszą postacią epoki był Marek Działoszyński, późniejszy komendant główny Policji. Do czego to środowisko było zdolne, pokazała rozprawa z inspektorem Majem.

Mroczny facio trafił z BSW na placówkę w Gdańsku. Z „obiektowego”, który wcześniej tchórzliwie przemykał pod ścianami, a odwagę miał tylko w stosunku do obwinionych strażników, stał się nagle potężnym sułtanem. Człowiek, który znał granicę głównie z książki Zofii Nałkowskiej, dostał władzę nad funkcjonariuszami liniowymi. Musiał się wykazać. Jak to wyglądało? Oto garść świadectw:

Stemple

Jest na placówce tzw. książka wykorzystania stempli kontrolerskich, gdzie funkcjonariusze odprawieni do służby odbijają pobrane stemple. Chodzi o to, żeby kierownik zmiany ocenił, czy są właściwie nastawione (data, kierunek: wjazd / wyjazd, cyfra kontrolna). Kiedyś się zdarzyło, że ktoś błędnie odbił stempel, ktoś po tej osobie też i tak było kilka błędów. Te stemple nie były wykorzystywane w tym czasie w trakcie odprawy granicznej, więc nie było żadnych szkodliwych następstw nieuwagi tych trzech osób. Każdy inny komendant zwróciłby tylko uwagę (tak bywało wielokrotnie za poprzedniego komendanta). Ale mroczny facio z BSW nie jest z tych, co by przeoczyli tę ogromną szansę pokazania, kto tu rządzi. „Sprawcy zbrodni” stracili na kilka miesięcy dodatek służbowy. Jeden z nich odwołał się do Komendy Głównej i tam uznali jego rację, twierdząc, że takie "wykroczenie" nadaje się tylko do ustnej reprymendy. Jednak kości zostały już rzucone i mroczny facio w gaciach namokłych wodami Rubikonu zagiął parol na podwładnych. 

Księga

Komendant PSG (Placówki Straży Granicznej) prowadzi tzw. Książkę służby, za którą odpowiada osobiście. Mroczny facio nie zamierzał kłopotać się detalami i prowadzenie Księgi powierzył osobie planującej grafik służb. Pewnego dnia kontrola wykazała pewne nieprawidłowości w Księdze i mroczny facio wystąpił do komendanta oddziału z wnioskiem o obniżenie dodatku na 4 miesiące funkcjonariuszce planującej grafik. Komendant MOSG (Morskiego Oddziału Straży Granicznej) nie uznał wniosku, bo odpowiedzialnym za Księgę jest osobiście komendant PSG, czyli mroczny facio, i to jemu należy się obniżenie dodatku. Wieść gminna głosi, że tak się stało. Sułtan zaliczył kolejnego prztyczka, co pogłębiało chęć pomsty.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo