Blog
Rebeliant
Rebeliant Szmarowski
Rebeliant Szmarowski Robert Szmarowski, 1970 r.
12 obserwujących 122 notki 290591 odsłon
Rebeliant Szmarowski, 26 września 2017 r.

Straż Graniczna bez Dobrej Zmiany

44384 2 0 A A A
Foto: Internet
Foto: Internet

[Uwaga, w obecnej lokalizacji tekst obejmuje więcej, niż jedną stronę]

Od dwóch lat Polska dźwiga się z gruzów kondominium i pręży pracowite muskuły w ożywczym blasku Dobrej Zmiany. Nowy porządek wdrażany jest we wszystkich dziedzinach. Edukacja, przemysł, gospodarka, rynek pracy, ochrona zdrowia, sądownictwo, obronność, sprawy wewnętrzne. Gdzie nie spojrzeć, tam zmiana. Na ogół dobra i głęboka.

Pewne obszary pozostają jednak dziewiczo nietknięte, niczym ostępy Puszczy Białowieskiej, liźniętej ledwie przez ludzką interwencję, a i to głównie z przyczyn sanitarnych.

Jednym z takich obszarów jest Straż Graniczna. Nie można powiedzieć, od objęcia władzy przez nowy obóz, w formacji zdarzyło się wiele na plus. Przywrócono oddział na Południu, wpompowano dużo pieniędzy w nowoczesny sprzęt, ludzie dostali podwyżki. Obecnie zarzut o nieprzygotowaniu SG do odparcia fali muzułmańskich imigrantów, byłby nieuzasadniony. Dwa lata temu było pod tym względem znacznie gorzej.

No to o co chodzi? Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Niestety nic nie zmieniło się w polityce kadrowej. Podczas gdy Policja doczekała się błyskotliwego, pojętnego szefa, faceta na poziomie, umiejącego odnaleźć się merytorycznie i medialnie, Straż Graniczna wciąż pozostaje prywatnym folwarkiem skonsolidowanego klubu. Czynnik kompetencyjny, jako kryterium obsady kierowniczych stanowisk, zajmuje odległe miejsce na liście wymogów kadrowych.

Poniżej cztery opowieści i morał.

Opowieść pierwsza - Placówka

Placówka w pięknym portowym mieście, tworzącym aglomerację z Gdańskiem i Sopotem. Kto tam dowodzi? Taki jeden mroczny facio, wcześniej komendant placówki w Gdańsku, do której trafił prościutko z ekspozytury Biura Spraw Wewnętrznych. Był to okres, gdy gdański wydział BSW przechodził gruntowny przeciąg kadrowy i dotychczasowa załoga postanowiła przedsiębiorczo roztasować się na lukratywnych posadkach w jednostkach liniowych. Można sobie wyobrazić, jaki był skutek, gdy naczelnikami wydziałów i komendantami placówek nagle zostały miernoty, zdolne głównie do prześladowania funkcjonariuszy. Mocne słowa? Ale prawdziwe. W tamtym czasie pion wewnętrzny, zarówno w Straży Granicznej, jak i Policji, zamiast chronić funkcjonariuszy przed zagrożeniem korupcją, szantażem, czy groźbami bandytów, brał na celownik ofiary tych zagrożeń. Przy czym nigdy miecz BSW nie zawisł nad głową żadnego komendanta, czy zastępcy. W całym Resorcie najwybitniejszą postacią epoki był Marek Działoszyński, późniejszy komendant główny Policji. Do czego to środowisko było zdolne, pokazała rozprawa z inspektorem Majem.

Mroczny facio trafił z BSW na placówkę w Gdańsku. Z „obiektowego”, który wcześniej tchórzliwie przemykał pod ścianami, a odwagę miał tylko w stosunku do obwinionych strażników, stał się nagle potężnym sułtanem. Człowiek, który znał granicę głównie z książki Zofii Nałkowskiej, dostał władzę nad funkcjonariuszami liniowymi. Musiał się wykazać. Jak to wyglądało? Oto garść świadectw:

Stemple

Jest na placówce tzw. książka wykorzystania stempli kontrolerskich, gdzie funkcjonariusze odprawieni do służby odbijają pobrane stemple. Chodzi o to, żeby kierownik zmiany ocenił, czy są właściwie nastawione (data, kierunek: wjazd / wyjazd, cyfra kontrolna). Kiedyś się zdarzyło, że ktoś błędnie odbił stempel, ktoś po tej osobie też i tak było kilka błędów. Te stemple nie były wykorzystywane w tym czasie w trakcie odprawy granicznej, więc nie było żadnych szkodliwych następstw nieuwagi tych trzech osób. Każdy inny komendant zwróciłby tylko uwagę (tak bywało wielokrotnie za poprzedniego komendanta). Ale mroczny facio z BSW nie jest z tych, co by przeoczyli tę ogromną szansę pokazania, kto tu rządzi. „Sprawcy zbrodni” stracili na kilka miesięcy dodatek służbowy. Jeden z nich odwołał się do Komendy Głównej i tam uznali jego rację, twierdząc, że takie "wykroczenie" nadaje się tylko do ustnej reprymendy. Jednak kości zostały już rzucone i mroczny facio w gaciach namokłych wodami Rubikonu zagiął parol na podwładnych. 

Księga

Komendant PSG (Placówki Straży Granicznej) prowadzi tzw. Książkę służby, za którą odpowiada osobiście. Mroczny facio nie zamierzał kłopotać się detalami i prowadzenie Księgi powierzył osobie planującej grafik służb. Pewnego dnia kontrola wykazała pewne nieprawidłowości w Księdze i mroczny facio wystąpił do komendanta oddziału z wnioskiem o obniżenie dodatku na 4 miesiące funkcjonariuszce planującej grafik. Komendant MOSG (Morskiego Oddziału Straży Granicznej) nie uznał wniosku, bo odpowiedzialnym za Księgę jest osobiście komendant PSG, czyli mroczny facio, i to jemu należy się obniżenie dodatku. Wieść gminna głosi, że tak się stało. Sułtan zaliczył kolejnego prztyczka, co pogłębiało chęć pomsty.

Opublikowano: 26.09.2017 21:51. Ostatnia aktualizacja: 14.11.2018 13:44.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

To jest kontynuacja bloga, dostępnego pod tym adresem: https://www.salon24.pl/u/mundurowi/

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Prawda Możemy konwersować, wymieniając korespondencję na priv - do tego nie trzeba adresu.
  • @maur
  • @Arek Pruszynski - Ja przyjmuję polecenia na drodze służbowej. Za nisko Pan wszedł. A...

Tematy w dziale Społeczeństwo